czwartek, 19 lipca 2018

,,Cienie" W. Chmielarza - czyli kto kogo kryje?



   Witam was, kochani, w nowej recenzji na blogu. Tym razem wyrażę swoją opinię o ,,Cieniach" Pana Wojciecha Chmielarza, którą to książkę mam przyjemność zrecenzować dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy. Jest to kryminał, czyli gatunek z którym dopiero się zapoznaję. Mimo tego na ile spodobała mi się ta powieść? Zaraz się dowiecie. Teraz podrzucę wam opis:

,,Nowa powieść Wojciecha Chmielarza, laureata nagrody Wielkiego Kalibru.

W Milanówku giną dwie kobiety – córka i konkubina słynnego gangstera. Zastrzelono je z broni podkomisarza Kochana, a on sam znika. Dzwoni jednak do Mortki i prosi o pomoc – ktoś go wrabia.

W tym samym czasie aspirantka Sucha próbuje rozwikłać sprawę nagrania z ukrytej kamery, na którym widać, jak kilku mężczyzn gwałci chłopaka. Zidentyfikowała wysoko postawionych polityków. Wie, że jeśli ujawni nagranie, wszystkiego się wyprą. W dodatku chłopak popełnił samobójstwo. 

Mortka i Sucha postanawiają sobie pomóc – jeszcze nie wiedzą, że ich śledztwa się łączą i że staną oko w oko ze śmiercią. Mnożą się pytania. Komu jest na rękę wina Kochana? Czy przyjaźń między komisarzem i podkomisarzem przetrwa tę próbę? Komu mogą zaufać? Czy można uciec od przeszłości? A może za każdym ciągnie się jakiś cień…"

    Cień... to słowo bardzo dobrze charakteryzuje każdą z postaci w tej książce. Wszyscy, nawet najtwardziej stąpający ludzie po ziemi, w tej powieści noszą na swoich barkach ogromny bagaż przeżyć nie dający o sobie zapomnieć. Dzięki temu postacie są ciekawe, ponieważ stopniowo dowiadujemy się o ich smutnej, kryminalnej lub mrocznej przeszłości. Przeszłości nie tak odległej, gdyż akcja książki rozgrywa się w 2011 roku w naszej stolicy - Warszawie.

    To, że postacie są dobrze wykreowane już ustaliłam. Teraz przejdę do fabuły i prędkości akcji. Sam zamysł, fabuła i powiązanie faktów jest na bardzo wysokim poziome. Wszystko się zgadza, nie zauważyłam żadnych luk, co bardzo mi imponuje zważając na chaotyczny styl pisania autora. Jednak mimo to mam wrażenie, że nie skupiłam się na tej powieści. Wszystko ładnie się wzajemnie układało i burzyło jak w kalejdoskopie, a ja jednak zupełnie straciłam tę nutę napięcia, która według mnie powinna bezapelacyjnie towarzyszyć mi podczas czytania kryminału. Ona po prostu zgubiła się gdzieś po drodze i nie odnalazła. Tutaj chyba obwinić trzeba właśnie tempo akcji i chaotyczny tekst. Po prostu czasami zapominałam kto jest kim, a akcja specjalnie starała się zahaczać o realizm, w którym, jak wiadomo, wszystko idzie dużo wolniej i spokojniej. Dopiero ostateczna akcja i epilog postanowiły wcisnąć mnie w fotel. Ale nie tego oczekiwałam od kryminału. Owszem, mamy tu gangsterów, strzelaniny, seks, gwałty, morderstwa, groźby, szantaże i samobójstwa, ale mimo wszystko poleciłabym tę pozycję bardziej jako coś przyjemnego do czytania wieczorami na tarasie, niż jako budujący napięcie i mrożący krew w żyłach kryminał. Wiem, że teraz brzmi to śmiesznie, ale tak jest. Po prostu po 250 stronach już nawet nie zależało mi tak na rozwikłaniu głównej zagadki, jak na wątkach pobocznych, które na moje szczęście zostały pozakańczane, ale na nieszczęście - potraktowane po macoszemu.

    Wracając do chaotyczności jest jeszcze jedna drobna wada, którą zdołałam zauważyć. W całej powieści znalazłam kilka - może cztery czy pięć zdań, które autentycznie zostały napisane nie ,,po polskiemu". Uznałam właśnie, że należy tu winić ten ,,poukładany" chaos Pana Chmielarza.

   Podsumowując, nie mówię oczywiście, że książka była zła. Była dobra, ale zwyczajnie wymagałam od niej czegoś więcej. Po prosu trochę zawiodłam się po tym, jak bardzo podobała mi się ,,Kasacja" Remigiusza Mroza. Jeśli szukacie czegoś do przeczytania dla przyjemności i satysfakcji to oczywiście wam jej nie odradzam, a wręcz polecam. Jednak jeśli szukacie czegoś. przy czym będziecie sobie rwać włosy z głowy, to sięgnijcie po coś innego. Ja oceniłam ją jako 6,5/10. Pozdrawiam was serdecznie i do zobaczenia!

wtorek, 10 lipca 2018

Jak poszedł mi #7readup?





    Witajcie kochani! W niedzielę zakończył się  #7readup u Wybredna Maruda. Wybrałam dla siebie opcję hardcorową, ale jak mi poszło? Według mnie fatalnie! Nie będę oszukiwać, ani was, ani siebie i od razu powiem, że wcale nie siedziałam przez miniony tydzień z nosem w książce. Dlatego mój wynik wcale mnie nie zadowala, ale czemu się dziwić.

Moje moje plany na poszczególne kategorie prezentowały się tak:

1. Rzadki gatunek: ,,Cienie” pana Chmielarza, gdyż mimo iż na półce mam tego gatunku dużo to coś w kółko go omijam wybierając dobrze znane fantasy lub młodzieżówki.

2. Dokończ rozpoczętą serię: ,,Batawe” Augusty Doucher, gdyż ta książka wręcz krzyczy z półki, abym ją przeczytała i zakończyła tę serię.

3. Bądź na czasie: ,,Przebudzeni bogowie”, ponieważ mimo iż książek mam dużo, ta chyba jest najnowsza.

4. Lektura: ,,Kordian cz.1"

5. Polecane przez lubimyczytać.pl - ,,Call me by your name”

6. Coś co odkładam - wpasuje się tu wspomniane ,,Batawe”

7. Nowy autor -  wpasuje się tu ,,Cienie”

8. Jedna książka na jedno posiedzenie - ,,Kordian cz.1", gdyż jest krótki.

9. Zachęcić kogoś do czytania

   Podsumowując naliczyć tu można pięć książek, z czego przeczytałam dwie i pół, a wykonanych wyzwań jest 6. Może to nie wielka tragedia jednak liczyłam na podołaniu wszystkim wyzwaniom. No i w dodatku nie dobrnęłam nawet do 7 cm z wersji light, gdyż mój wynik to 5,5 cm.
Książki, które przeczytałam to: ,,Kordian cz.1" (2 wyzwania), ,,Cienie" (2 wyzwania) oraz połowę ,,Call me by your name" (1 wyzwanie, chociaż myślę, że przeczytałabym całą, gdybym nie czytała po angielsku).
Oczywiście podbiłam sobie wynik zachęceniem kogoś do czytania co daje mi kolejne wypełnione zadanie.

   A jak poszło wam w tym roku? Lepiej? Gorzej? Może podobnie? Podzielcie się w komentarzach!

     Ja natomiast postaram się bardziej przyłożyć do tego w przyszłym roku, chociaż myślę, że łatwiej mi nie będzie, gdyż maraton 24h jest dla mnie praktyczniejszy niż 7 dni czytania. Po prostu, gdy myślę o 24 godzinach to już układam sobie plan zarwania nocki, krótkiej drzemki i wydaje mi się to po prostu bardziej realnie, niż gdy myślę o całych siedmiu dniach. Mam wtedy nastawienie, że: ,,Hej, przecież nie będziesz nie spać cały tydzień, a już z pewnością nie dasz rady odciąć się od świata i znajomych. " - nie wiem czy ktoś z was też miał takie odczucia. I oczywiście nie neguję tutaj całego tego wydarzenia, jednak stwierdzam, że chyba się do tego nie nadaję 😂 Ale spokojnie, ze sobą trzeba walczyć i za rok też wezmę w tym wydarzeniu udział❤ Oprócz tego chciałam pozdrowić i podziękować Wybrednej Marudzie za zorganizowanie tego maratonu! Mam nadzieję, że poszło wam lepiej.

Do zobaczenie niebawem w recenzji ,,Cieni"!

niedziela, 1 lipca 2018

,,Dwór Mgieł i Furii" S. J. Mass - miłość jest lekiem czy trucizną?




   Witam wszystkich w recenzji drugiego tomu wspaniałej serii Sary J. Mass. Mowa tu oczywiście o ,,Dworze Mgieł i Furii", który to słuchając waszych opinii miał powalić mnie na łopatki i być milion razy lepszy od pierwszego tomu. Czy tak się stało? Niektórzy z was już pewnie wiedzą. Załączam opis:

,,Między światłem a ciemnością
Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii Dwór cierni i róż
Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeńtwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?
Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie.
Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii Dwór cierni i róż! Nie zaśniesz, nim nie odkryjesz wszystkich sekretów!"


    Oj, tak. Ten opis jest szczery do bólu. Nowa - gdyż odeszliśmy już od nawiązania do baśni o Pięknej i Bestii - teraz autorka kreuje dalsze losy bohaterów zupełnie sama. Jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa - owszem i to jak. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że z każdą stroną ciemność otula mnie jeszcze bardziej, a co do zmysłowości to absolutnie nie będę zaprzeczać. Przy scenach, które znajdują się w tej powieści wszystkie sceny erotyczne Cassandry Clare (nawet próba gwałtu) to subtelne softy! Pojawia się też tutaj niestety jedno ,,ale", gdyż mimo, że sceny bardzo mi się podobały to ,,rozpadanie się na milion kawałeczków" rodem z Greya wyszło przy tych pięknych uczuciowych i namiętnych opisach bardzo słabo :/
Co do barku snu podczas czytania to absolutna prawda!  Od książki wręcz niemożliwe jest się oderwać, gdyż cały świat jaki znaliśmy z ,,Dworu Cierni i Róż" został odwrócony o 180 stopni i postacie czy Dwory, które tam kochaliśmy teraz nagle trafiają na czarną listę i na odwrót. Cały ten świat skrywa wiele sekretów i dopiero w drugim tomie zauważamy, że całe nasze otoczenie z pierwszego tomu tej historii było bezczelną iluzją, gdyż znaliśmy wszystko tylko z jednej perspektywy - ba! A może w drugim tomie też jesteśmy oszukiwani? Dążenie do odkrycia prawdy naprawdę może spędzić nam sen z powiek.

,,Byłem torturowany, bity i rżnięty tak długo, aż tylko ciągłe przypominanie sobie, kim jestem, co muszę chronić, powstrzymywało mnie bod znalezienia sposobu  zakończenia tego wszystkiego. Proszę... pomóż mi zapobiec powtórzenia tej historii. Pomóż Prythianowi."

    Oczywiście i w tej części Dworów nie zabrakło nam wspaniałych postaci do pokochania, a numerem jeden tej książki jest... uwaga, uwaga... RHYSAND! Ogromne zaskoczenie, nieprawdaż? To postać tak złożona, tajemnicza, wytrwała, honorowa, czuła, piękna, wspaniała, zabawna (uwaga, bo mogę tak do wieczora), wrażliwa, odważna, silna, ironiczna i zmysłowa, że nie sposób go chociaż nie polubić! Trafia na jedno z pierwszych miejsc na liście moich książkowych mężów. Nie zabrakło również dwóch innych tajemniczych ciasteczek do wyboru - Kasjan i Azriel - są wręcz uroczy w tej swojej mroczności. Co do nowych postaci żeńskich to wręcz ubóstwiam Mor - gdyby Bóg obdarzył mnie choć ciut większym talentem rysowniczym to pewnie już narysowałabym ją w jej czerwonej sukni ze złotymi klamrami. Tak więc postacie są wspaniałe!

,,Złość, szyderstwo... To lepsze niż nieodczuwanie niczego."

    W tej części dowiadujemy się również dużo więcej o polityce i zasadach panujących w Dworach fae. Wszystkie intrygi i komplikacje, jak można się domyśleć są dużo bardziej zawiłe niż jakby sprawa miała się u śmiertelników, przez co magiczny świat wręcz porywa nas w swoje odmęty.

,,Myślę, że byłam samotna, pozbawiona nadziei i mogłam się zakocha w pierwszej istocie, która okazała mi choć trochę dobroci i zapewniła choć trochę bezpieczeństwa. Myślę też, że on zdawał sobie z tego sprawę... doskonale, ale może chciał być taką osobą dla kogoś. I może to wystarczyło tej. którą byłam przedtem. Może nie starcza tej, którą... kim jestem teraz."

   W tej części podoba mi się to, że nie zauważam tyle podobieństw to innych serii jak było to w przypadku pierwszej części, co świadczy o tym, że tak jak mówiłam, autorka postawiła na kreowanie własnego świata i własnych pomysłów. Jak najbardziej jest to zaleta tego tomu.

,,Są różne rodzaje ciemności. Jest ciemność, która przeraża; ciemność, która koi; ciemność, która daje odpoczynek. Jest ciemność kochanków i ciemność skrytobójców. Staje się tym, czym jej nosiciel chce, żeby się stała; czym potrzebuje, żeby się stała. Sama z siebie nie jest ani zła, ani dobra."

   Oprócz poznania bliżej Rhysanda, poznajemy też jego Dwór - Dwór Nocy, a w tym również serce tej krainy - Velaris. Nie mogłam go nie wspomnieć, gdyż jest to miejsce, które nadaje całej powieści ten niezwykle magiczny klimat. Po prostu gdybym mogła, to chciałabym tam zamieszkać i każdego dnia kochać je jeszcze bardziej."

,,Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają."


      Słowem zakończenia chciałabym tylko powiedzieć, że ,,Dwór mgieł i Furii" tylko utwierdził mnie w uczuciach do tej serii, którą po prostu kocham. Mam wielką nadzieję, że trzeci tom mnie nie zawiedzie, gdyż to co wydarzyło się na koniec drugiego tomu doprowadziło mnie do palpitacji - to była kompletna miazga!
Tę część również oceniam jako 10/10 + dodaję dodatkowy milion za Rhysanda i Dwór Nocy.

,,Prawda jest niebezpieczna, Prawda jest wolnością. Prawda potrafi łamać, naprawiać i spajać."

,,Miłość - miłość mogła być zarówno lekiem, jak i trucizną."

Dziękuję za przeczytanie i zapraszam do dzielenia się odczuciami w komentarzach. Do zobaczenia!

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia