czwartek, 4 października 2018

,,Dwór szronu i blasku gwiazd" S. J. Mass - o bliznach widocznych i niewidocznych

 

   Witam was, moi drodzy w nowej recenzji na blogu. Dziś wypowiem się na temat poniekąd "czwartego" tomu bestsellerowej serii Sary J. Mass. Mowa oczywiście jak widzicie o ,, Dworze szronu i blasku gwiazd", który był niezwykle wyczekiwaną przez fanów pozycją tego roku. Lecz czy słusznie? Podzielę się z wami moimi odczuciami na ten temat.
Oto opis:

Akcja powieści toczy się kilka miesięcy po wydarzeniach z Dworu skrzydeł i zguby. Historia opowiedziana jest z perspektywy Feyry i Rhysa, którzy wraz z przyjaciółmi zajmują się odbudową Dworu Nocy oraz miasta, które uległo znacznym zniszczeniom podczas wojny. Na szczęście zbliża się czas Przesilenia Zimowego, a z nim wyczekiwane ułaskawienie. 
Jednak mimo świątecznej atmosfery duchy z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Feyra, która będzie obchodziła swoje pierwsze Przesilenie Zimowe, odkrywa, że najbliższe jej osoby są znacznie bardziej poranione, niż można by przypuszczać. A to może mieć znaczący wpływ na przyszłość Dworu i całego ich świata.

   Sam opis nakierowuje już nas na to, że po tej części nie możemy spodziewać się jakiejś wielkiej ilości akcji i skandali. W tym cienkim trzystustronnicowym tomiszczu chodzi raczej o wszczęcie kilku wątków, które będą miały swoją kontynuację w kolejnym tomie oraz o ukazanie nam jak mają się nasi kochani bohaterowie po tym co miało miejsce w acowarze. Jednak czy było to potrzebne? Polemizowałabym.

Kocham cię - wyszeptał. - Bardziej niż życie, bardziej niż moje ziemie, bardziej niż koronę.

   Zacznę może od strony technicznej. W tym tomie oprócz Rhysanda i Feyry opowiadających nam historię pierwszoosobowo, pojawiają się inne osoby (między innymi Kasjan), które prowadzone są trzecioosobowo. Myślę, że mógł być to celowy zabieg pisarki, aby w kolejnym tomie móc przejść całkowicie na narrację trzecioosobową. Jest to jeden z nielicznych powodów, dla którego mogę przyznać, że wydanie tych nazwijmy to 'nowelek' miało jakiś sens. Teraz opowiem wam właśnie, dlaczego tak twierdzę.

Jego już nie ma, a ja wciąż tu jestem. Pustka narodziła się z tego uczucia.

   Pierwszą z rzeczy która mnie bardzo rozczarowała, był styl pisania autorki, na który nigdy wcześniej nie narzekałam, a nawet jak coś się przytrafiało to przymykałam oko. Tutaj absolutnie nie mogę tego przepuścić. O ile każda scena w książce rozpoczynała się klimatycznie i z klasą, Mass za każdym razem wprost policzkowała czytelnika tzw. "czytelniczym krindżem", bo jak można inaczej nazwać wspólną kolację, na której ni stąd, ni z owąd, bohaterowie zaczynają rozmawiać o... wypróżnianiu się. Tak samo źle czułam się czytając sceny erotyczne zawarte w tej książce, które mówiąc szczerze nigdy nie były według mnie zbyt subtelne w poprzednich tomach, lecz tutaj autorka wręcz odstraszała mnie wyrażeniami takimi jak "aksamitna twardość"... Zażenowanie czułam także, gdy bohaterowie rozmawiając o ważnych sprawach nagle zaczynali wspominać jak to na stole przy którym właśnie obradują, robili zupełnie co innego. Smutne jest, że każda z tych scen naprawdę zaczynała się dobrze, że wręcz nawet przy scenie erotycznej zapeszyłam w głowie słowami ,,Wow, Mas, idzie ci całkiem nieźle". Niestety i tak oczywiście wyszło jak wyszło.

   Drugą rzeczą na którą się trochę pożalę to zniszczenie bohaterów. Ja rozumiem, że wojna zmienia ludzi, ale Rhys już totalnie przestał być tym Rhysem, w którym się zadurzyłam. Stał się takiem zupełnym kapciem bez charakteru. Za to Feyra jak wiecie, postanowiła pomóc odbudować zniszczenia, zapewnić poszkodowanym jedzenie, ubrania i dach nad głową. a przede wszystkim pomóc zapomnieć. Jest jednak w tym wszystkim bardzo zagubiona i wiedząc jakim majątkiem rozporządza, nie bardzo wie jak się za to zabrać. Większość czasu zastanawia się nad tym jak dużo ma pieniędzy, niż robi coś konkretnego. Brakuje mi po prostu silnej, zdecydowanej Feyry, która ma plan i wie co chce osiągnąć - czyli takiej jak w pierwszych dwóch tomach. Chociaż jej postawa i tak jest lepsza od postawy całej reszty towarzystwa, która bardziej przejmuje się kupnem prezentów na 
święto niż tym, aby pomóc poszkodowanym w Velaris.

    Żebyście nie myśleli, że tylko wszystko neguję, bo książka ma swoje dobre momenty i wprowadza pewne ciekawe i nurtujące wątki. Między innymi odwiedzamy Dwór Zimy, Ilyryjskie Góry, Dwór Wiosny, zagłębiamy się w relację Nesty i Kasjana. Poznajemy tradycje Dworu Nocy, obserwujemy zmiany w społeczności Ilyrów i poznajemy nowe osoby. Po prostu twierdzę, że zarys tego wszystkiego, choć mniej dokładny, mógłby znaleźć się w kolejnym tomie i wszystko byłoby w porządku, a Sarah J. Mass może byłaby zmuszona usunąć kilka ''niepotrzebnych'' scen...

   Podsumowując jestem zawiedziona i rozczarowana tą pozycją, ale mimo wszystko to Mass i przeczytałabym wszystko choćby nie wiem jak negatywne opinie miało. Poza tym nie czuję się tak jakbym straciła czas podczas lektury tego zbioru. Miedzy innymi podobał mi się sneak peek kolejnego tomu zawarty na samym końcu i uważam, że bez tej książki mimo wszystko lepiej nie zabierać się za następną część Dworów. Jeśli więc jesteś fanem tej serii to lepiej nie pomijaj tej części bez względu na jej połowiczną jakość. Ja oceniłam tę pozycję na 6/10 i mam nadzieję, że podobała wam się recenzja. Do zobaczenia!

2 komentarze:

  1. Kurcze, martwią mnie te negatywne opinie :( Ale absolutnie nie zmieniają faktu, że nadal bardzo chcę to przeczytać i wyrobić sobie własną opinię ❤️ Dwory kocham, więc nie mogę sobie tej nowelki odpuścić i mam nadzieję, że już niedługo przekonam się sama o co tu biega :D

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko lepiej ją przeczytać i zostawić to za sobą 😉

      Usuń

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia