,,To coś więcej niż przyjaźń. Może nawet więcej, niż miłość.
Dwudziestoletnia Brooklyn walczy z bolesną traumą. Jako dziecko była świadkiem morderstwa ukochanej matki. Od wielu lat dręczą ją koszmary, z którymi nie jest w stanie sobie poradzić. Odcina się od ludzi i nikomu nie pozwala zbliżyć się do siebie. Nie może pozwolić, żeby ktoś ją zranił.
Wszystko zmienia się, gdy na studiach poznaje Finna, najprzystojniejszego faceta w kampusie. Zupełnie nie jest gotowa na to, jak bardzo ten intrygujący i zabawny wokalista będzie wytrwały z zdobywaniu jej miłości. Wkrótce przyciąganie między nimi staje się zbyt duże, aby byli w stanie z nim walczyć.
Jednak Brooklyn nie wie, że będzie musiała zmierzyć się z mrocznymi wspomnieniami oraz rozegrać śmiertelną grę w kotka i myszkę z nieprzewidywalnym wrogiem, który czai się tuż za rogiem."
Na swój sposób brzmi to oryginalnie, jednak z drugiej strony bardzo schematycznie. Każdy zna tę gadkę o zamkniętej w sobie dziewczynie, przystojnym ciachu i wzajemnym przyciąganiu. Ale co z resztą opisu? Ta już ciekawi i zmusza do przeczytania. Tak więc zrobiłam i podzielę się z wami moimi odczuciami.
,,Łapałem je do słoików, gdy byłem chłopcem, patrzyłem na nie przez chwilę, a potem wypuszczałem. Wysiadywałem na łące za domem przez całą noc, czekając, aż się pojawią, czasami na próżno. Ale kiedy w końcu przybywały, to było po prostu magiczne, wiesz? Jakby znak, że gdzieś czeka na mnie coś więcej i może jeśli będę wystarczająco cierpliwy, zdobędę to."
,,Finn Chambers była najgorszym rodzajem pokusy - czarujący, atrakcyjny, zabawny i z nieznośnie silną intuicją. Postanowiłam unikać go jak zarazy."
Za to Finn bardzo przypadł mi do gustu. To postać w stylu mojego muzycznego (i nie tylko) idola Jamiego Campbell Bowera. Czasami miałam wrażenie, że wręcz widzę lub słyszę Jamiego mimo, że ich wygląd jest zupełnie inny. Finn powierzchownie jest sarkastyczny, seksowny i towarzyski, a pod tą fasadą kryje przykre wspomnienia, miłość do natury i niezwykłą wrażliwość. To wręcz mój ideał książkowego przystojniaka. Najchętniej ukradłabym go Brooklyn lecz łączy ich wspaniała historia i nie mam zamiaru ich rozdzielać mimo całej irytacji skierowanej do głównej bohaterki.
Mimo tego, że z dwóch polubiłam tylko jedną postać to muszę przyznać, że autorka i tak bardzo dobrze potrafi pisać postacie. Mowa tu o ich rozbudowanej przeszłości i psychice dzięki czemu z łatwością mogłam się zapoznać i zżyć z bohaterami. Nie są to płytkie postacie lecz ludzie z osobowością, a to bardzo cenię. Oprócz tego ich relacja jest bardzo zgrabnie poprowadzona i cały czas czuć między nimi chemię.
,,Wiem z doświadczenia, że zazwyczaj rzeczy, których najbardziej się boimy, w końcu okazują się dla nas najcenniejsze."
,,Niewielu rzeczy nienawidziłam bardziej niż czczej paplaniny: gradu pustych, nic nieznaczących słów, mających za zadanie tylko wypełnić niezręczną ciszę. Jedną z rzeczy, którą trudno było mi zrozumieć u tak zwanych ,,normalnych ludzi", był ich brak umiejętności cieszenia się spokojem. Czy aż tak obawiali się osadu innych, że uznawali za konieczność nieustanny szczebiot podtrzymujący bezpieczną i powierzchowną konwersację? Czy też obawiali się zajrzeć, choćby na krótko, w głębię swego umysłu - naprawdę zbadać własne myśli - ze strachu, że nie spodoba im się, co tam zobaczą? Nie wiedziałam."
Poza tym jest to powieść pełna wspaniałego i poruszającego przesłania dla nas wszystkich. Definiuje ona w piękny sposób podstawowe uczucia takie jak przyjaźń, miłość, zaufanie, bezpieczeństwo czy tęsknota. Na przykładzie naszej głównej bohaterki tłumaczy jak powinny one wyglądać i kim możemy się stać kiedy jesteśmy z nich obdarci. W pewien sposób jest to urocza historia z nutą smutku i grozy. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że jest to książka warta polecenia jako książka na jeden wieczór, która być może skłoni was do refleksji na temat własnego życia. O ile wcześniej nie wyłysiejecie z irytacji zachowaniami naszej Brooklyn na które zwyczajnie wystarczy przymknąć oko;) Ja oceniam ją jako 6,5/10 i życzę wam miłego wieczoru!
Póki jeszcze trwają moje studenckie wakacje, staram się wybierać lektury nieco ambitniejsza. Ta powieść zdaje się przekąską idealną na wieczór w trakcie sesji... Ale do lutego - na całe szczęście - jeszcze dość daleko. Póki co daję sobie na wstrzymanie.
OdpowiedzUsuńŚciskam,
S.
Dzięki za komentarz ;)
Usuń