sobota, 30 grudnia 2017

Najgorsi bohaterowie książkowi 2017

   Witam was, moi drodzy. Dziś przychodzę do was z postem poświęconym najgorszym postaciom jakie poznałam w 2017 roku. Nie przedłużając przejdę do listy. Kolejność jest przypadkowa.


   Sha z ,,Lilith". Jest to postać, której szczerze nienawidzę całym sercem. Typowa główna bohaterka posiadająca wszystko wraz z beznadziejnym poczuciem humoru i irytującą postawą wobec wszystkiego. A na dodatek autorka stara się nam, doświadczonym czytelnikom, wmówić jaka to jej Sha nie jest mądra. Warto też dodać, że oczywiście w tej irytującej, niedojrzałej oraz nadzwyczaj pięknej dziewczynie zakochują się dwa największe ciacha w mieście. Jeszcze jej nie znienawidziliście? Może pocieszeniem będą fragmenty kiedy dziewczyna jest opętana i nie jest sobą - tylko wtedy mogłam z nią wytrzymać. (Ps; te fragmenty zajmują tyle co kot napłakał, więc nie róbcie sobie nadziei).



    Jon Cartwright z ,,Opowieści z Akademii Nocnych Łowców". Na wstępie powiem tylko, że nie mam zamiaru zniechęcać was do przeczytania tej książki, ponieważ ją uwielbiam, ale po prostu nie lubię tej postaci. Jon Cartwright jest Nocnym Łowcą z ,,elity", któremu wydaje się, że jest pępkiem świata i dokucza wszystkim dookoła, aby tylko dowieść jaki to on nie jest wspaniały. Dopuszcza się nawet do kłamstwa o tym, że jest dobrym kumplem mojego książkowego męża Jace'a Herondale'a co doprowadziło mnie wręcz do szewskiej pasji i takim tekstem zasłużył sobie na miejsce na tej liście. Dobrze, że już nie będę musiała o nim nigdy słuchać.



   Emma Carstairs z ,,Władcy Cieni". To, że z ,,Władcy Cieni" wypadałoby nawet podkreślić, ponieważ mimo tego, że druga część trylogii Cassandry Clare według mnie jest lepsza od poprzedzającej jej ,,Pani Noc", to jedyną rzeczą jaka radykalnie zmieniła się w tej książce jest jej główna bohaterka. Naprawdę nie wiem czy to było działanie zamierzone czy Cassandra Clare straciła panowanie nad tą postacią, ale Emma stała się wręcz istną amebą umysłową. Mózg podmienili jej chyba na kapustę. Chcąc bronić innych, równocześnie rani ich wszystkich jeszcze bardziej. W międzyczasie stara się być śmieszna jak Jace Herondale, ale coś jej nie wychodzi, a odkąd Mark wypowiedział pamiętne słowa ,,Po co kłamać?'' Emma nie radzi sobie z emocjami do prowadzi do jakiejś gigantycznej i jak się okazuje na końcu zupełnie bezsensownej huśtawki fabułowej, gdyż nasza główna bohaterka robi dokładnie to czego zaprzysięgła nie robić na początku książki, a prawdę, którą nie wiedzieć po co urywa, wyjawia dopiero po incydencie, sprzecznym z tym co właśnie wyjawia. I naprawdę rozumiem jeśli nie zrozumieliście z tego ani słowa, ale właśnie tak wyglądają książki Cassandry Clare. A to co stało się z Emmą to istna masakra.



   Rachel z ,,Dziewczyny z pociągu". Pamiętam jak wybroniłam tę postać w recenzji i zapewne dziwicie się dlaczego się tutaj znalazła. Otóż to co dzieje się później ją usprawiedliwia, lecz mimo wszystko jej postać była tą, na której imię w tytule rozdziału patrzyłam wręcz z odrazą. Denerwowało mnie jej zachowanie, sposób bycia i użalanie się nad sobą. W myślach nazywałam ją alkoholiczką-wariatką i szczerze nie mogłam jej znieść. Jest to jednak jedyna postać z tego zestawienia, która pod wpływem czasu zmienia się i przynajmniej w części rozumiemy jej zachowanie.




To już wszystkie ,,najgorsze" postacie jakie miałam ,,przyjemność" poznać w tym kończącym się już roku. Dajcie znać w komentarzu czy podoba wam się tego typu post oraz czy wy także podzielacie, którąś z moich opinii na temat powyższych bohaterów. A może macie jakieś własne typy nadające się do tej kategorii? Czekam na wasze komentarze!

środa, 20 grudnia 2017

,,Czas Żniw" Samanthy Shannon - czyli o ulotnej nadziei - ostatniej desce ratunku


   Witam was, moi drodzy. Wczoraj w nocy skończyłam czytać ,,Czas Żniw'', którą to książkę mam z V Ogólnopolskiego Zlotu Nocnych Łowców, ale wcale jej nie wygrałam tylko dostałam od jednej dziewczyny tak po prostu (ona ją wygrała). Miłe, prawda? Wracając do samej książki, napisała ją młoda pisarka Samantha Shannon która niedawno (kwietniu tego roku) miała okazję gościć w polskiej stolicy. Jej debiutancka trylogia zdobyła sławę w wielu krajach, a ja dopiero teraz i w sumie prawie przypadkiem, sięgnęłam po jej powieść. Czy mi się spodobała? Zaraz się przekonacie.

Opis:

Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.

   Tradycyjnie zacznę od fabuły powieści i świata przedstawionego. Mamy rok 2059, a na świecie istnieją jasnowidze czyli ludzie o paranormalnych zdolnościach (np. kontrolowanie duchów) i to wiele różnych, mniej lub bardziej popularnych odmian. Poza nimi, świat oczywiście obfituje w zwykłych ludzi nie mających żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Jak to zwykle bywa, zwykli ludzie boją się odmieńców więc zabijają każdego, kto ujawnia choć krztę takich zdolności (przypomina to polowanie na czarownice, prawda?), lecz istoty silniejsze i potężniejsze od jasnowidzów - Refaici - już dwieście lat wcześniej zaproponowali zamykanie jasnowidzów w osobnych miastach, w których będą im służyć i chronić świat przed napaściami ze strony innych mrocznych istot - Emmitów. ,,Kosiarze" zbierają swoje ,,Żniwa" co 10 lat. I Paige - nasza główna bohaterka - trafia właśnie do takiego miejsca w dniu dwudziestych Żniw.

,,Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić."

   Autorka wykreowała wspaniały i skomplikowany świat, do którego brutalnie wrzuca nas na samym początku książki. Powoduje to szok i dezorientacje. Czujemy się jakby historia została napisana w obcym, niezrozumiałym dla nas języku i nic dziwnego, ponieważ pojęcia występujące w książce, rzeczywiście zostały wymyślone przez autorkę. Kiedy mój skurczony od natłoku informacji mózg, zaczął pojmować mniej więcej większość pojęć, historia naprawdę zaczęła pędzić - i dzięki Bogu, że w takim momencie, a nie wcześniej. Fabuła jest wartka, nie przeciąga się oraz przykuwa do fotela i właśnie czegoś takiego oczekiwałam od tej książki. W sumie wymienię tutaj od razu jedną i chyba jedyną rzecz, której zabrakło mi w tej powieści. Może się czepiam, a może nie, ale mimo tego, że przesuwamy się prawie o 40 lat do przodu, czytając w ogóle tego nie odczuwałam. Prawdę mówiąc czułam się tak jakby akcja powieści rozgrywała się w pierwszej połowie XX wieku, a nie drugiej XXI. Ale to tylko moje zdanie. Wracając do pozytywów treść tej książki napisana jest przyjemnym stylem, a wątki przekładają się w taki sposób, że wręcz umierałam z ciekawości co jest w kolejnym rozdziale mimo wskazówek zegara wskazujących na drugą. Przecież mogły się zepsuć, prawda? 

- Nie, Paige. Próbuję ci pomóc.
- Niech cię piekło pochłonie.
- Ja już istnieję na poziomie piekła.
- Istniej na tym, który jest jak najdalej od mojego.

   Przejdę teraz do postaci. Nie mamy ich wiele... nie. Źle to ujęłam. Głowna bohaterka jest tylko jedna i to na niej skupiamy całą swoją uwagę. Poza tym narracja poprowadzona jest z jej perspektywy. Dalej scharakteryzować można by było tylko Naczelnika, czyli jej opiekuna i trenera, a reszta to postacie mocno drugoplanowe - ważne w fabule, ale nie pokazujące się zbyt często. I mimo tego, że nie miałam zbyt dużo czasu by zapoznać się z innymi postaciami, to polubiłam je i w jakiś sposób się z nimi związałam - co bardzo dobrze świadczy zresztą o talencie autorki. Dodam także, że pojawił się wątek romansu, który za każdym razem wielbię w książkach fantasy.

,,Ale lepiej jest być szczerym. Tak mi się wydaje. W przeciwnym wypadku żyjesz w kłamstwie."

   Podsumowując, chciałam powiedzieć, że to zdecydowanie powieść, która zasługuje na miano bestsellera i nie mogę się doczekać kiedy kolejne części trylogii niczym ,,Kosiarze", ,,zakoszą" mnie do ich wnętrza tak jak zrobiła to pierwsza część. Oby tylko nie pokruszyły mi serca jak ona.
Daję jej 8/10 i szczerze polecam!

Pozdrawiam i liczę na komentarze❤

czwartek, 14 grudnia 2017

,,Miłość, która przełamała świat" E. Henry - czyli co przeraża, rani i uzdrawia

 
   Witam was wszystkich na nowej recenzji na blogu. Dziś zaprezentuję wam moje odczucia co do ,,Miłości, która przełamała świat" autorki Emily Henry, którą otrzymałam od wydawnictwa YA!.

,,To prawda, że nic nie ma takiej mocy ranienia jak miłość, ale nic też nie potrafi tak uzdrowić."
,,Czasami najpiękniejsze chwile naszego życia to te, które najbardziej bolą w danym momencie. Dopiero u samego końca, kiedy spoglądamy w przeszłość, widzimy, czym naprawdę były."

   Zacznę od tego, że jak to ja, nie przeczytałam opisu z tyłu okładki więc po samej okładce (na którą nie da się nie spojrzeć, bo jest śliczna) wywnioskowałam, że będzie to jakaś zwykła młodzieżówka o dwójce zakochanych nastolatków. Nie wymagałam więc od niej niczego nadzwyczajnego. Okazało się jednak, że tytuł trzeba brać na poważnie, ponieważ ta miłość dosłownie przełamuje świat. I tutaj zaczyna się moment, w którym nie wiem jak mam wam przekazać tę historię lub zachęcić do jej lektury, gdyż nie wiem, w którym momencie zostanę posądzona o spoilerowanie. Wkleję wam więc opis fabuły i potem gładko postaram się opisać książkę tak, aby nie sprzedać wam połowy ważnych wątków.


Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe wakacje przed rozpoczęciem studiów. Dzień za dniem toczy się bez żadnych ciekawych wydarzeń, dopóki dziewczyna nie zacznie obserwować dziwnych rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Wtedy odwiedzą ją sympatyczna, ale tajemnicza postać, która ostrzega: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". Następnej nocy Natalie spotyka na boisku szkolnym pięknego chłopca imieniem Beau, a czas i przestrzeń przestają dla niej istnieć. Istnieją tylko Natalie i Beau…


Przepiękna opowieść o słodko-gorzkim końcu dzieciństwa, gdy marzymy nie tylko o naszej przyszłości, lecz także o tysiącach dróg, którymi nie odważyliśmy się podążyć.

   Zacznijmy od fabuły. Powiem wam, że z przeczytaniem tego opisu i bez, pojęcia pojawiające się na początku książki bardzo dezorientują, ale również ciekawią czytelnika. Z początku kompletnie nie wiedziałam o co chodzi i zastanawiałam się czy dziewczyna, o której czytam, ma sny na jawie, urojenia, chorobę psychiczną czy może też widzi duchy. Być może przez to czasami musiałam czytać stronę po parę razy, by bardziej się skupić i rozgryźć co dzieje się w książce, którą czytam. Ale to tylko na początku i mimo tego, że był on trudny choć napisany prostym, przyjemnym językiem, dalsza część książki bardzo mnie wciągnęła. Po przeczytaniu miło ją wspominam i rozumiem wszystko co się w niej wydarzyło. Nawet niejasną i niebezpośrednią, ale kreatywną końcówkę zdołałam zinterpretować po jakimś czasie. Dodać mogę również, że fabuła nie dłuży się niepotrzebnie, więc książkę połknąć można w dwa dni.

   
,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż płacz ukochanej osoby, a im cichszy, tym bardziej wbija się w serce." (...) ,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż płacz ukochanej osoby, z wyjątkiem myśli o świecie, w którym ten płacz ucichnie na zawsze."
,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż miłość."

A co z bohaterami? Główną bohaterką jest Natalie, której postaram się wam opowiedzieć w kilku zdaniach. Zacznę może od tego, że wszystkie postacie wykreowane w przez autorkę w tej powieści mają jakąś swoją historię - mniejszą lub większą - dzięki czemu nikt nie jest nudny. W dodatku o dziwo nikt mnie nie irytował co jest dużą zaletą dla tej książki. Nasza główna bohaterka jest w centrum tego wszystkiego, a świat przedstawiony jest z jej perspektywy. Natalie jest przekonana, że albo męczy ją jakaś niewytłumaczalna i dziwnie rzeczywista choroba psychiczna, albo naprawdę odwiedza ją Bóg w postaci jej nigdy niepoznanej indiańskiej Babci. Warto dodać, że dziewczyna jest adoptowana. Natalie jest zdezorientowana i sama nie wie czy może ufać swojej wyimaginowanej Babci, która twierdzi, że ma trzy miesiące na ocalenie czyjegoś życia. Dzięki temu wszystkiemu książka porywa nas w świat psychologii i indiańskich historii przekazywanych sobie z pokolenia na pokolenie. Tworzy to niepowtarzalny klimat tej powieści.

,,Babcia nauczyła mnie, że miłość ostatecznie łamie człowiekowi serce - czy to przez tysiąc drobnych pęknięć, czy też jednym szybkim uderzeniem. Moje serce właśnie pęka."

   Poza psychologią i indiańskim folklorem, historia ta mówi o miłości i odkrywaniu własnego ,,ja". Tytułowa miłość przejawia się w tej książce na każdym kroku. W miłości do przyjaciół, matki, byłego chłopaka i chłopaka z boiska, którego nigdy wcześniej nie widziała (a on jej mimo, że chodzą do tej samej szkoły). Z tym, że ta ostatnia naprawdę przełamuje świat i otwiera furtki na poznanie innej rzeczywistości. Tutaj się zatrzymam, aby nie zaspoilerować, a teraz taka mała dygresja -> poniższy cytat bardzo przypomina mi mój ulubiony z serii Dary Anioła. Domyślacie się, który?

,,(...) chodzi też o cenę miłości. Dorosnąć oznacza kochać. A kochać oznacza umrzeć."

    Podsumowując ,,Miłość która przełamała świat" to przyjemna i piękna historia o odkrywaniu i rozumieniu samych siebie. Może nie uroniłam nad nią żadnej łzy, ale bywały momenty wzruszenia, w których doświadczałam tej opowieści całą moją duszą i jestem jej za to wdzięczna. Książka otrzymuje ode mnie bardzo mocne 8/10 i mogę ją wam polecić z czystym jak pryzmat z okładki książki sercem❤

piątek, 1 grudnia 2017

Plany książkowe - Grudzień 2017 - 1650 stron



   Witam wszystkich! Jako, że jest dzisiaj 1 grudnia, przychodzę do was z moimi planami książkowymi na ten miesiąc (jakby kogoś interesowało co będzie czytać JenniferHerondale haha). Uznałam, że teraz będę co miesiąc zamieszczać na blogu moje plany, ponieważ dzięki prowadzeniu bujo od tego miesiąca, wpadłam na kilka pomysłów i postaram się być bardziej systematyczna planując wszystko wcześniej w kalendarzu. Dobra. Koniec gadaniny - przejdźmy do konkretów.

   Na ten miesiąc zaplanowałam przeczytanie czterech książek (jakoś tak wyszło, że wszystkie mają niebieskie okładki) - łącznie 1650 stron (bez dzisiaj to będzie 55 stron dziennie) - Jak myślicie, dam radę?
Pozycje jakie zamierzam przeczytać tego miesiąca to:

  • ,,Czas Żniw" Samanthy Shannon
  • ,,Listy do utraconej" Brigid Kemmerer
  • ,,Głębia Challengera'' Neala'a Shusterman'a
  • ,,Żniwiarz. Pusta noc" Pauliny Hendel


Będę się bardzo starać, żeby to się udało, ale nie wiem czy dam radę czytać w tygodniu przed świętami z powodu natłoku kartkówek i sprawdzianów (chyba każdy zna ten moment, kiedy nauczyciele nagle budzą się, że musimy mieć jakieś oceny) - najwyżej będę nadrabiać w dni świąteczne.


Przejdę teraz do tego, czego oczekuję od każdej z tych książek.

,,Czas Żniw"

Opis:

Sajon.
Nie ma bezpieczniejszego miejsca.

„Może nie wiesz, ale Żniwa nazywane są też dobrymi zbiorami. Wciąż mówią tak na ulicach: Dobre Żniwa, Zbiory Obfitości. Rozumieją to jako odbieranie nagrody, podstawowy warunek ich negocjacji z Sajonem. Ludzie oczywiście postrzegają je inaczej. Dla nich są symbolem nieszczęścia. Oznaczają głód. Śmierć. Dlatego nazywają nas kosiarzami. Ponieważ pomagamy prowadzić ludzi na śmierć”.

Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.

Czas Żniw jest dziełem wyjątkowym. Samantha Shannon to młoda pisarka o ogromnych ambicjach i imponującej wyobraźni, która w swej debiutanckiej powieści stworzyła niezwykle sugestywną i inteligentnie skonstruowaną wizję świata."


Nie będę ukrywać, że mam do tej książki bardzo wysokie wymagania. Oczekuję czegoś napisanego dobrym językiem, ciekawego, porywającego i intrygującego - jednym słowem - czegoś co pokocham. Będę bardzo zawiedziona jeśli nie otrzymam tego czego oczekuję, ponieważ ogólny bookstagramowy zachwyt nad tą trylogią nie dopuszcza do mnie nawet myśli, że ta książka może być zła. Zacznę ją jutro i podchodzę do niej z jak najbardziej pozytywnym nastawieniem.






,,Listy do utraconej"

Opis:

Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declanem rodzi się nić porozumienia.






Jeszcze przed premierą książki byłam zaintrygowana tym tytułem (także poprzez fakt, że piosenka zespołu Counterfeit., którą kocham najbardziej na świecie nosi tytuł ,,Letter to the Lost") i otrzymałam ją od wydawnictwa YA!.  Czego od niej oczekuję? Przede wszystkim tego, że mnie wzruszy i nakłoni do refleksji. Potrzebuję jakiejś pięknej, wzruszającej historii i to chyba tyle. No i główna bohaterka mogłaby nie być irytująca, a książka napisana językiem na dobrym poziomie.





,,Głębia Challengera"

Opis:

Niepokojąca podróż przez głębię ludzkiego umysłu. Opowieść o chłopcu, który powoli pogrąża się w chorobie psychicznej. 

Caden Bosch jest rozdarty między tym co widzi, a tym, co wie, że jest prawdziwe. Ma paranoje i halucynacje. Jest zdolnym uczniem liceum obdarzonym artystyczną wrażliwością, jednak coraz częściej wydaje mu się, że bierze udział w misji badającej Głębię Challengera, najgłębiej położonego punktu Rowu Mariańskiego (10 994 metrów pod poziomem morza). Jest świadomy, że jego świat się rozpada i coraz bardziej przerażony, że powoli przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co ułudą. Rodzina i przyjaciele dostrzegają zmiany w jego zachowaniu i zaczynają się poważnie niepokoić. Zostaje przyjęty do szpitala psychiatrycznego i poddany leczeniu. Teraz to personel medyczny staje się załogą statku ku zdrowieniu.

Wnikliwa i niezwykle realistyczna, poruszająca i nie dająca spokoju powieść powstała na podstawie osobistych przeżyć autora, którego syn Brendan cierpi na chorobę umysłową.




Widzicie ten opis? Już wiecie, dlaczego tak bardzo jestem ciekawa tej powieści? Uwielbiam książki powiązane z tematem ludzkiej psychiki i chorób psychicznych, ale niestety często to co dzieje się w głowie osoby chorej nie do końca jest dobrze oddane na papierze. Szczerze mówiąc, to czasami mam wrażenie, że te opowieści są wyssane z palca - a tu? Proszę bardzo. Autor ma syna z podobnym jak nie takim samym problemem jak bohater książki. Jestem wręcz przekonana, i dzięki recenzjom, i dzięki temu opisowi, że ta książka to będzie umysłowa uczta. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.




,,Żniwiarz. Pusta noc"

Opis:

Mówią, że demony, zabobony i czary odeszły już do przeszłości. Czy na pewno?

Na pierwszy rzut oka Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Czas wypełnia jej praca w małej księgarni oraz obowiązki domowe. To jednak tylko pozory, gdyż w wolnych chwilach, zamiast spotykać się z rówieśnikami, Magda tropi upiory rodem ze słowiańskich wierzeń. Z krainy umarłych ucieka najpotężniejsza istota, z jaką żniwiarze kiedykolwiek musieli się zmierzyć. Tymczasem między Magdą a Mateuszem, tajemniczym chłopakiem, który niedawno wprowadził się do miasteczka, zawiązuje się nić sympatii. Dziewczyna pokazuje Mateuszowi świat słowiańskich wierzeń, nie mając pojęcia, że już wkrótce ona i jej przyjaciele znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.



Ok... moim zdaniem opis nie zwala z nóg. Ale uwierzyłam recenzentom, że ta książka to cudo więc muszę się za nią zabrać. W dodatku jest to książka polskiej autorki, więc jestem ciekawa czy styl pisania przypadnie mi do gustu. Inną sprawą, która skłoniła mnie do sięgnięcia po tę pozycję to mitologia słowiańska, umarli i demony - czyli dokładnie moje klimaty. Mam ogromną nadzieję, że mi się spodoba, ponieważ drugi tom stoi już na półce.




Wiecie co? Teraz zauważyłam, że moje wszystkie czytelnicze grudniowe plany są powiązane ze śmiercią, chorobami i tym podobnymi. Ciekawie...

A teraz się z wami żegnam i do zobaczenia w kolejnym poście❤

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia