sobota, 30 grudnia 2017

Najgorsi bohaterowie książkowi 2017

   Witam was, moi drodzy. Dziś przychodzę do was z postem poświęconym najgorszym postaciom jakie poznałam w 2017 roku. Nie przedłużając przejdę do listy. Kolejność jest przypadkowa.


   Sha z ,,Lilith". Jest to postać, której szczerze nienawidzę całym sercem. Typowa główna bohaterka posiadająca wszystko wraz z beznadziejnym poczuciem humoru i irytującą postawą wobec wszystkiego. A na dodatek autorka stara się nam, doświadczonym czytelnikom, wmówić jaka to jej Sha nie jest mądra. Warto też dodać, że oczywiście w tej irytującej, niedojrzałej oraz nadzwyczaj pięknej dziewczynie zakochują się dwa największe ciacha w mieście. Jeszcze jej nie znienawidziliście? Może pocieszeniem będą fragmenty kiedy dziewczyna jest opętana i nie jest sobą - tylko wtedy mogłam z nią wytrzymać. (Ps; te fragmenty zajmują tyle co kot napłakał, więc nie róbcie sobie nadziei).



    Jon Cartwright z ,,Opowieści z Akademii Nocnych Łowców". Na wstępie powiem tylko, że nie mam zamiaru zniechęcać was do przeczytania tej książki, ponieważ ją uwielbiam, ale po prostu nie lubię tej postaci. Jon Cartwright jest Nocnym Łowcą z ,,elity", któremu wydaje się, że jest pępkiem świata i dokucza wszystkim dookoła, aby tylko dowieść jaki to on nie jest wspaniały. Dopuszcza się nawet do kłamstwa o tym, że jest dobrym kumplem mojego książkowego męża Jace'a Herondale'a co doprowadziło mnie wręcz do szewskiej pasji i takim tekstem zasłużył sobie na miejsce na tej liście. Dobrze, że już nie będę musiała o nim nigdy słuchać.



   Emma Carstairs z ,,Władcy Cieni". To, że z ,,Władcy Cieni" wypadałoby nawet podkreślić, ponieważ mimo tego, że druga część trylogii Cassandry Clare według mnie jest lepsza od poprzedzającej jej ,,Pani Noc", to jedyną rzeczą jaka radykalnie zmieniła się w tej książce jest jej główna bohaterka. Naprawdę nie wiem czy to było działanie zamierzone czy Cassandra Clare straciła panowanie nad tą postacią, ale Emma stała się wręcz istną amebą umysłową. Mózg podmienili jej chyba na kapustę. Chcąc bronić innych, równocześnie rani ich wszystkich jeszcze bardziej. W międzyczasie stara się być śmieszna jak Jace Herondale, ale coś jej nie wychodzi, a odkąd Mark wypowiedział pamiętne słowa ,,Po co kłamać?'' Emma nie radzi sobie z emocjami do prowadzi do jakiejś gigantycznej i jak się okazuje na końcu zupełnie bezsensownej huśtawki fabułowej, gdyż nasza główna bohaterka robi dokładnie to czego zaprzysięgła nie robić na początku książki, a prawdę, którą nie wiedzieć po co urywa, wyjawia dopiero po incydencie, sprzecznym z tym co właśnie wyjawia. I naprawdę rozumiem jeśli nie zrozumieliście z tego ani słowa, ale właśnie tak wyglądają książki Cassandry Clare. A to co stało się z Emmą to istna masakra.



   Rachel z ,,Dziewczyny z pociągu". Pamiętam jak wybroniłam tę postać w recenzji i zapewne dziwicie się dlaczego się tutaj znalazła. Otóż to co dzieje się później ją usprawiedliwia, lecz mimo wszystko jej postać była tą, na której imię w tytule rozdziału patrzyłam wręcz z odrazą. Denerwowało mnie jej zachowanie, sposób bycia i użalanie się nad sobą. W myślach nazywałam ją alkoholiczką-wariatką i szczerze nie mogłam jej znieść. Jest to jednak jedyna postać z tego zestawienia, która pod wpływem czasu zmienia się i przynajmniej w części rozumiemy jej zachowanie.




To już wszystkie ,,najgorsze" postacie jakie miałam ,,przyjemność" poznać w tym kończącym się już roku. Dajcie znać w komentarzu czy podoba wam się tego typu post oraz czy wy także podzielacie, którąś z moich opinii na temat powyższych bohaterów. A może macie jakieś własne typy nadające się do tej kategorii? Czekam na wasze komentarze!
Czytaj więcej >

środa, 20 grudnia 2017

,,Czas Żniw" Samanthy Shannon - czyli o ulotnej nadziei - ostatniej desce ratunku


   Witam was, moi drodzy. Wczoraj w nocy skończyłam czytać ,,Czas Żniw'', którą to książkę mam z V Ogólnopolskiego Zlotu Nocnych Łowców, ale wcale jej nie wygrałam tylko dostałam od jednej dziewczyny tak po prostu (ona ją wygrała). Miłe, prawda? Wracając do samej książki, napisała ją młoda pisarka Samantha Shannon która niedawno (kwietniu tego roku) miała okazję gościć w polskiej stolicy. Jej debiutancka trylogia zdobyła sławę w wielu krajach, a ja dopiero teraz i w sumie prawie przypadkiem, sięgnęłam po jej powieść. Czy mi się spodobała? Zaraz się przekonacie.

Opis:

Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.

   Tradycyjnie zacznę od fabuły powieści i świata przedstawionego. Mamy rok 2059, a na świecie istnieją jasnowidze czyli ludzie o paranormalnych zdolnościach (np. kontrolowanie duchów) i to wiele różnych, mniej lub bardziej popularnych odmian. Poza nimi, świat oczywiście obfituje w zwykłych ludzi nie mających żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Jak to zwykle bywa, zwykli ludzie boją się odmieńców więc zabijają każdego, kto ujawnia choć krztę takich zdolności (przypomina to polowanie na czarownice, prawda?), lecz istoty silniejsze i potężniejsze od jasnowidzów - Refaici - już dwieście lat wcześniej zaproponowali zamykanie jasnowidzów w osobnych miastach, w których będą im służyć i chronić świat przed napaściami ze strony innych mrocznych istot - Emmitów. ,,Kosiarze" zbierają swoje ,,Żniwa" co 10 lat. I Paige - nasza główna bohaterka - trafia właśnie do takiego miejsca w dniu dwudziestych Żniw.

,,Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić."

   Autorka wykreowała wspaniały i skomplikowany świat, do którego brutalnie wrzuca nas na samym początku książki. Powoduje to szok i dezorientacje. Czujemy się jakby historia została napisana w obcym, niezrozumiałym dla nas języku i nic dziwnego, ponieważ pojęcia występujące w książce, rzeczywiście zostały wymyślone przez autorkę. Kiedy mój skurczony od natłoku informacji mózg, zaczął pojmować mniej więcej większość pojęć, historia naprawdę zaczęła pędzić - i dzięki Bogu, że w takim momencie, a nie wcześniej. Fabuła jest wartka, nie przeciąga się oraz przykuwa do fotela i właśnie czegoś takiego oczekiwałam od tej książki. W sumie wymienię tutaj od razu jedną i chyba jedyną rzecz, której zabrakło mi w tej powieści. Może się czepiam, a może nie, ale mimo tego, że przesuwamy się prawie o 40 lat do przodu, czytając w ogóle tego nie odczuwałam. Prawdę mówiąc czułam się tak jakby akcja powieści rozgrywała się w pierwszej połowie XX wieku, a nie drugiej XXI. Ale to tylko moje zdanie. Wracając do pozytywów treść tej książki napisana jest przyjemnym stylem, a wątki przekładają się w taki sposób, że wręcz umierałam z ciekawości co jest w kolejnym rozdziale mimo wskazówek zegara wskazujących na drugą. Przecież mogły się zepsuć, prawda? 

- Nie, Paige. Próbuję ci pomóc.
- Niech cię piekło pochłonie.
- Ja już istnieję na poziomie piekła.
- Istniej na tym, który jest jak najdalej od mojego.

   Przejdę teraz do postaci. Nie mamy ich wiele... nie. Źle to ujęłam. Głowna bohaterka jest tylko jedna i to na niej skupiamy całą swoją uwagę. Poza tym narracja poprowadzona jest z jej perspektywy. Dalej scharakteryzować można by było tylko Naczelnika, czyli jej opiekuna i trenera, a reszta to postacie mocno drugoplanowe - ważne w fabule, ale nie pokazujące się zbyt często. I mimo tego, że nie miałam zbyt dużo czasu by zapoznać się z innymi postaciami, to polubiłam je i w jakiś sposób się z nimi związałam - co bardzo dobrze świadczy zresztą o talencie autorki. Dodam także, że pojawił się wątek romansu, który za każdym razem wielbię w książkach fantasy.

,,Ale lepiej jest być szczerym. Tak mi się wydaje. W przeciwnym wypadku żyjesz w kłamstwie."

   Podsumowując, chciałam powiedzieć, że to zdecydowanie powieść, która zasługuje na miano bestsellera i nie mogę się doczekać kiedy kolejne części trylogii niczym ,,Kosiarze", ,,zakoszą" mnie do ich wnętrza tak jak zrobiła to pierwsza część. Oby tylko nie pokruszyły mi serca jak ona.
Daję jej 8/10 i szczerze polecam!

Pozdrawiam i liczę na komentarze❤
Czytaj więcej >

czwartek, 14 grudnia 2017

,,Miłość, która przełamała świat" E. Henry - czyli co przeraża, rani i uzdrawia

 
   Witam was wszystkich na nowej recenzji na blogu. Dziś zaprezentuję wam moje odczucia co do ,,Miłości, która przełamała świat" autorki Emily Henry, którą otrzymałam od wydawnictwa YA!.

,,To prawda, że nic nie ma takiej mocy ranienia jak miłość, ale nic też nie potrafi tak uzdrowić."
,,Czasami najpiękniejsze chwile naszego życia to te, które najbardziej bolą w danym momencie. Dopiero u samego końca, kiedy spoglądamy w przeszłość, widzimy, czym naprawdę były."

   Zacznę od tego, że jak to ja, nie przeczytałam opisu z tyłu okładki więc po samej okładce (na którą nie da się nie spojrzeć, bo jest śliczna) wywnioskowałam, że będzie to jakaś zwykła młodzieżówka o dwójce zakochanych nastolatków. Nie wymagałam więc od niej niczego nadzwyczajnego. Okazało się jednak, że tytuł trzeba brać na poważnie, ponieważ ta miłość dosłownie przełamuje świat. I tutaj zaczyna się moment, w którym nie wiem jak mam wam przekazać tę historię lub zachęcić do jej lektury, gdyż nie wiem, w którym momencie zostanę posądzona o spoilerowanie. Wkleję wam więc opis fabuły i potem gładko postaram się opisać książkę tak, aby nie sprzedać wam połowy ważnych wątków.


Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe wakacje przed rozpoczęciem studiów. Dzień za dniem toczy się bez żadnych ciekawych wydarzeń, dopóki dziewczyna nie zacznie obserwować dziwnych rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Wtedy odwiedzą ją sympatyczna, ale tajemnicza postać, która ostrzega: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". Następnej nocy Natalie spotyka na boisku szkolnym pięknego chłopca imieniem Beau, a czas i przestrzeń przestają dla niej istnieć. Istnieją tylko Natalie i Beau…


Przepiękna opowieść o słodko-gorzkim końcu dzieciństwa, gdy marzymy nie tylko o naszej przyszłości, lecz także o tysiącach dróg, którymi nie odważyliśmy się podążyć.

   Zacznijmy od fabuły. Powiem wam, że z przeczytaniem tego opisu i bez, pojęcia pojawiające się na początku książki bardzo dezorientują, ale również ciekawią czytelnika. Z początku kompletnie nie wiedziałam o co chodzi i zastanawiałam się czy dziewczyna, o której czytam, ma sny na jawie, urojenia, chorobę psychiczną czy może też widzi duchy. Być może przez to czasami musiałam czytać stronę po parę razy, by bardziej się skupić i rozgryźć co dzieje się w książce, którą czytam. Ale to tylko na początku i mimo tego, że był on trudny choć napisany prostym, przyjemnym językiem, dalsza część książki bardzo mnie wciągnęła. Po przeczytaniu miło ją wspominam i rozumiem wszystko co się w niej wydarzyło. Nawet niejasną i niebezpośrednią, ale kreatywną końcówkę zdołałam zinterpretować po jakimś czasie. Dodać mogę również, że fabuła nie dłuży się niepotrzebnie, więc książkę połknąć można w dwa dni.

   
,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż płacz ukochanej osoby, a im cichszy, tym bardziej wbija się w serce." (...) ,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż płacz ukochanej osoby, z wyjątkiem myśli o świecie, w którym ten płacz ucichnie na zawsze."
,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż miłość."

A co z bohaterami? Główną bohaterką jest Natalie, której postaram się wam opowiedzieć w kilku zdaniach. Zacznę może od tego, że wszystkie postacie wykreowane w przez autorkę w tej powieści mają jakąś swoją historię - mniejszą lub większą - dzięki czemu nikt nie jest nudny. W dodatku o dziwo nikt mnie nie irytował co jest dużą zaletą dla tej książki. Nasza główna bohaterka jest w centrum tego wszystkiego, a świat przedstawiony jest z jej perspektywy. Natalie jest przekonana, że albo męczy ją jakaś niewytłumaczalna i dziwnie rzeczywista choroba psychiczna, albo naprawdę odwiedza ją Bóg w postaci jej nigdy niepoznanej indiańskiej Babci. Warto dodać, że dziewczyna jest adoptowana. Natalie jest zdezorientowana i sama nie wie czy może ufać swojej wyimaginowanej Babci, która twierdzi, że ma trzy miesiące na ocalenie czyjegoś życia. Dzięki temu wszystkiemu książka porywa nas w świat psychologii i indiańskich historii przekazywanych sobie z pokolenia na pokolenie. Tworzy to niepowtarzalny klimat tej powieści.

,,Babcia nauczyła mnie, że miłość ostatecznie łamie człowiekowi serce - czy to przez tysiąc drobnych pęknięć, czy też jednym szybkim uderzeniem. Moje serce właśnie pęka."

   Poza psychologią i indiańskim folklorem, historia ta mówi o miłości i odkrywaniu własnego ,,ja". Tytułowa miłość przejawia się w tej książce na każdym kroku. W miłości do przyjaciół, matki, byłego chłopaka i chłopaka z boiska, którego nigdy wcześniej nie widziała (a on jej mimo, że chodzą do tej samej szkoły). Z tym, że ta ostatnia naprawdę przełamuje świat i otwiera furtki na poznanie innej rzeczywistości. Tutaj się zatrzymam, aby nie zaspoilerować, a teraz taka mała dygresja -> poniższy cytat bardzo przypomina mi mój ulubiony z serii Dary Anioła. Domyślacie się, który?

,,(...) chodzi też o cenę miłości. Dorosnąć oznacza kochać. A kochać oznacza umrzeć."

    Podsumowując ,,Miłość która przełamała świat" to przyjemna i piękna historia o odkrywaniu i rozumieniu samych siebie. Może nie uroniłam nad nią żadnej łzy, ale bywały momenty wzruszenia, w których doświadczałam tej opowieści całą moją duszą i jestem jej za to wdzięczna. Książka otrzymuje ode mnie bardzo mocne 8/10 i mogę ją wam polecić z czystym jak pryzmat z okładki książki sercem❤
Czytaj więcej >

piątek, 1 grudnia 2017

Plany książkowe - Grudzień 2017 - 1650 stron



   Witam wszystkich! Jako, że jest dzisiaj 1 grudnia, przychodzę do was z moimi planami książkowymi na ten miesiąc (jakby kogoś interesowało co będzie czytać JenniferHerondale haha). Uznałam, że teraz będę co miesiąc zamieszczać na blogu moje plany, ponieważ dzięki prowadzeniu bujo od tego miesiąca, wpadłam na kilka pomysłów i postaram się być bardziej systematyczna planując wszystko wcześniej w kalendarzu. Dobra. Koniec gadaniny - przejdźmy do konkretów.

   Na ten miesiąc zaplanowałam przeczytanie czterech książek (jakoś tak wyszło, że wszystkie mają niebieskie okładki) - łącznie 1650 stron (bez dzisiaj to będzie 55 stron dziennie) - Jak myślicie, dam radę?
Pozycje jakie zamierzam przeczytać tego miesiąca to:

  • ,,Czas Żniw" Samanthy Shannon
  • ,,Listy do utraconej" Brigid Kemmerer
  • ,,Głębia Challengera'' Neala'a Shusterman'a
  • ,,Żniwiarz. Pusta noc" Pauliny Hendel


Będę się bardzo starać, żeby to się udało, ale nie wiem czy dam radę czytać w tygodniu przed świętami z powodu natłoku kartkówek i sprawdzianów (chyba każdy zna ten moment, kiedy nauczyciele nagle budzą się, że musimy mieć jakieś oceny) - najwyżej będę nadrabiać w dni świąteczne.


Przejdę teraz do tego, czego oczekuję od każdej z tych książek.

,,Czas Żniw"

Opis:

Sajon.
Nie ma bezpieczniejszego miejsca.

„Może nie wiesz, ale Żniwa nazywane są też dobrymi zbiorami. Wciąż mówią tak na ulicach: Dobre Żniwa, Zbiory Obfitości. Rozumieją to jako odbieranie nagrody, podstawowy warunek ich negocjacji z Sajonem. Ludzie oczywiście postrzegają je inaczej. Dla nich są symbolem nieszczęścia. Oznaczają głód. Śmierć. Dlatego nazywają nas kosiarzami. Ponieważ pomagamy prowadzić ludzi na śmierć”.

Rok 2059. Dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Jej szefem jest Jaxon Hall, na którego zlecenie pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Paige jest sennym wędrowcem i w świecie, w którym przyszło jej żyć, zdradą jest już sam fakt, że oddycha.

Pewnego dnia jej życie zmienia się na zawsze. Na skutek fatalnego splotu okoliczności zostaje przetransportowana do Oksfordu – tajemniczej kolonii karnej, której istnienie od dwustu lat utrzymywane jest w tajemnicy. Kontrolę nad nią sprawuje potężna, pochodząca z innego świata rasa Refaitów. Paige trafia pod protektorat tajemniczego Naczelnika – staje się on jej panem i trenerem, jej naturalnym wrogiem. Jeśli Paige chce odzyskać wolność, musi poddać się zasadom panującym w miejscu, w którym została przeznaczona na śmierć.

Czas Żniw jest dziełem wyjątkowym. Samantha Shannon to młoda pisarka o ogromnych ambicjach i imponującej wyobraźni, która w swej debiutanckiej powieści stworzyła niezwykle sugestywną i inteligentnie skonstruowaną wizję świata."


Nie będę ukrywać, że mam do tej książki bardzo wysokie wymagania. Oczekuję czegoś napisanego dobrym językiem, ciekawego, porywającego i intrygującego - jednym słowem - czegoś co pokocham. Będę bardzo zawiedziona jeśli nie otrzymam tego czego oczekuję, ponieważ ogólny bookstagramowy zachwyt nad tą trylogią nie dopuszcza do mnie nawet myśli, że ta książka może być zła. Zacznę ją jutro i podchodzę do niej z jak najbardziej pozytywnym nastawieniem.






,,Listy do utraconej"

Opis:

Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy…

Declan Murphy to „typ spod ciemnej gwiazdy”. W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declanem rodzi się nić porozumienia.






Jeszcze przed premierą książki byłam zaintrygowana tym tytułem (także poprzez fakt, że piosenka zespołu Counterfeit., którą kocham najbardziej na świecie nosi tytuł ,,Letter to the Lost") i otrzymałam ją od wydawnictwa YA!.  Czego od niej oczekuję? Przede wszystkim tego, że mnie wzruszy i nakłoni do refleksji. Potrzebuję jakiejś pięknej, wzruszającej historii i to chyba tyle. No i główna bohaterka mogłaby nie być irytująca, a książka napisana językiem na dobrym poziomie.





,,Głębia Challengera"

Opis:

Niepokojąca podróż przez głębię ludzkiego umysłu. Opowieść o chłopcu, który powoli pogrąża się w chorobie psychicznej. 

Caden Bosch jest rozdarty między tym co widzi, a tym, co wie, że jest prawdziwe. Ma paranoje i halucynacje. Jest zdolnym uczniem liceum obdarzonym artystyczną wrażliwością, jednak coraz częściej wydaje mu się, że bierze udział w misji badającej Głębię Challengera, najgłębiej położonego punktu Rowu Mariańskiego (10 994 metrów pod poziomem morza). Jest świadomy, że jego świat się rozpada i coraz bardziej przerażony, że powoli przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co ułudą. Rodzina i przyjaciele dostrzegają zmiany w jego zachowaniu i zaczynają się poważnie niepokoić. Zostaje przyjęty do szpitala psychiatrycznego i poddany leczeniu. Teraz to personel medyczny staje się załogą statku ku zdrowieniu.

Wnikliwa i niezwykle realistyczna, poruszająca i nie dająca spokoju powieść powstała na podstawie osobistych przeżyć autora, którego syn Brendan cierpi na chorobę umysłową.




Widzicie ten opis? Już wiecie, dlaczego tak bardzo jestem ciekawa tej powieści? Uwielbiam książki powiązane z tematem ludzkiej psychiki i chorób psychicznych, ale niestety często to co dzieje się w głowie osoby chorej nie do końca jest dobrze oddane na papierze. Szczerze mówiąc, to czasami mam wrażenie, że te opowieści są wyssane z palca - a tu? Proszę bardzo. Autor ma syna z podobnym jak nie takim samym problemem jak bohater książki. Jestem wręcz przekonana, i dzięki recenzjom, i dzięki temu opisowi, że ta książka to będzie umysłowa uczta. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję.




,,Żniwiarz. Pusta noc"

Opis:

Mówią, że demony, zabobony i czary odeszły już do przeszłości. Czy na pewno?

Na pierwszy rzut oka Magda jest zwykłą dwudziestolatką. Czas wypełnia jej praca w małej księgarni oraz obowiązki domowe. To jednak tylko pozory, gdyż w wolnych chwilach, zamiast spotykać się z rówieśnikami, Magda tropi upiory rodem ze słowiańskich wierzeń. Z krainy umarłych ucieka najpotężniejsza istota, z jaką żniwiarze kiedykolwiek musieli się zmierzyć. Tymczasem między Magdą a Mateuszem, tajemniczym chłopakiem, który niedawno wprowadził się do miasteczka, zawiązuje się nić sympatii. Dziewczyna pokazuje Mateuszowi świat słowiańskich wierzeń, nie mając pojęcia, że już wkrótce ona i jej przyjaciele znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.



Ok... moim zdaniem opis nie zwala z nóg. Ale uwierzyłam recenzentom, że ta książka to cudo więc muszę się za nią zabrać. W dodatku jest to książka polskiej autorki, więc jestem ciekawa czy styl pisania przypadnie mi do gustu. Inną sprawą, która skłoniła mnie do sięgnięcia po tę pozycję to mitologia słowiańska, umarli i demony - czyli dokładnie moje klimaty. Mam ogromną nadzieję, że mi się spodoba, ponieważ drugi tom stoi już na półce.




Wiecie co? Teraz zauważyłam, że moje wszystkie czytelnicze grudniowe plany są powiązane ze śmiercią, chorobami i tym podobnymi. Ciekawie...

A teraz się z wami żegnam i do zobaczenia w kolejnym poście❤
Czytaj więcej >

sobota, 25 listopada 2017

,,Dziwna i taki jeden" Megan Brothers - o tym, że każdy chce do kogoś należeć...


   Witam was, kochani. Niedawno skończyłam książkę pt. ,,Dziwna i taki jeden", a dziś przychodzę do was z recenzją tej pozycji. Powieść napisała Megan Brothers - autorka jeszcze dwóch innych książek lecz niestety nie wydanych w Polsce.

    Do sięgnięcia po książkę skłonił mnie tytuł, okładka i jeden napis z jej tyłu - ,,Poruszająca powieść spod znaku LGBT dla nastolatków". Teraz już z pewnością domyślacie się, że bardzo chciałam ją przeczytać. Nie oznacza to jednak, że nie miałam w stosunku do niej żadnych wymagań. Otóż miałam i to duże. Nie chciałam, aby emocje w niej ukazane były puste i nie dające do myślenia czytelnikowi.

   Przybliżę wam nieco fabułę książki. Zazwyczaj piszę własne streszczenia, ale uważam, że to z tyłu okładki jest bardzo trafne.

Lula i Rory są najlepszymi przyjaciółmi. Chodzą do tej samej szkoły, uwielbiają Autostopem przez galaktykę, a po lekcjach pasjami oglądają serial Z Archiwum X. Oboje czują, że odstają od reszty nastolatków. Łączy ich także trudna sytuacja rodzinna: mama Rory'ego pije, z kolei mama Luli odeszła dawno temu, zostawiają po sobie tylko kilka książek o aktorstwie. Wiedzą o sobie wszystko, do czasu gdy Lula odkryje, że Rory nie wspomniał jej, że wstąpił do szkolnej drużyny futbolowej, a przede wszystkim o swoim romansie z dużo starszym od siebie szefem, Andym. I to właśnie wtedy, gdy Lula zaczynała myśleć, że czuje do Rory'ego coś więcej...

Nie wiedząc kim jest bez najlepszego kumpla i kwestionując własną tożsamość seksualną, dziewczyna znika z miasteczka i wyrusza na poszukiwanie długo niewidzianej matki. Nawet nie wie, co przyniesie ta nieoczekiwana podróż...

   Lulę i Rory'ego poznajemy w momencie, gdy idą razem do szkoły, a historia pisana jest z perspektywy chłopaka. Co ciekawe połowa powieści napisana jest w ten sposób, a druga z perspektywy Luli. Wracając, w pierwszym rozdziale dowiadujemy się podstawowych informacji o bohaterach. Rory to dojrzewający chłopak, walczący z pozostałościami dziecięcej nadwagi. Jest gejem i to jedyny fakt, który ukrywa przed przyjaciółką. Lula to ta dziwna dziewczyna, nie potrafiąca znieść i zrozumieć wychodzących na jaw informacji, przez co przestaje myśleć racjonalnie. Doprowadza to do ciekawego ciągu przyczynowo-skutkowego.

 - Dlaczego tak to kochamy?
 - Co, muzykę?
 - Cokolwiek! Dlaczego kochamy to, co kochamy?
Dlaczego się w czymś zakochujemy?



   Przejdźmy teraz do najważniejszego. Co podobało, a co nie podobało mi się w książce? Zacznę może od stylu napisania książki. Pomysł na podział ról w książce bardzo przypadł mi do gustu. Dzięki temu to co w części Luli wydawało mi się niewyjaśnione zostało rozwinięte w połowie Rory'ego. Co do stylu to napisana jest jak najzwyczajniejsza młodzieżówka. Żadnych wygórowanych słów, opisów czy upiększeń. Zwyczajny tekst przekazujący fabułę książki i uczucia postaci. Ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Myślę, że właśnie o to chodziło w tej powieści - o historię przedstawiającą nam uczucia związane z odnajdywaniem samego siebie. Jeśli tak, to tekst jest na medal.

   A co z głównymi bohaterami? Czy są irytujący? Według mnie nie są. Może niektórych z was mogła irytować Lula. Ale myślę, że ja wybaczam jej jej zachowanie. Osoba nieznająca własnej tożsamości i na siłę szukająca jej w różnych sytuacjach, może wydawać się irytująca, ale kto z nas nigdy nie zastanawiał się nad samym sobą? Czy na pewno jestem hetero/homo? A może bi? Dorosłe osoby mogą już nie pamiętać by zadawały sobie takie pytana, ale ja sama mam szesnaście lat i widzę jak często osoby w moim otoczeniu odkrywają samych siebie lub nie potrafią się określić. Często robią to także błędnie nie wiedząc co wybrać. Po prostu w tym wieku chce się być kochanym lub kogoś kochać. Tylko kogo? Dlatego uważam, że ta pozycja to świetna propozycja do czytania dla nastolatków. Pomaga zrozumieć siebie.

To druzgocąca świadomość. Strasznie jest być samotnym. Każdy chce do kogoś należeć.

   Nie jest to też jedyna korzyść płynąca z lektury tej powieści. Opowiada ona także o przyjaźni czyli o tym co bardzo łatwo stracić w tym trudnym okresie dorastania. Historia Rory'ego i Luli to świetny przykład takiej relacji. Być może po lekturze tej książki sami ujrzycie w końcu ,,czarne ściany swojego pokoju''?

   Przejdę teraz do tego co w książce jest hejtowane najbardziej. Chodzi tu o niebywałe skupisko osób ze środowiska LGBT. Jakby nie patrzeć to prawda - szef Rory'ego jest gejem tak jak Rory, Lula sama nie wie kim jest (bi), jej ojciec sam należy do tego środowiska, a jej nowa przyjaciółka jest lesbijką. Dużo, prawda? Ale znalazłam chyba dla tego wytłumaczenie. Książka nie miała być według mnie realna pod tym względem. Myślę, że autorka po prostu chciała przedstawić nam w powieści każde z tych środowisk i pozwolić nam je zrozumieć, a przede wszystkim zrozumieć osoby znajdujące się w takich sytuacjach jak bohaterowie książki. Jeśli taki był cel to twierdzę, że jej się udało.

  Kończąc chciałam powiedzieć wam, że może książka nie jest językowym arcydziełem, ani żadną epopeją narodową. Mimo to według mnie niesie wspaniałą treść, a gdy przeczytałam ostatnią stronę nagle zdałam sobie sprawę, że smutno mi rozstawać się z tą książką. Autorka zakończyła ją w sposób nie pozostawiający mi żadnych pytań z tyłu głowy - każda sprawa została rozwiązana, a jednak nie chciałam jej kończyć. Potem po prostu zamknęłam książkę i z uśmiechem powiedziałam pod nosem - ,,Jejku, ale to było świetne..." - i własnie tego wam życzę. Tego miłego uczucia, które dotknęło mnie po zakończeniu tej powieści. Niestety nie potrafię go opisać. Po prostu sami musicie przeżyć to nietypowe uczucie katharsis. W mojej skali książki na jeden wieczór daję jej 10/10, a w skali ogólnoksiążkowej 9/10. Innymi słowy gorąco polecam!
Pozdrawiam!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu YA tu czytam.
Czytaj więcej >

piątek, 3 listopada 2017

,,Królestwo Kanciarzy" L. Bardugo - Na przebaczenie trzeba sobie zasłużyć.


   Hejka, kochani. Przychodzę do was dzisiaj z recenzją ,,Królestwa kanciarzy", czyli kontynuacji ,,Szóstki Wron" pani Leigh Bardugo. Może bez zbędnego przeciągania, przejdę do zarysowania wam treści drugiego tomu.

Otóż. Akcja rozgrywa się po siedmiu dniach od ostatnich wydarzeń z pierwszej części duologii (kto widział pisać duologie? Zawsze mam wrażenie, że seria jest niedokończona). Kaz Brekker i jego ekipa zostali wystrychnięci na dudka, a cały Ketterdam patrzy na nich spode łba. Nie mają pieniędzy, sprzymierzeńców ani wzajemnego zaufania. A więc co im zostało? Ich przewaga jest jedna - mają Kuweia - chłopca, który zna recepturę na jurdę parem, czyli środek chemiczny mogący doprowadzić do chaosu na całym świecie. Ich celem jest odzyskać pieniądze, honor i poważanie wśród gangów. Za każdą cenę.

Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.

    Postacie i świat znacie zapewne z poprzedniej części, a jeśli nie - odsyłam was do recenzji ,,Szóstki Wron". Znajdziecie tam podstawowe informacje. A ja zacznę od razu od tego, że ta część z pewnością ciekawiła mnie bardziej od poprzedniej. Wydawałoby się, że zadanie jakiemu mają stawić czoło bohaterowie w drugiej części jest banalne w porównaniu do pierwszej. Przecież uprowadzenie kogoś z nieosiągalnej Lodowej fortecy brzmi ciekawiej od odzyskiwania honoru. A jednak. Weźmy teraz pod uwagę fakt, że w pierwszej opcji punkt kulminacyjny był jeden i trwał połowę książki, a w drugiej wiele musiało się wydarzyć. Odzyskiwanie honoru przecież nie przychodzi szybko i ludzie po pierwszej lepszej akcji nie zapomną upadku ekipy Kaza na samo dno. W drugiej części działo się wiele wątków co w ogóle mnie nie nużyło i urozmaicało akcję. Szkoda tylko, że książkę musiałam przerwać na dwa tygodnie na rzecz lektury. Ale już trudno się mówi.

Nie jesteśmy naszymi ojcami.

Wstyd określa to, kim jesteś.

   Kolejną rzeczą, która bardzo podobała mi się w kontynuacji było rozwinięcie postaci i ich wątków miłosnych. Otrzymujemy flashbacki z przeszłości prawie wszystkich postaci. Dowiadujemy się, że pod tą maską okrucieństwa są poranieni wewnętrznie ludzie, którzy także kiedyś zaznali dobroci i miłości. Ale coś lub ktoś im to odebrał i stali się tym kim są dzisiaj. Być może wiedzieliśmy już to w pierwszej części. Lecz ich dogłębne historie z drugiego tomu potrafiły mnie nawet wzruszyć. Szczególnie to co spotkało Inej i to jak za każdym razem, gdy spłacała swój niekończący się dług ,,znikała". Kaz Brekker również zyskał nową twarz, którą kocham tak samo jak tą okrutną z pierwszego tomu. Niektórzy mogą uznać, że zrobił się miękki. Ale ja uważam, że on nadal z wierzchu jest tym kim był wcześniej. Po prostu wiemy co dzieje się w jego głowie przez co może traci na tajemniczości, ale przybiera na moralności. Jesper, Wylan i Matthias również mają swoje historie do opowiedzenia. A ja uwielbiam flashbacki.

Te najstraszliwsze potwory nigdy nie wyglądają jak potwory.

   Pamiętacie jak w recenzji ,,Szóstki Wron" zachwycałam się Kazem i Inej? Teraz to już moje kompletne OTP. Naprawdę. To jak ta relacja jest rozpisana to istny majstersztyk. Po postu uwielbiam wszystkie ich wspólne sceny. Myślałam, że po łazience nie stanie się nic piękniejszego, ale to co Kaz zrobił na końcu dla Inej przekracza już wszelaką skalę. Nawet nie potrafię tego opisać słowami. Po prostu żeby to zrozumieć musicie przeczytać tę książkę.

   W recenzji pierwszej części wspominałam wam, że mam nadzieje na rozwój relacji Wylana i Jespera. Jedyne co mogę wam powiedzieć to to, że się nie zawiodłam. Boziu mam taki wspaniały cytat, ale to byłby spoiler... Odczuwam wręcz fizyczny ból, że nie mogę się nim podzielić. Pokażę wam chociaż kolejne momenty kiedy przez Jespera parsknęłam śmiechem.

- Wiecie jaki jest główny proble Van Ecka?
- Nie ma ani krzty honoru? - powiedział Matthias.
- Jest beznadziejnym ojcem? - podsuneła Nina.
- Łysieje? - zasugerował Jesper.

-  (…) Jesper? Jesteś wysoki, ciemnoskóry, wyróżniasz się w tłumie…
- Wszysko to synonimy ,,wspaniałego”.
- … a to oznacza, że musisz być dwakroć ostrożniejszy od innych.
- Za wybitność się płaci.

   Zanim przejdziemy do tego jak rozwinęła się relacja Niny i Matthiasa, chciałabym was zapytać czy również uważacie lub będziecie uważać, że autorka za bardzo poturbowała Ninę w drugiej części? Po spożyciu parem Nina musi zmagać się z narkotycznym głodem, a gdy już zdrowieje i odkrywa siebie na nowo otrzymuje potężny cios od końcówki powieści. Cierpi zbyt dużo. Za to wracając do jej związku z Matthiasem to w tej części bardziej mnie do siebie przekonują. A gdy już ich polubiłam to... no właśnie. Tego też musicie dowidzieć się sami.

   Podsumowując, uważam tę część za dużo lepszą od pierwszej. Postacie, które tak pokochałam w pierwszej części, zostały jeszcze bardziej rozwinięte, akcja był gęściejsza, a koniec książki był tak dobry, że nie można by było napisać lepszego zakończenia tej duologii. Tym razem nawet nie muszę podciągać oceny książki i otrzymuje ona 8,5/10💖 Nie jest to dla mnie 10/10 chyba tylko dlatego, że nie do końca zrozumiałam ten świat oraz jakoś średnio czuję kupców i gangi jako takie, ale mimo wszystko podobała mi się ta przygoda. Szczerze polecam wam tę krótką ,,serię", ponieważ jestem pewna, że trafi w gusta wielu osób. 
Pozdrawiam!
Czytaj więcej >

czwartek, 2 listopada 2017

KTK - Krakowskie Targi Książki

   Witam, moi kochani. Dziś przychodzę do was z postem na temat pewnego wspaniałego wydarzenia. Mianowicie mowa tu o moich pierwszych Targach Książki na jakich miałam okazję zawitać - i z pewnością nie ostatnich!

   Decyzja  tym, że będę na wydarzeniu była chyba najbardziej spontaniczną rzeczą jaka stała się w moim życiu. Od samego początku, gdy dowiedziałam się o Targach byłam pewna, że nie pojadę. Widziałam jak inni bookstagramowicze informowali swoich obserwatorów, że będą na Targach lub mają nawet wejście blogerskie. Na wszystkie ankiety odpowiadałam, że mnie nie będzie i było mi z tego powodu bardzo smutno. Ale byłam pewna, że skoro nie jestem pełnoletnia to rodzice nie puszczą mnie samej do Krakowa (a jestem z Poznania!) na Targi Książki tym bardziej, że musiałabym załatwić sobie jakiś nocleg. Tematu Targów nie poruszyłam więc w ogóle. Lecz do czasu.
W środę przed Targami mimowolnie zaczęłam marudzić pod nosem, że tyle osób tam jedzie i znowu nie będę miała okazji nikogo poznać. Wtedy moja mama zapytała mnie: ,,To dlaczego tam nie jedziesz?". Powiem wam szczerze - byłam zszokowana tym pytaniem. Odpowiedziałam oczywiście, że to Kraków, nie mam z kim jechać i gdzie nocować. Wtedy wszystko potoczyło się bardzo szybko i stanęło na tym, że:

  • rodzice się zgadzają, 
  • dostanę od taty pieniądze na wyjazd, 
  • nocuję u koleżanki z Krakowa.

Oczywiście na email o blogerską wejściówkę było już za późno, ale 6 zł za wejście to nie majątek.

   Tak więc w piątek, od razu po szkole pojechałam na dworzec i stamtąd jechałam sześć godzin do Krakowa. W domu Gabrysi z one.more_chapter byłam o dwudziestej drugiej i tylko wykąpałam się, porozmawiałam z kochaną Gabrysią i poszłam spać.



   A teraz przeniosę się na sobotnie Targi. Kolejka do wejścia przyzwoita, panie w kasach obsługiwały szybko i uprzejmie. Powiem tylko, że cieszę się, że poszłam do Epikpage i Czwartej Strony na samym początku, ponieważ ominęłam dzikie tłumy z jakimi musiałam, a raczej wszyscy musieliśmy zmagać się od mniej więcej godziny dwunastej. Zatłoczenie było tak ogromne, że kilka razy otrzymałam z łokcia mimo, iż wydawałoby się, że na Targach KSIĄŻKI ludzie powinni być kulturalni. Ale był to chyba jedyny mankament tego wydarzenia.

   Myślę, że Targi były dobrze zorganizowane i dzięki temu łatwo odnajdywałam każde stoisko lub autora, którego szukałam (gorzej było z przejściem tymi wąziutkimi alejkami).

 Myślę, że w tym miejscu mogę pochwalić się wam co kupiłam i jakich autorów spotkałam.

Oto wszystkie rzeczy jakie upolowałam na Targach (cztery książki miałam już wcześniej, ale teraz mam w nich autografy)


Książki, które kupiłam


Autografy


Książkowe gadżety


Augusta Doucher - Do tej pani stałam piętnaście minut w kolejce mimo, że byłam trzecia. Lubi sobie porozmawiać, nie ma co. Spotkanie było dosyć przyjemne, ale trochę dziwnie zrobiło się w momencie kiedy autorka zaczęła wymuszać na mnie kupienie jej najnowszej książki. Ale przynajmniej wiem kiedy wyjdzie ostatnia część podpisywanej serii. Dodatkowo autorka robiła sobie zdjęcia z czytelnikami, a nie tylko my z nią.

  



Paulina Hendel - Tutaj stałam około pół godziny i ucinałam sobie pogawędki z dziewczynami, które stały obok. A jedna z nich czytała Dary Anioła! Gdy już dotarłam do pani Hendel, dostałam imienny autograf w obu częściach ,,Żniwiarza" i podpis z tyłu plakatu. Zapomniałam odwrócić się do zdjęcia.



Remigiusz Mróz - Do pana Mroza stałam dobre dwie i pół godziny mimo tego, że byłam naprawdę z przodu (biorąc pod uwagę jej monstrualną długość). Doprawdy nie wiem czy osoby stojące z tyłu do niego dotarły. W każdym razie pan Mróz również lubi pogaduszki, ponieważ, gdy zobaczył moje przemoknięte na dolnym brzegu książki (o, zgrozo!) zaczął opowiadać mi jak to kiedyś trzymając w jednej ręce książkę Kinga, a w drugiej kawę, potknął się i niefortunnie wylał na otwartą książkę. W tym momencie uświadomiłam sobie dlaczego tak długo stałam w kolejce po jego autografy haha. Ale wiem przynajmniej, że jest bardzo miłą osobą.



















W kolejkonie do pana Mroza z Anią

   Można by pomyśleć, że najlepszym punktem powinny być książki, autorzy, autografy i rzeczy jakie tam kupiłam. Jednak uważam, że najlepsze były spotkania z wami! Spotkać osoby, które ogląda się na YouTubie i Instagramie to spełnienie marzeń. Tym bardziej, że wszyscy byliście tacy mili i kochani💗 Zupełnie tacy jakich was widziałam w mojej głowie. Z większością z was pisałam już wcześniej i super było poznać was na żywo.

Szczególnie chciałam pozdrowić tutaj Anię z bookstagrama notalwaysbooks, którą spotkałam jako pierwszą razem z Moniką z bookstagrama smileandgreatbooks. Pierwsza osoba najbardziej cieszy💖


Potem było już jak z górki i spotykałam jedne osoby za drugimi, a nawet zapoznałam się z dwoma bardzo fajnymi dziewczynami w kolejce do pani Hendel. Wpuściłam je potem nielegalnie w kolejkę do Mroza, ale ciiii.... niech to zostanie między nami.

Kolejnymi wspaniałymi osobami były:

 PRZEPIĘKNA Karolina z bookstagrama come.book














Natalia, którą znałam już od Zlotu z bookstagrama natbooks
Fantastyczna Marta z bookstagrama luellexx
Madzia z bookstagrama madziak006
Wiktoria, której nie poznałam bez loków (ale wstyd haha) z bookstagrama libraryinvelaris
Kreatywna Monia z bookstagrama just.1morechapter
Marta z bookstagrama _oczarowana_
Przewspaniała Agnieszka z bookstagrama magical_reading
Autorka wspaniałych rysunków i zakładek Klemi z konta klemibee
Alinka z tea.books.lover
Szalona Embers z kanału Papierowa Embers
Hubert z kanału NIEwymuszony
Maja z kanału Maja K.
Paweł z kanału P42
Zuza z kanału Kulturalna Szafa
Klaudia z bookstagrama krecik_czyta_helsingissa
Ania i Marta z kanału Bestselerki
























A i tak nie spotkałam was wszystkich! Jak potem zobaczyłam ile osób było na targach, a ich nie widziałam to było mi aż przykro, że nie dałam rady się rozdwoić. Ale cóż. W takim razie widzimy się następnym razem! Co powiecie na Warszawę?
W takim razie do zobaczenia!

PS; Niektóre zdjęcia robiłam sama, inne są od kochanej Karoliny, a jeszcze inne od Moni oraz jedno od Embers<3
Czytaj więcej >

poniedziałek, 2 października 2017

,,Szóska Wron" L. Bardugo - Czy odważysz się dołączyć do gangu Szumowin?



   Hej, kochani! Witajcie na mojej najnowszej recenzji. Dziś, jak już pewnie zauważyliście po tytule, opowiem wam trochę o ,,Szóstce Wron" Leigh Bardugo - autorki trylogii ,,Grisza".

   Po książkę sięgnęłam - co pewnie niezbyt chwalebne - z powodu jej wyglądu i szału na bookstagramie i nie tylko - przecież to światowy bestseller. Nie do końca wiedziałam o co w niej chodzi, bo nawet nie przeczytałam opisu, ale wiedziałam, że wiele osób ją poleca i wszyscy kochają Kaza Brekkera. To wystarczyło mi, aby po nią sięgnąć, a czy mi się spodobało? Zaraz się dowiecie.



   Zarysuję wam nieco fabułę.
Przewodniczący gangu Szumowin, Kaz Brekker otrzymuje propozycję zdobycia ogromnej fortuny. Oczywiście nie za darmo. Musi on wykonać wręcz niewykonalne zadanie, czyli włamać się do dotąd niezdobytego Lodowego Dworu i uwolnić zakładnika. Do swojego zespołu dołącza jeszcze pięć osób mających umożliwić mu to zadanie: Inej - informatorka, Jesper - strzelec, Nina - ciałobójczyni, Wylan - zabezpieczenie, Matthias - były mieszkaniec Dworu. Razem tworzą najniebezpieczniejszą grupę w mieście.

- (…) Chcesz te pieniądze czy nie?
- Nie zajmujesz się rozdawaniem prezentów. Co to za robota?
- Niewykonalna. To niemal pewna śmierć, szanse są prawie żadne, ale powinniśmy dać sobie radę…

   Głównymi postaciami w książce są osoby, których życia nie potoczyły się jak chcieli. Wylądowali w gangu bo, nie mieli innego wyjścia lub było to najlepsze wyjście spośród innych. W końcu lepiej służyć w gangu niż obsługiwać mężczyzn w domu rozkoszy. Lepiej służyć w gangu niż gnić w więzieniu. Kaz to chłopiec, któremu rany z dzieciństwa wypaliły całe człowieczeństwo. Inej to była akrobatka z dobrym sercem i wytężonym słuchem. Nina to grisza mogąca skinięciem palców zatrzymać twoje serce. Matthias to były wojownik wroga. Jesper od swoich strzałów celniejsze ma tylko riposty, a Wylan... no cóż, to syn kupca i bystry, mały naukowiec.

   Muszę zacząć od tego, że niestety nie zostałam przykuta do fotela przez tę książkę. Może było to spowodowane tym, że na początku września nie miałam czasu na czytanie, a teraz podczas choroby nie czułam się najlepiej. Albo po prostu to nie do końca mój klimat. Nigdy nie lubiłam filmów o gangach. Tę pozycję potrafiłam przestać czytać nawet w tym mianowicie "kulminacyjnym" momencie. Najzwyczajniej odkładałam książkę w połowie rozdziału i mówiłam sobie: ,,Dokończę jutro". Według mnie ten ich wielki skok dłużył się w nieskończoność. Jednak ostatnie sto stron tej książki to obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Akcja, która przez większość czasu powoli gramoliła się po wzgórzu, nagle sturlała się po jego drugim stromym zboczu i zwroty akcji burzyły wszystkie schematy. W dodatku tego zakończenia w ogóle się nie spodziewałam i nawet jeśli często potrafię przewidzieć zakończenia książek to tutaj zostałam zupełnie zaskoczona i zszokowana. To co wydarzyło się na końcu to było coś. W dodatku styl napisania tej książki jest na tyle przyjemny, że łatwo się ją czytało.
- Właśnie udało nam się doprowadzić do tego, że zamknięto nas w najlepiej strzeżonym więzieniu na świecie. Albo jesteśmy geniuszami, albo najgłupszymi sukinsynami, jacy chodzili po ziemi. 
   Wielkim atutem książki są postacie. Każda jest dobrze wykreowana, a Kaz, Inej i Jesper to moje perełki. Jedyną wadą jaką tu widzę jest tylko wiek postaci. Myślę, że siedemnaście lat to zbyt mało, żeby w tym wieku dorobić się własnego gangu i być traktowanym poważnie przez resztę społeczeństwa, co więcej, żeby reszta mafii się bała, a ktoś powierzał takiej osobie bardzo ważne misje. Uważam ten aspekt za lekko niedopracowany. Ale skończę już krytykować. Kaz Bakker to moja kolejna książkowa miłość o wielu twarzach. Jest to tak ciekawie napisana postać, że nic tylko bić pokłony autorce. Bo przecież jak można równocześnie być mrocznie seksownym, brutalnym, pozbawionym człowieczeństwa i chcieć zabijać aby pomścić brata (jedyne wspomnienie przypominające Kazowi że kiedyś był dobrym chłopcem), a jednocześnie gdzieś w środku chyba nie być aż tak mocno zepsutym? A do tego jeszcze jego zaciekłość i sztuczki z kartami, achhh...
- Jestem biznesmenem - powiedział jej kiedyś. - Ni mniej, ni więcej. 
- Jesteś złodziejem.
- Przecież to właśnie powiedziałem, prawda?

 Inej pokochałam, ponieważ jest tajemnicza i coś łączy ją z Kazem. Poza tym ma ciekawą historię i dobre serce.
- Sztuka polega na tym, by nie upaść – odpowiedział jej wtedy ze śmiechem.
-Nie, Kaz. Sztuka polega na tym, żeby znowu się podnieść 

Za to Jesper to cały humor tej książki. Myślę, że bez niego mogło by być trochę nudno i ponuro oraz poza nielicznymi uwagami Kaza prawie w ogóle nie uśmiechałabym się do książki. Uwielbiam jego śmieszne, cięte lub sarkastyczne riposty czasem nawet w bardzo poważnych sytuacjach.
- Dorastałem na farmie – wyjaśnił Jesper.
- Nie wyglądasz.
- Pewnie, jestem chudy – odparł, kiedy wracali pośpiesznie przez stajnię – ale dzięki temu mniej moknę na deszczu.
- Jak to?
- Mniej kropli we mnie trafia.
- Czy wszyscy współpracownicy Kaza są równie dziwni jak jego ekipa?
 Kolejnymi postaciami są Nina i Matthias. Zaliczyłam ich tu razem, ponieważ oboje są praktycznie zawodowymi mordercami, choć Matthias zapewne wolałby określenie wojownik. Polubiłam ich - Ninę może trochę bardziej - ma lepsze i bardziej honorowe serce, a Matthias dopiero się odblokowuje. Nie irytowali mnie i byli w porządku. Dodatkowo ich relacja jest dosyć burzliwa - od miłości do nienawiści i tak w kółko. Ich wątek był według mnie bardzo zawiły i być może nawet ciekawy, ale jeśli miałabym wybierać to zdecydowanie Kaz i Inej skradli moje serce.

 Zaśmiała się z siebie. Nikomu nie życzyłaby miłości. To gość, którego chętnie witasz, a potem nie możesz się go pozbyć.

Nina wparowała do jego życia z wiatrem i deszczem, i wstrząsnęła jego światem. Od tamtej pory nie odzyskał równowagi.

 I kto nam został? Wylan - młody syn kupca. Szczerze mówiąc kojarzymi się on z młodsza wersją Henrego Branwella z Diabelskich Maszyn Cassandry Clare. Przeuroczy rudzielec i mózg ścisły. Bardzo go lubię i myślę, że zajmuje on u mnie miejsce zaraz po Jesperze.

- Jesper!
Zabiję tego małego kretyna!
- Czego chcesz?! – odkrzyknął.
- Zamknij oczy!
-Stamtąd nie zdołasz mnie pocałować, Wylan.
- Zrób to!
- Lepiej, żebym tego nie pożałował! – Jesper zamknął oczy.
- Zamknąłeś?
- Do diabła, Wylan, tak, za…

 Haha. A jak pewnie teraz zauważyliście to bardzo shippuję go z Jesperem, własnie przez takie fragmenty jak ten. Byliby tacy słodcyyyy...

Podsumowując to książka mi się podobała, może nie jakoś bardzo (przez jej przeciągniętą akcję), ale za super postacie, szokujące zakończenie podciągam ocenę z 6 do 8. A więc wygląda to tak -> 8/10❤
Jeśli lubicie gangi, bezwzględnych ludzi i nutę romansu oraz fantastyki to książka idealnie dla was!

Na koniec dam wam jeszcze dwa cytaty, które spodobały mi się w tej książce.
Wstyd ma większą wartość niż jakikolwiek pieniądz.
 Życie, które wiedziesz, nienawiść, którą czujesz… to trucizna, której nie mogę już dłużej pić.

Do zobaczenia niedługo, ponieważ myślę nad czymś nowym na blogu. Mam nadzieję, że podobała wam się recenzja❤
Czytaj więcej >

piątek, 1 września 2017

,,Eleonora & Park" Rainbow Rowell - Czy pierwsza miłość może przetrawać?


   Hej! Witam was w tej jakże zaległej recenzji. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu i uznałam, że lepiej napisać o niej co nieco przed rozpoczęciem roku szkolnego. Otrzymałam wczoraj plan lekcji i kolorowo nie jest. Wracając, zrecenzuję wam ,,Eleonorę & Park" Rainbow Rowell, jak widzicie na zdjęciu powyżej. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Wcześniej czytałam ,,Fangirl", które podobało mi się, ale szału nie było. Za to wszyscy mówili mi, że historia Eleonory i Parka jest zupełnie inna od historii Cath. Tak też było i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.Oczywiście nie mówię, że ,,Fangirl" była zła. Była to przyjemna młodzieżówka. Załączam wam opis ,,Eleonory & Parka"

,,Eleonora… nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy, dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogate dzieciaki, które dostawały wszystko, co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów, bo spędza je bez niego.

Park… Dobrze mu w czerni. Denerwuje się, gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim ona zacznie jej słuchać. Śmieje się z jej dowcipów, zanim ona dotrze do puenty.

Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą – dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości prawie nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle odważnych i zdesperowanych, by dać jej szansę."


   Akcja książki rozgrywa się w pod koniec XX w. Miejsca w jakich znajdują się bohaterowie to między innymi autobus, szkoła, ich mieszkania. W tym pierwszym się poznali, ale nie poszło tak łatwo. Poznawali się bardzo powoli. Prawie nie rozmawiali. Jako czytelnicy mamy okazję towarzyszyć im od samego początku ,,zapoznania" i obserwować to jak rozwija się ich relacja. Dzięki pierwszoosobowej narracji nie tylko poznajemy ich myśli, ale także rodziny, problemy i zmartwienia.
Nie są zwyczajnymi nastolatkami. A może są? Każdy przecież spotyka na swojej życiowej jakieś problemy.

W każdym razie:
Eleonora → ma nadwagę i problemy rodzinne. W jej domu brakuje wielu rzeczy.

,,Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje."

,,Tęsknił za nią...
Ciekawe tylko za czym. Za jej tłuszczem? Za jej popieprzeniem? Za tym, że nie potrafiła z rozmawiać jak normalna osoba? Nieważne. To że prawdopodobnie kieruje nim jakieś zboczenie, nie było jej problemem."


   Nadwaga czy po prostu sylwetka nie wyglądająca jak ta z okładek magazynów to jeden z głównych problemów bohaterki. Przez to posiada ona niską samoocenę i uważa się za brzydką. Myślę, że to ważne, że autorka poruszyła ten temat w swojej książce. Przecież wiele dziewczyn na świecie nie ma BMI niższego niż 18. A jednak piękne i smukłe aktorki oraz często także bohaterki książek kształtują nasz obraz tego jak powinnyśmy wyglądać. Czy po świecie chodzą tylko szablonowo piękne i szczupłe dziewczyny jak w większości książek (mowa o głównych bohaterkach)? Nie.To nieprawda, a ta książka daje nam nadzieję, że każda z nas - włączając Eleonorę - jest piękna. Szkoda tylko, że problemy Eleonory nie kończą się na tym. Brakuje jej wiele podstawowych rzeczy (w tym nawet szczoteczki do zębów), a w szkole inne dziewczyny dokuczają jej z powodu ubioru. W domu nie jest lepiej. Matka jest zastraszoną przez ojczyma kobietą, a sam ojczym reprezentuje patologię. Siostry i bracia też tworzą w domu atmosferę w stylu wyścigu szczurów - godzą się na nawet najgorsze poniżenie i porzucenie własnego rozumu oraz godności, aby uzyskać spokój i lepsze zabawki. Nie wygląda to dobrze.

Park → ma przykładną rodzinę, jednak ojciec inaczej widzi życie syna niż on sam. W dodatku w pewnym momencie Park zaczyna się malować. Eyelinerem.

    Problem z ojcem jest dość częstym motywem przeplatającym się w filmach, serialach, czy książkach. Nie jest to zbytnio oryginalne, ale mogło się zdarzyć. Za to makijaż jest czymś nowym. W dzisiejszych czasach chłopak malujący się od razu postrzegany jest jako gej. Przecież tak nie musi być, a każdy ma prawo wyglądać jak chce. I to jest jedno z przesłań książki.

   Pokochałam tę dwójkę bardzo mocno. Eleonora nie jest kolejną irytującą, główną bohaterką. Ok... jest dziwna. Ale polubiłam ją. I okropnie zazdroszczę jej Parka. Piękny w połowie Azjatycki chłopak, ubrany w czarne ciuchy i z kreską na oku. W dodatku ze wspaniałym charakterem. Czego chcieć więcej? A towarzyszy im przepiękna i momentami łamiąca serce historia miłosna. Pokochałam tę książkę tak jak bohaterów.

,,-Naprawdę w to wierzysz?- zapytała
-Co?
-Że... będziemy mieć inne szanse? Że w ogóle będziemy mieć jakąś szanse? 
-Tak.
Nie ważne, co się wydarzy- powiedziała mocno.- Nie wracam do domu.
-Wiem.
Była cicho.
-Nie ważne co się wydarzy- powiedział Park.- Kocham Cię.
Zarzuciła ramiona dookoła jego talii, a on ją przytulił.
-Po prostu nie mogę uwierzyć, że życie dało nam siebie nawzajem- powiedział- i następnie odebrało.
-Ja mogę.-powiedziała- Życie to drań.
Trzymał ją ciaśniej i przycisnął twarz do jej szyi.
-Ale to zależy od nas...-powiedział miękko.- Od nas zależy, czy tego nie stracimy."


   Nie wiem co powiedzieć więcej. Po prostu. Nie czytałeś/aś? Przeczytaj! Ja daję jej 10/10💗 (ostatnio trafiam na same dobre książki). Polecam wam ją gorąco i do zobaczenia w kolejnym poście.
Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia