Witam was! Dziś po pewnej przerwie publikuję recenzję ,,Listów do utraconej" Brigid Kemmerer, czyli debiutującej autorki. Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu YA!. Zacznijmy od tego, że z książką już po tytule i przeczytaniu opisu (wow, rzadko to robię) wiązałam ogromne nadzieje. Angielski tytuł ,,Letter to the lost" brzmi identycznie jak jak tytuł jednej z moich ulubionych piosenek punkrockowego zespolu Counterfeit przez co byłam dodatkowo zainteresowana treścią książki. I mimo, że historia zawarta w powieści nie opowiadała o samobójstwie jak piosenka zespołu lecz o śmierci i stracie to myślę, że wniosła ona bardzo dużo. A czy mi się podobało? Zaraz zobaczycie. Teraz zaserwuję wam opis książki:
,,Poruszająca opowieść o stracie i zagubieniu, a także o tym, jak łatwo niesłusznie ocenić drugiego człowieka
Juliet jest wrażliwą nastolatką. Nie może pogodzić się ze śmiercią matki i od wielu miesięcy zostawia listy na jej grobie. To jedyny sposób, by poradzić sobie ze stratą.
Declan to typowy zbuntowany nastolatek. W ramach kary odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów zauważa list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć.
Zaskoczona Juliet odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem Juliet i Declan zaczynają prowadzić korespondencję i nawiązuje się między nimi nić porozumienia. Jednak prawda, którą odkryją, sprawi, że ich przyjaźń stanie pod znakiem zapytania..."
To co mogę powiedzieć już na wstępie tej opinii to to, że bohaterowie w tej książce są po prostu genialni! A wiecie jak bardzo cenię i uwielbiam to w książkach. Główne postacie nie są, ani nudne, ani irytujące, oraz mają rozbudowaną przeszłość i wiele problemów, które nieświadomie wspólnie rozwiązują. Ich ból i cierpienie przekłada się na dzisiejsze postrzeganie świata. Oby było więcej takich postaci w moich kolejnych przeczytanych książkach. Jak na zwykłą obyczajówkę postacie potrafiły mnie w sobie rozkochać, a to nie lada wyczyn.
,,Być może ból bywa tak wielki, że człowiek zrobi wszystko, żeby się go pozbyć."
Jeśli chodzi o fabułę to jest ona świetnie poprowadzona. Z każdą kolejną stroną się rozwija. Dodatkowo konwersacja między bohaterami wciąga na tyle, że bardzo chcemy dowiedzieć się co odpisze ta druga osoba, wskutek czego nie można odłożyć książki. Ale jest tu pewien haczyk → narracja pierwszoosobowa w rozdziałach prowadzona jest naprzemiennie (rozdział 1 - Juliet, Rozdział 2 - Declan itd;), a każda kolejna wiadomość zamieszczona jest na jego początku. Sprytne posunięcie, gdyż przez to tempo czytania jest wręcz zabójcze.
Podsumowując jest to książka mówiąca o życiu i tym jak bardzo ono może dać nam w kość. A gdy staramy dowiedzieć się prawdy o tym zakłamanym i tajemniczym świecie, ona okazuje się być jeszcze gorszą od kłamstw. Równocześnie to niezwykle piękna i wrażliwa powieść o stracie, przyjaźni, miłości i żałobie. Książka otrzymuje ode mnie 9/10 i polecam wam ją na ciche spokojne wieczory z kocem i herbatą. Do zobaczenia!





