środa, 19 grudnia 2018

,,Pan Perfekcyjny" J. E. Ann - ile bólu może wyrządzić nam miłość oraz sumienie?




   Hej kochani. Dziś powiem wam trochę o świeżo przeczytanej książce, jaką jest pierwsza przetłumaczona i wydana w Polsce powieść Jewel E. Ann. Autorka lubuje się w w obyczajówkach z romansem w tle i nutą erotyku. Tak jest i w przypadku ,,Pana Perfekcyjnego". Jeśli kogoś interesuje opis to podrzucam:

Ta kobieta musi odejść! Niestety, jest jeden problem…

Ellen Rodgers wydawała się idealną kandydatką do zamieszkania nad biurem Flinta Hopkinsa. Miła, dobrze wyglądająca kobieta sprawiała przy tym wrażenie cichej i spokojnej. Tymczasem dziewczyna okazała się… bardzo energiczną muzykoterapeutką. Teraz Flint, zamiast skupić się na pracy, musi wysłuchiwać dźwięków bongosów, gitar i śpiewania. 

Co gorsza, Ellen jest wkurzająco szczęśliwa i odczuwa ciągłą potrzebę naruszania przestrzeni osobistej Flinta – bez przerwy poprawia mu krawat, zapina guziki w koszuli i robi wiele innych rzeczy, wprowadzających w głowie mężczyzny niezły zamęt. Na dodatek kobieta trzyma w charakterze zwierzątek domowych… szczury. Tak, szczury! 
Choć Flint marzy o wręczeniu Ellen wypowiedzenia najmu, jego autystyczny syn Harrison zdaje się przepadać za kobietą. Tych dwoje jest więc chwilowo na siebie skazanych, a z czasem ich miłosno-nienawistna relacja zaczyna się przeradzać w coś jednocześnie pięknego i tragicznego.

   Tego typu książki są zazwyczaj do bólu schematyczne. Nie ukrywam, że tak jest i w tym przypadku. Mamy dwójkę bohaterów przeciwnej płci, których do siebie ciągnie, jednak są oni wobec siebie opryskliwi. Oboje kryją pod maską traumatyczną przeszłość, która nie pozwala im się otworzyć na drugą osobę. Wszyscy to znamy. Jednak myślę, że takie powieści są pisane według tych schematów, aby nie męczyć czytelnika i mógł całkowicie zrelaksować się nad lekturą. I to jest ok! Jak ktoś nie szuka nic ambitnego, to nikt nie broni czytać takich powieści. ALE sztuką jest przełamać ten schemat i dodać coś od siebie. W tej książce to otrzymamy, a jest nim autystyczny syn Flinta, który komplikuje wiele wątków. Dzięki niemu zakończenie nie wydaje się takie oczywiste. Jednak do rzeczy.

,,Nucę, by zapomnieć o pierwszym mężczyźnie, który mnie dotykał. Nucę, by zapomnieć o bólu płynącym z wiedzy, że już nigdy mnie nie dotknie."
 ,,- (...) Żyj lub umrzyj, Flint, ale nie siedź bezczynnie pośrodku... tylko egzystując."

   Wrócę do naszej dwójki bohaterów. W opisie jest to genialnie ujęte, gdyż nasza Ellen jest z początku naprawdę wkurzająco szczęśliwa. W dodatku bez przerwy nuci, co irytowało mnie nawet jak tego nie słyszałam, bo przecież tylko o tym czytałam. A jednak. Jej reakcje na zwrócenie uwagi co do nucenia irytowały mnie jeszcze bardziej, bo Ellen zazwyczaj starała się nam wmówić, że robi to zupełnie nieświadomie. Nasz Flint "Perfekcyjny" też na początku taki perfekcyjny nie był według mnie, gdyż myślał jedno, a robił drugie, co także doprowadzało mnie do szału. W skrócie - nie miałam przyjemnego początku z tą pozycją. 

,,Świat się czasami kończy i zapomina zabrać cię ze sobą."
,,Nigdy nie żałuj, że kogoś kochasz. Rób to dla siebie, nie dla innych."  

   Sytuacja co do bohaterów zmieniła się diametralnie, gdy poznałam ich przeszłość. Zaczęłam rozumieć ich dziwne zachowania i nawet nucenie Ellen zaczęło być urocze. Może się w nich zakochałam? Tego nie jestem pewna, ale z pewnością mogę wam powiedzieć, że autorka bardzo zgrabnie manipuluje emocjami czytelnika i naprawdę kibicowałam temu związkowi. Myślę, że wynika to też z tego, że wszystko to przebiega bardzo naturalnie i nie w tym sztuczności - tej mydlanej bajki, w której wszystko jest idealne i wszyscy są szczęśliwi. Powieść łamie także pewne kanony co jest naprawdę jej ogromną zaletą. Duży udział bierze w tym syn Flinta - Harrison.
Jego choroba stawia wiele przeszkód na drodze tego związku, przez co happy end wydaje się wręcz niemożliwy. A jaki będzie? O tym możecie przekonać się sami i pewnego wieczoru zasiąść z ,,Panem Perfekcyjnym" i herbatą na ulubionym fotelu, a następnie dać się pochłonąć tej historii.

,,Pragnę być jego największą siłą - i największą słabością. Pragnę, by ukrywał we mnie swoje kłamstwa i odnajdywał prawdę."
,,Ci, którzy cię kochają, powinni troszczyć się o to, o co ty się troszczysz. Pielęgnować sprawy, dzięki którym jesteś sobą." 

   Jak możecie już wiedzieć z mojego instastory, ja oceniłam tę pozycję na 7/10 i uważam, że jest ona świetnym wyborem dla miłośników pogmatwanych, a jednak schematycznych historii miłosnych. Jest to świetny odmóżdżacz, który całkowicie odgoni wasze zmartwienia z głów. Przy okazji jest to także poruszająca historia o stracie, żałobie i wybaczeniu. To już wszystko co chciałam powiedzieć o tej książce. Do zobaczenia niebawem!

,,Każdy nasz dzień naprawdę jest cudem. Milion razy unikamy czas na śmierć, dostając szansę na jedno życie. Liczby nie stoją po naszej stronie."
,,Emocje są tylko nasze. Są intymne, osobiste. Nie powinny być dobre czy złe. Nikt nie powinien mówić ci, co masz czuć, kogo kochać, jak żyć." 
Za możliwość zrecenzowania dziękuję Zuzie z Wydawnictwa Filia.

wtorek, 30 października 2018

środa, 24 października 2018

poniedziałek, 22 października 2018

,,Cuda za rogiem" K. Higashiny - Czy wierzysz w cuda?


   Witam, was kochani. Dziś przekażę wam moją opinię na temat  jednej z najnowszych książek od wydawnictwa Feeria, a mowa tu jak widzicie o ,,Cudach za rogiem” Kiego Higashiny. Jest to powieść, której akcja rozgrywa się w Chinach, co daje nam możliwość poznania lepiej kultury wschodu. Podrzucam opis:

,,Yuji Namiya wiele lat prowadził mały sklep osiedlowy. Ludzie przychodzili do niego nie tylko po to, żeby zrobić zakupy, ale też po radę w trudnych sytuacjach, życiowych. Odbywało się to w dość nietypowy sposób. Listy z pytaniami wrzucali do sklepu przez otwór w rolecie, a odpowiedzi odbierali ze skrzynki na mleko. Po śmieci właściciela budynek opustoszał, a o pani  Namiyi zapomniano.

Kilkadziesiąt lat później troje złodziei – Shota, Atsuya i Kohei – trafia do dawnego sklepu, szukając kryjówki. Kiedy zmęczeni i głodni przeszukują stare półki sklepowe, wydarza się coś niespodziewanego: ktoś wrzuca do sklepu list. Okazuje się, że młoda kobieta prosi w nim o poradę. Kiedy zaskoczeni próbują zrozumieć sytuację, odkrywają, że list przyszedł do nich z przeszłości..."

   „Cuda za rogiem” są pierwszą powieścią japońskiego autora Keigo Higashiego, która ukazała się na Polsce i pragnę przeczytać więcej jego powieści. Autor w prosty i magiczny sposób opowiada nam pewną zawiłą historię związaną z tym jednym staruszkiem jakim jest Namiya. W ciekawy sposób ukazuje nam jak życiorysy pięciu obcych osób, z zupełnie inną historią potrafią się przeplatać i zamieniać w jedną całość oraz jak zaskakujące i nieprzewidywalne potrafi być życie. Autor jest świetny w tworzeniu pięknych, klimatycznych i interesujących historii, które trafiają do naszych serc. Całość czyta się naprawdę bardzo przyjemnie i nie mogłam uwierzyć, że tak szybko się skończyła. Również zakończenie wzruszyło mnie i skłoniło do refleksji.

   Jeśli mam być szczera to byłam sceptycznie nastawiona do tej pozycji, ale zupełnie niepotrzebnie! Lekkie pióro autora sprawia, że cała historia nie zwalnia, ani na chwile, a zgrabnie nawiązujące do siebie wątki wręcz nie pozwalają oderwać się od lektury. Przy okazji, każdy z bohaterów jest na swój sposób zupełnie inny, a my możemy obserwować to jak uporali się ze swoimi problemami przechodząc wewnętrzną przemianę. Właśnie te przemiany doprowadzały do tego, że miałam łzy w oczach i byłam dumna z obrotu spraw.

   Jest to bardzo mądra i poruszająca opowieść. Zawiera w sobie myśli i przesłania, które nie tracą na swojej aktualności. Nakłania nas do spojrzenia na własne wybory i życie, gdyż bohaterowie to takie osoby jak my i także miewają swoje rozterki na tle moralnym lub każdym innym. Gorąco polecam wam „Cuda za rogiem” i oceniłam ją w mojej skali jako 9/10. Może dzięki niej odzyskacie wiarę w cuda? A może je dostrzeżecie?

piątek, 5 października 2018

„Miłość i inne rośliny mięsożerne" F. Gonsalves - czy miłość oznacza autodestrukcję?



   Witam was kochani ponownie. Tym razem opowiem wam co sądzę o książce otrzymanej od wydawnictwa  Młody Book!. Jest to rodzaj młodzieżówki poruszającej problemy dotykające młodzież w XXI wieku, choć nie wykluczam ich wcześniejszego istnienia. Mowa oczywiście jak widzicie o ,,Miłości i innych roślinach mięsożernych" napisanej przez Florence Gonsalves, dla której ,,Miłość.." to debiutancka powieść. Oto opis książki:

,,Danny i Sara od zawsze snuły wspólnie plany na przyszłość. Jednego były pewne: jakkolwiek potoczą się ich losy, na zawsze pozostaną najlepszymi przyjaciółkami. Ale gdy Danny wyjeżdża na studia, przyjaciółki zaczynają się od siebie oddalać. Danny nie potrafi się przyznać Sarze, że zamiast błyszczeć na uczelni jako najlepsza studentka, trafiła do ośrodka leczenia zaburzeń odżywiania, ani że poznała tam kogoś, kto być może jest miłością jej życia. Kiedy niewyobrażalna tragedia rozdziela przyjaciółki na zawsze, Danny pogrąża się coraz głębiej w autodestruktywnym marazmie. Czy uda jej się otrząsnąć i odnaleźć w sobie siłę, by być nade wszystko sobą?"

   
      Trzeba przyznać, że opis może wyglądać dość sztampowo na pierwszy rzut oka. Jest to jednak wina bardziej tego, że dzięki bogu opis nie zdradza nam ani jednego spoilera, a nie tego, że ta lektura taka jest. Teraz po przeczytaniu widzę w nim o wiele więcej ukrytych, a ciekawych wątków. Młodzieżówka ta nie dotyka tylko przyjaźni i zaburzeń odżywiania, lecz także relacji z rodzicami, odkrywania siebie i własnej seksualności, żałoby i problemów z alkoholem. Jest to cała masa problemów poruszonych na 361 stronach jakie posiada książka, ale autorka całkiem zręcznie sobie z tym radzi. Książkę czyta się szybko, przyjemnie, ale bawiąc również uczy, przejmuje i skłania do przemyśleń nad... samym sobą.

,,Problemem w kłamaniu jest to, że czasami już dłużej nie da się kłamać.Natomiast dobrą stroną kłamania jest to, że w końcu prowadzi ono do prawdy. Słowem kluczowym jest tutaj w końcu."
    Co do tempa akcji czy języka nie mam się do czego przyczepić, gdyż język zastosowany jest bardzo naturalny i niewymuszony, a akcja nie nudziła mnie ani przez chwilę. Może nie zostałam wbita w fotel, ale z przyjemnością do niej wracałam wieczorami. Przy okazji pani Gonsalves starała się rozrzedzić kłębiące się burzowe chmury nad głowami naszych bohaterów dawką humoru, który niekiedy nawet mimo tego, że bywał czarny odciągał mnie od popadnięcia nostalgię czy przygnębienie. Docenić tu trzeba bezpośredniość autorki w przekazywaniu uczuć z równoczesnym ich tłumieniem, co wspaniale oddaje genezę książki.
 
,,(...) w moim świecie wszystko jest rozjechane przez buldożer. Śmierdzi tam gumą i śmieciami, i nikt nie może spać przez hałasujące spychacze, ale na skraju tego świata, całkiem na uboczu, dwa malutkie kwiatki, które wyglądają jak chwasty, rosną nieśmiało i blisko siebie, kwitną pomimo panującego naokoło zamętu."
    Zapewne interesująca jest dla was również główna bohaterka, gdyż bywają one bardzo nijakie i często irytujące. W tym przypadku - nic podobnego! Bardzo trudno było rozgryźć mi to jaka naprawdę była Danny, a jej napiętrzające się problemy, z którymi przestawała dawać sobie radę, a musiała (z powodzeniem lub nie) starać się stawić im czoło, nie pomagały mi w mojej misji zrozumienia jaką osobą jest bohaterka. Jedno jest pewne - Danny to postać wyjątkowa w nietypowej sytuacji życiowej, która stara się w tym całym bałaganie odnaleźć siebie. Wydawać by się mogło, że w tej historii nie ma już czasu na miłość, ale powiedzmy sobie szczerze - nikt nie planuje miłości, tak więc i ona postanowiła stanąć na drodze naszej nietypowej bohaterce przysparzając jej kolejnych kłopotów. Co ciekawe autorka zostawiła na zakończenie notkę, aby nie naśladować Danny, ani nie zastanawiać się nad konsekwencją jej poglądów - po prostu taka była Danny - fikcyjna postać zmagająca się z wieloma poważnymi problemami.
,,Jak inaczej wytłumaczyć to, że właśnie zostałaś podzielona na najmniejsze kawałeczki, ale się nie rozpadłaś, wręcz przeciwnie - jesteś bardziej całością niż kiedykolwiek przedtem?"

   Jest to powieść może nie tyle co wzruszająca, ale poruszająca. Dopiero po jej zakończeniu dotarło do mnie jak subtelnie wkradła mi się do serca, aby następnie zadać mi w nie cios od środka. Zarazem piękna, urocza, smutna i okrutna historia Danny odkrywającej siebie na nowo, może być pouczająca dla nas wszystkich, gdyż wszyscy utraciliśmy kiedyś coś ważnego, a potem musieliśmy sobie wszystko poukładać od początku. Ta mocna i mądra młodzieżówka zasługuje na 9/10 w mojej skali i serdecznie wam ją polecam. Do zobaczenia!

czwartek, 4 października 2018

,,Dwór szronu i blasku gwiazd" S. J. Mass - o bliznach widocznych i niewidocznych

 

   Witam was, moi drodzy w nowej recenzji na blogu. Dziś wypowiem się na temat poniekąd "czwartego" tomu bestsellerowej serii Sary J. Mass. Mowa oczywiście jak widzicie o ,, Dworze szronu i blasku gwiazd", który był niezwykle wyczekiwaną przez fanów pozycją tego roku. Lecz czy słusznie? Podzielę się z wami moimi odczuciami na ten temat.
Oto opis:

Akcja powieści toczy się kilka miesięcy po wydarzeniach z Dworu skrzydeł i zguby. Historia opowiedziana jest z perspektywy Feyry i Rhysa, którzy wraz z przyjaciółmi zajmują się odbudową Dworu Nocy oraz miasta, które uległo znacznym zniszczeniom podczas wojny. Na szczęście zbliża się czas Przesilenia Zimowego, a z nim wyczekiwane ułaskawienie. 
Jednak mimo świątecznej atmosfery duchy z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Feyra, która będzie obchodziła swoje pierwsze Przesilenie Zimowe, odkrywa, że najbliższe jej osoby są znacznie bardziej poranione, niż można by przypuszczać. A to może mieć znaczący wpływ na przyszłość Dworu i całego ich świata.

   Sam opis nakierowuje już nas na to, że po tej części nie możemy spodziewać się jakiejś wielkiej ilości akcji i skandali. W tym cienkim trzystustronnicowym tomiszczu chodzi raczej o wszczęcie kilku wątków, które będą miały swoją kontynuację w kolejnym tomie oraz o ukazanie nam jak mają się nasi kochani bohaterowie po tym co miało miejsce w acowarze. Jednak czy było to potrzebne? Polemizowałabym.

Kocham cię - wyszeptał. - Bardziej niż życie, bardziej niż moje ziemie, bardziej niż koronę.

   Zacznę może od strony technicznej. W tym tomie oprócz Rhysanda i Feyry opowiadających nam historię pierwszoosobowo, pojawiają się inne osoby (między innymi Kasjan), które prowadzone są trzecioosobowo. Myślę, że mógł być to celowy zabieg pisarki, aby w kolejnym tomie móc przejść całkowicie na narrację trzecioosobową. Jest to jeden z nielicznych powodów, dla którego mogę przyznać, że wydanie tych nazwijmy to 'nowelek' miało jakiś sens. Teraz opowiem wam właśnie, dlaczego tak twierdzę.

Jego już nie ma, a ja wciąż tu jestem. Pustka narodziła się z tego uczucia.

   Pierwszą z rzeczy która mnie bardzo rozczarowała, był styl pisania autorki, na który nigdy wcześniej nie narzekałam, a nawet jak coś się przytrafiało to przymykałam oko. Tutaj absolutnie nie mogę tego przepuścić. O ile każda scena w książce rozpoczynała się klimatycznie i z klasą, Mass za każdym razem wprost policzkowała czytelnika tzw. "czytelniczym krindżem", bo jak można inaczej nazwać wspólną kolację, na której ni stąd, ni z owąd, bohaterowie zaczynają rozmawiać o... wypróżnianiu się. Tak samo źle czułam się czytając sceny erotyczne zawarte w tej książce, które mówiąc szczerze nigdy nie były według mnie zbyt subtelne w poprzednich tomach, lecz tutaj autorka wręcz odstraszała mnie wyrażeniami takimi jak "aksamitna twardość"... Zażenowanie czułam także, gdy bohaterowie rozmawiając o ważnych sprawach nagle zaczynali wspominać jak to na stole przy którym właśnie obradują, robili zupełnie co innego. Smutne jest, że każda z tych scen naprawdę zaczynała się dobrze, że wręcz nawet przy scenie erotycznej zapeszyłam w głowie słowami ,,Wow, Mas, idzie ci całkiem nieźle". Niestety i tak oczywiście wyszło jak wyszło.

   Drugą rzeczą na którą się trochę pożalę to zniszczenie bohaterów. Ja rozumiem, że wojna zmienia ludzi, ale Rhys już totalnie przestał być tym Rhysem, w którym się zadurzyłam. Stał się takiem zupełnym kapciem bez charakteru. Za to Feyra jak wiecie, postanowiła pomóc odbudować zniszczenia, zapewnić poszkodowanym jedzenie, ubrania i dach nad głową. a przede wszystkim pomóc zapomnieć. Jest jednak w tym wszystkim bardzo zagubiona i wiedząc jakim majątkiem rozporządza, nie bardzo wie jak się za to zabrać. Większość czasu zastanawia się nad tym jak dużo ma pieniędzy, niż robi coś konkretnego. Brakuje mi po prostu silnej, zdecydowanej Feyry, która ma plan i wie co chce osiągnąć - czyli takiej jak w pierwszych dwóch tomach. Chociaż jej postawa i tak jest lepsza od postawy całej reszty towarzystwa, która bardziej przejmuje się kupnem prezentów na 
święto niż tym, aby pomóc poszkodowanym w Velaris.

    Żebyście nie myśleli, że tylko wszystko neguję, bo książka ma swoje dobre momenty i wprowadza pewne ciekawe i nurtujące wątki. Między innymi odwiedzamy Dwór Zimy, Ilyryjskie Góry, Dwór Wiosny, zagłębiamy się w relację Nesty i Kasjana. Poznajemy tradycje Dworu Nocy, obserwujemy zmiany w społeczności Ilyrów i poznajemy nowe osoby. Po prostu twierdzę, że zarys tego wszystkiego, choć mniej dokładny, mógłby znaleźć się w kolejnym tomie i wszystko byłoby w porządku, a Sarah J. Mass może byłaby zmuszona usunąć kilka ''niepotrzebnych'' scen...

   Podsumowując jestem zawiedziona i rozczarowana tą pozycją, ale mimo wszystko to Mass i przeczytałabym wszystko choćby nie wiem jak negatywne opinie miało. Poza tym nie czuję się tak jakbym straciła czas podczas lektury tego zbioru. Miedzy innymi podobał mi się sneak peek kolejnego tomu zawarty na samym końcu i uważam, że bez tej książki mimo wszystko lepiej nie zabierać się za następną część Dworów. Jeśli więc jesteś fanem tej serii to lepiej nie pomijaj tej części bez względu na jej połowiczną jakość. Ja oceniłam tę pozycję na 6/10 i mam nadzieję, że podobała wam się recenzja. Do zobaczenia!

środa, 12 września 2018

,,Druga Szansa" K. B. Miszczuk - co może się stać, gdy jest ciemno?




   Witam was serdecznie w nowej recenzji na blogu. Dziś zajmę się ,,Drugą Szansą" Katarzyny Beraniki Miszczuk, którą czytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uroboros. Mówiąc szczerze było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale zapewniam, że nie ostatnie. Zdradzam wam już moją opinię, ale niech tak będzie.

Cisza. Otula mnie. Miękka. Lepka. Straszna.
- Boję się…

   ,,Druga Szansa" to nietypowa książka fantasy. Trzyma w napięciu niczym kryminał, zachowując przy tym klimat horroru. Nie pozbawiono jej także niebywałej tajemniczości i grozy mrożącej krew w żyłach. Podchodząc do niej kompletnie nie spodziewałam się czegoś takiego i jedynym co przywiodło mnie do sięgnięcia po nią, był motyw utraty pamięci i tajemniczego szpitala do którego trafia nasza główna bohaterka. Podrzucam opis do przeglądu:

,,Julia budzi się w tajemniczym szpitalu. Nie poznaje własnego odbicia, nie pamięta, jak się tu znalazła. Z czasem dowiaduje się, że cała jej rodzina zginęła w pożarze. Jedynie Julii udało się przeżyć, choć na skutek odniesionych obrażeń straciła pamięć. Nazwa ośrodka, Druga Szansa, powinna napawać pacjentów otuchą... Co jednak myśleć o kobiecie, która ciągle wróży Julii śmierć, pojawiającej się nagle nieznajomej dziewczynie i szeptach rozbrzmiewających dookoła?
Najwyraźniej dzieje się tu coś dziwnego.
Julia staje się coraz bardziej zagubiona i przerażona.
Co zrobi w sytuacji, w której nie może zaufać nawet sobie?"

   Fabuła tej książki, opiera się na śledztwie Julii i jej przyjaciół z ośrodka. Szukają oni odpowiedzi na podstawowe pytania, gdyż mają oni wrażenie, że lekarze nie mówią im całej prawdy. W całe śledztwo zostajemy wciągnięci my i sami ulegamy mistrzowskim iluzjom zastosowanym przez autorkę. Tak jak bohaterowie nie wiemy co jest prawdą, a kłamstwem lub snem, a jawą. Nie mamy pojęcia komu wierzyć, a komu nie i to jest naprawdę bardzo ujmujące. Całej niebanalnej i dopracowanej akcji towarzyszy uczucie lęku, które nie opuszcza nas do samego końcowego wyjaśnienia. Zwidy i głosy są niemal namacalne dla czytelnika, dlatego nie polecam czytać tej książki na noc osobom o słabych nerwach, gdyż sama ledwo mogłam sobie na to pozwolić. W dodatku lektura ta dosłownie wbijała mnie w fotel i wywoływała ciarki na skórze.

,,Otworzyłam oczy. Zaczęły gwałtownie łzawić porażone ostrym światłem, skierowanym prosto na mnie. Zasłoniłam je sztywnymi dłońmi. Płuca wciąż domagały się tlenu. Starałam się oddychać spokojniej, by stłumić dławiącą w gardle panikę. Moje ręce.. Były takie obce. Nie moje. Ciepłe łzy płynęły po policzkach. Cisza dookoła."

   Jeśli chodzi o bohaterów to zostali oni świetnie wykreowani. Cieszę się, że zdołałam nawet polubić główną bohaterkę, która wcale nie irytuje, a jest odważna i przebiegła. Reszta bohaterów także przypadła mi do gustu, lecz nie o tyle, że polubiłam ich charaktery - niektórzy byli okropni z charakteru - a o tyle, że są oni po prostu dobrze napisani. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Po prostu każda postać, wnosi swój element układanki w historię. Nie mogą to też być rozbudowane postacie z przeszłością, gdyż cały urok tajemnicy polega na zaniku pamięci.

,,Środek dnia. Na dworze jest jasno. Przecież nic nie może mi się stać. Złe rzeczy dzieja się, gdy jest ciemno... Prawda?"

   W całej książce znalazłam tylko jeden aspekt, do którego mogłabym się doczepić. Nie chcę spoilerować, jednak uważam, że książka ta powinna być krótsza o trzydzieści stron. Wtedy cała sytuacja się rozwiązuje, a autorka chcąc dokończyć wątek poboczny, który - owszem - był ciekawy przedłużyła powieść o kilka niepotrzebnych scen, których jako czytelnik wolałabym się domyśleć, niż mieć je podane na tacy jako potwierdzenie. Mimo to uważam tę książkę za wyjątkowo udaną.

Planszeta znowu drgnęła. Zaczęła sunąć po tekturze, delikatnie trąc o wypisane na niej litery. Skamieniałam. Nie mogłam się ruszyć, chociaż chciałam krzyczeć, uciekać! Zatrzymała się na ułamek sekundy. 
- Ś… - szepnęłam.
- M…
- I…
- E…
- R…
- Ć.


   Serdecznie polecam wam tę książkę na (późne lub nie - jak kto woli) wieczory i dla mnie była ona zdecydowanie solidnym 9/10. Mam nadzieję, że zachęciła was moja opinia na jej temat, gdyż naprawdę warto, a klimat mroku idealnie nadaje się na jesień. Do zobaczenia!

Ps; Założyłam booktuba, na którym niedługo zacznę działać, a link do niego znajdziecie w opisie bookstagrama. Zapraszam!

wtorek, 4 września 2018

,,Wbrew grawitacji" J. Jonhson - a czy na ciebie czeka coś więcej?



   Witam wszystkich w nowej recenzji na moim blogu. Dziś opowiem wam o książce, którą otrzymałam od Wydawnictwa Kobiecego, a jest to jak widzicie ,,Wbrew grawitacji" Julie Johnson. Powieść ta jest bardzo wysoko oceniana jednak wciąż o niej cicho. Czy powinno być głośno? Tego dowiecie się czytając moją recenzję. Oto opis książki:


,,To coś więcej niż przyjaźń. Może nawet więcej, niż miłość.

Dwudziestoletnia Brooklyn walczy z bolesną traumą. Jako dziecko była świadkiem morderstwa ukochanej matki. Od wielu lat dręczą ją koszmary, z którymi nie jest w stanie sobie poradzić. Odcina się od ludzi i nikomu nie pozwala zbliżyć się do siebie. Nie może pozwolić, żeby ktoś ją zranił.

Wszystko zmienia się, gdy na studiach poznaje Finna, najprzystojniejszego faceta w kampusie. Zupełnie nie jest gotowa na to, jak bardzo ten intrygujący i zabawny wokalista będzie wytrwały z zdobywaniu jej miłości. Wkrótce przyciąganie między nimi staje się zbyt duże, aby byli w stanie z nim walczyć.

Jednak Brooklyn nie wie, że będzie musiała zmierzyć się z mrocznymi wspomnieniami oraz rozegrać śmiertelną grę w kotka i myszkę z nieprzewidywalnym wrogiem, który czai się tuż za rogiem."


   Na swój sposób brzmi to oryginalnie, jednak z drugiej strony bardzo schematycznie. Każdy zna tę gadkę o zamkniętej w sobie dziewczynie, przystojnym ciachu i wzajemnym przyciąganiu. Ale co z resztą opisu? Ta już ciekawi i zmusza do przeczytania. Tak więc zrobiłam i podzielę się z wami moimi odczuciami.

,,Łapałem je do słoików, gdy byłem chłopcem, patrzyłem na nie przez chwilę, a potem wypuszczałem. Wysiadywałem na łące za domem przez całą noc, czekając, aż się pojawią, czasami na próżno. Ale kiedy w końcu przybywały, to było  po prostu magiczne, wiesz? Jakby znak, że gdzieś czeka na mnie coś więcej i może jeśli będę wystarczająco cierpliwy, zdobędę to."

   Zacznę może od głównej bohaterki tej historii. Brooklyn jest szablonowym typem pięknej, szarej myszki z przebojową przyjaciółką i przejawami choroby dwubiegunowej. Muszę przyznać, że bardzo irytowała mnie ta postać całą powieść i mimo, iż jestem świadoma tego, że jej zachowanie może wynikać z przeżytej w dzieciństwie traumy to nawet tym nie potrafiłam sobie wytłumaczyć jej niektórych zachowań. Kilka razy nawet udało mi się odnieść wrażenie, że ją rozumiem, ale bardzo szybko i efektownie to niszczyła. Jak można w jednej sekundzie coś kochać, a w kolejnej już nienawidzić lub nie lubić z założenia? Być może ja i ona mamy po prostu zupełnie różne charaktery.

,,Finn Chambers była najgorszym rodzajem pokusy - czarujący, atrakcyjny, zabawny i z nieznośnie silną intuicją. Postanowiłam unikać go jak zarazy."

  Za to Finn bardzo przypadł mi do gustu. To postać w stylu mojego muzycznego (i nie tylko) idola Jamiego Campbell Bowera. Czasami miałam wrażenie, że wręcz widzę lub słyszę Jamiego mimo, że ich wygląd jest zupełnie inny. Finn powierzchownie jest sarkastyczny, seksowny i towarzyski, a pod tą fasadą kryje przykre wspomnienia, miłość do natury i niezwykłą wrażliwość. To wręcz mój ideał książkowego przystojniaka. Najchętniej ukradłabym go Brooklyn lecz łączy ich wspaniała historia i nie mam zamiaru ich rozdzielać mimo całej irytacji skierowanej do głównej bohaterki.
Mimo tego, że z dwóch polubiłam tylko jedną postać to muszę przyznać, że autorka i tak bardzo dobrze potrafi pisać postacie. Mowa tu o ich rozbudowanej przeszłości i psychice dzięki czemu z łatwością mogłam się zapoznać i zżyć z bohaterami. Nie są to płytkie postacie lecz ludzie z osobowością, a to bardzo cenię. Oprócz tego ich relacja jest bardzo zgrabnie poprowadzona i cały czas czuć między nimi chemię.

,,Wiem z doświadczenia, że zazwyczaj rzeczy, których najbardziej się boimy, w końcu okazują się dla nas najcenniejsze."

   Jeśli zaś mam powiedzieć o fabule to jest ona i dobra i zła zarazem. Całą książkę utrzymywana jest aura tajemniczości i tylko domyślamy się jaka była przeszłość Brooklyn za pomocą skrawków prześladujących jej snów. Jest to jeden z moich ulubionych sposobów prowadzenia akcji. Jednak zrobiono to dość nieumiejętnie, gdyż już długo przed potwierdzeniem, domyślałam się co się wydarzyło, a kiedy w końcu o tym czytałam, to rzucałam sarkastycznie pod nosem; ,,Łaaał.... W OGÓLE się tego nie spodziewałam. SZOK normalnie...". I ja wiem, że tego typu powieści są schematyczne, ale ta była już do bólu, ponieważ czytałam też inne książki tego gatunku i wiem, że da się ten schemat obejść tak, aby nie przeszkadzał on w odbiorze. Jednak główny zarys jest bardzo ciekawy, a końcówka wręcz wbiła mnie w siedzenie i zaparła dech w piersiach.

,,Niewielu rzeczy nienawidziłam bardziej niż czczej paplaniny: gradu pustych, nic nieznaczących słów, mających za zadanie tylko wypełnić niezręczną ciszę. Jedną z rzeczy, którą trudno było mi zrozumieć u tak zwanych ,,normalnych ludzi", był ich brak umiejętności cieszenia się spokojem. Czy aż tak obawiali się osadu innych, że uznawali za konieczność nieustanny szczebiot podtrzymujący bezpieczną i powierzchowną konwersację? Czy też obawiali się zajrzeć, choćby na krótko, w głębię swego umysłu - naprawdę zbadać własne myśli - ze strachu, że nie spodoba im się, co tam zobaczą? Nie wiedziałam."

   Poza tym jest to powieść pełna wspaniałego i poruszającego przesłania dla nas wszystkich. Definiuje ona w piękny sposób podstawowe uczucia takie jak przyjaźń, miłość, zaufanie, bezpieczeństwo czy tęsknota. Na przykładzie naszej głównej bohaterki tłumaczy jak powinny one wyglądać i kim możemy się stać kiedy jesteśmy z nich obdarci. W pewien sposób jest to urocza historia z nutą smutku i grozy. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że jest to książka warta polecenia jako książka na jeden wieczór, która być może skłoni was do refleksji na temat własnego życia. O ile wcześniej nie wyłysiejecie z irytacji zachowaniami naszej Brooklyn na które zwyczajnie wystarczy przymknąć oko;) Ja oceniam ją jako 6,5/10 i życzę wam miłego wieczoru!

czwartek, 30 sierpnia 2018

,,Dwór Skrzydeł i Zguby" S. J. Mass - jaka jest twoja taktyka na wojnę?


   Witam was moi drodzy w recenzji, która powinna tu być już od miesiąca. Nie czekam już na mój laptop i przemęczę się ze starociem mojej mamy.
,,Dwór Skrzydeł i Zguby" był jedną z najbardziej wyczekiwanych książek ubiegłego roku. Przez długi czas jaki czekano na trzeci tom opowieści z krainy fae, czytelnicy zdążyli wyrobić sobie ogromne wymagania co do tej książki. Przede wszystkim mówiono o tym, że nie może zabraknąć humoru Mass, oczekiwano jeszcze większej ilości intryg oraz historia prosiła się o rozwinięcie wątków niektórych drugoplanowych postaci. Czy tak się stało? I tak, i nie. Bez owijania w bawełnę pozwolę sobie wam powiedzieć, jak wyglądało to z mojego punktu widzenia. Fabuła:

   Zacznijmy od tego, że jak wiadomo z poprzedniego tomu, Feyra zostaje szpiegiem Dworu Nocy na Dworze Wiosny pod przykrywką odzyskania wolności własnej woli. W ten sposób wykrada informacje na temat wrogiego Króla Hybernii, jego położenia, armii i potęgi. Sprawy komplikują się kiedy domniemani przyjaciele poprzez żądze władzy stają się wrogami, a wrogowie, jakby się nawracając - sprzymierzeńcami. W takim układzie Feyra i Rhysand muszą być bardzo ostrożni, a osoby które darzą zaufaniem dobierają bardzo skrupulatnie. Razem starają się odebrać wrogowi jego największą broń - Kocioł, oraz zebrać jak największą armię, aby bronić Prythian i śmiertelników podczas nieuniknionej wojny. Jaki był koszt tego wszystkiego?

- Wytykaj mi głupie posunięcia, ile tylko zapragniesz. W zasadzie to nalegam byś to robiła.
- Dlaczego?
- Bo z tego jest frajda.
   Jak widać zarysowana fabuła brzmi dosyć ambitnie. Niestety właśnie kosztem tej wręcz nierealnej akcji sprzymierzenia wszystkich siedmiu dworów, ucierpiał humor i wątki poboczne Mass. Oczywiście nie mówię, że książka ta była zła, gdyż była świetna. Kilka razy się uśmiechnęłam, kilka razy byłam zszokowana faktami, które wychodziły na światło dzienne i nawet dwa razy się wzruszyłam. Po prostu ta część była trochę gorsza od jej dwóch poprzedniczek. Mianowicie były momenty kiedy dech zapierał mi w piersiach i wręcz pożerałam wartką akcję, ale były też sytuacje, gdzie musiałam się gwałtownie zatrzymać, gdyż autorka zarzuciła mi przed oczy nieco tzw. ,,krindżu". Na przykład proszę wyobrazić sobie wykwintną wspólną kolację na której wszyscy (UWAGA) wytykają na siebie języki...

Ale to jest wojna. Nie stać nas na realizowanie wyłącznie dobrych pomysłów. Możemy wybierać tylko między złymi a gorszymi.

 Oprócz tego Rhysand, którego pokochałam w drugim i pierwszym tomie, w obliczu wojny stracił makabrycznie na charakterze i nie zaobserwowałam u niego tych jego dwóch charakterystycznych stron medalu, czyli od pyszałkowatego i przekomarzającego się księcia po wrażliwego i skrzywdzonego fae, a właściwie dostałam jedną stronę i to taką nijaką. Zresztą tak samo jego relacja z Feyrą, która w tym tomie opierała się bardziej na wzajemnym podnoszeniu na duchu niż pogłębianiu relacji.

Widzę cię całego, Rhysie. i nie ma w tobie niczego, czego nie kochałabym całą sobą.

   Kolejną sprawą do poruszenia jest wątek Luciena i Tamlina, gdzie obaj zostali okrutnie potraktowani przez autorkę. Lucien, który w tym tomie ze względu na jego relację z Elainą powinien być jak najbardziej obecny, został wykopany gdzieś hen daleko poza akcję, a to, czego się o nim dowiadujemy dzieje się właściwie bez jego udziału. Zupełnie tak jakby Mass nie miała pomysłu gdzie umieścić ,,niepotrzebny" element i postanowiła mówić o nim w trzeciej osobie prawie całą powieść. Za to Tamlin naprawdę miał potencjał, a autorka postanowiła zrobić z niego prosto myślącego idiotę-jaskiniowca. Szkoda, gdyż lubiłam tę postać, a przynajmniej ją rozumiałam.

Czekałbym kolejne pięćset, tysiąc lat na ciebie, A jeśli to koniec czasu, jaki dany nam jest razem... warto było.

   Teraz, kiedy skończyłam narzekać, powiem co podobało mi się w tej części. W sumie to generalnie mi się podobała, a niektóre plot-twisty wręcz zrzucały mnie z łóżka. Książka zawiera naprawdę kilka intrygujących lub łamiących serce scen. W przeciwieństwie do Tamlina i Luciena, bardzo dobrze rozbudowane  zostały postacie Mor i Amereny, a Mor wręcz pokochałam, lecz niestety nie mogę powiedzieć wam nic więcej na ten temat. Kamienne serce Nesty także przeszło pewną przemianę na plus, a dziwne zachowanie Elainy tłumaczą kolejne wydarzenia. Poznajemy też trochę ojca Feyry.

   Sumując to może ta recenzja ma dość gorzki wydźwięk, ale nie zapominajmy, że to Mass i żadna jej książka nie jest zła. Po prostu ta jest ciut gorsza niż pozostałe, a ja z niecierpliwością czekam na kolejną część. Jako że pierwsza i druga część otrzymały 10/10 to ta otrzyma 9/10 i najzwyczajniej wam ją polecam mimo drobnego zawodu. Do zobaczenia!

czwartek, 19 lipca 2018

,,Cienie" W. Chmielarza - czyli kto kogo kryje?



   Witam was, kochani, w nowej recenzji na blogu. Tym razem wyrażę swoją opinię o ,,Cieniach" Pana Wojciecha Chmielarza, którą to książkę mam przyjemność zrecenzować dzięki uprzejmości Wydawnictwa Marginesy. Jest to kryminał, czyli gatunek z którym dopiero się zapoznaję. Mimo tego na ile spodobała mi się ta powieść? Zaraz się dowiecie. Teraz podrzucę wam opis:

,,Nowa powieść Wojciecha Chmielarza, laureata nagrody Wielkiego Kalibru.

W Milanówku giną dwie kobiety – córka i konkubina słynnego gangstera. Zastrzelono je z broni podkomisarza Kochana, a on sam znika. Dzwoni jednak do Mortki i prosi o pomoc – ktoś go wrabia.

W tym samym czasie aspirantka Sucha próbuje rozwikłać sprawę nagrania z ukrytej kamery, na którym widać, jak kilku mężczyzn gwałci chłopaka. Zidentyfikowała wysoko postawionych polityków. Wie, że jeśli ujawni nagranie, wszystkiego się wyprą. W dodatku chłopak popełnił samobójstwo. 

Mortka i Sucha postanawiają sobie pomóc – jeszcze nie wiedzą, że ich śledztwa się łączą i że staną oko w oko ze śmiercią. Mnożą się pytania. Komu jest na rękę wina Kochana? Czy przyjaźń między komisarzem i podkomisarzem przetrwa tę próbę? Komu mogą zaufać? Czy można uciec od przeszłości? A może za każdym ciągnie się jakiś cień…"

    Cień... to słowo bardzo dobrze charakteryzuje każdą z postaci w tej książce. Wszyscy, nawet najtwardziej stąpający ludzie po ziemi, w tej powieści noszą na swoich barkach ogromny bagaż przeżyć nie dający o sobie zapomnieć. Dzięki temu postacie są ciekawe, ponieważ stopniowo dowiadujemy się o ich smutnej, kryminalnej lub mrocznej przeszłości. Przeszłości nie tak odległej, gdyż akcja książki rozgrywa się w 2011 roku w naszej stolicy - Warszawie.

    To, że postacie są dobrze wykreowane już ustaliłam. Teraz przejdę do fabuły i prędkości akcji. Sam zamysł, fabuła i powiązanie faktów jest na bardzo wysokim poziome. Wszystko się zgadza, nie zauważyłam żadnych luk, co bardzo mi imponuje zważając na chaotyczny styl pisania autora. Jednak mimo to mam wrażenie, że nie skupiłam się na tej powieści. Wszystko ładnie się wzajemnie układało i burzyło jak w kalejdoskopie, a ja jednak zupełnie straciłam tę nutę napięcia, która według mnie powinna bezapelacyjnie towarzyszyć mi podczas czytania kryminału. Ona po prostu zgubiła się gdzieś po drodze i nie odnalazła. Tutaj chyba obwinić trzeba właśnie tempo akcji i chaotyczny tekst. Po prostu czasami zapominałam kto jest kim, a akcja specjalnie starała się zahaczać o realizm, w którym, jak wiadomo, wszystko idzie dużo wolniej i spokojniej. Dopiero ostateczna akcja i epilog postanowiły wcisnąć mnie w fotel. Ale nie tego oczekiwałam od kryminału. Owszem, mamy tu gangsterów, strzelaniny, seks, gwałty, morderstwa, groźby, szantaże i samobójstwa, ale mimo wszystko poleciłabym tę pozycję bardziej jako coś przyjemnego do czytania wieczorami na tarasie, niż jako budujący napięcie i mrożący krew w żyłach kryminał. Wiem, że teraz brzmi to śmiesznie, ale tak jest. Po prostu po 250 stronach już nawet nie zależało mi tak na rozwikłaniu głównej zagadki, jak na wątkach pobocznych, które na moje szczęście zostały pozakańczane, ale na nieszczęście - potraktowane po macoszemu.

    Wracając do chaotyczności jest jeszcze jedna drobna wada, którą zdołałam zauważyć. W całej powieści znalazłam kilka - może cztery czy pięć zdań, które autentycznie zostały napisane nie ,,po polskiemu". Uznałam właśnie, że należy tu winić ten ,,poukładany" chaos Pana Chmielarza.

   Podsumowując, nie mówię oczywiście, że książka była zła. Była dobra, ale zwyczajnie wymagałam od niej czegoś więcej. Po prosu trochę zawiodłam się po tym, jak bardzo podobała mi się ,,Kasacja" Remigiusza Mroza. Jeśli szukacie czegoś do przeczytania dla przyjemności i satysfakcji to oczywiście wam jej nie odradzam, a wręcz polecam. Jednak jeśli szukacie czegoś. przy czym będziecie sobie rwać włosy z głowy, to sięgnijcie po coś innego. Ja oceniłam ją jako 6,5/10. Pozdrawiam was serdecznie i do zobaczenia!

wtorek, 10 lipca 2018

Jak poszedł mi #7readup?





    Witajcie kochani! W niedzielę zakończył się  #7readup u Wybredna Maruda. Wybrałam dla siebie opcję hardcorową, ale jak mi poszło? Według mnie fatalnie! Nie będę oszukiwać, ani was, ani siebie i od razu powiem, że wcale nie siedziałam przez miniony tydzień z nosem w książce. Dlatego mój wynik wcale mnie nie zadowala, ale czemu się dziwić.

Moje moje plany na poszczególne kategorie prezentowały się tak:

1. Rzadki gatunek: ,,Cienie” pana Chmielarza, gdyż mimo iż na półce mam tego gatunku dużo to coś w kółko go omijam wybierając dobrze znane fantasy lub młodzieżówki.

2. Dokończ rozpoczętą serię: ,,Batawe” Augusty Doucher, gdyż ta książka wręcz krzyczy z półki, abym ją przeczytała i zakończyła tę serię.

3. Bądź na czasie: ,,Przebudzeni bogowie”, ponieważ mimo iż książek mam dużo, ta chyba jest najnowsza.

4. Lektura: ,,Kordian cz.1"

5. Polecane przez lubimyczytać.pl - ,,Call me by your name”

6. Coś co odkładam - wpasuje się tu wspomniane ,,Batawe”

7. Nowy autor -  wpasuje się tu ,,Cienie”

8. Jedna książka na jedno posiedzenie - ,,Kordian cz.1", gdyż jest krótki.

9. Zachęcić kogoś do czytania

   Podsumowując naliczyć tu można pięć książek, z czego przeczytałam dwie i pół, a wykonanych wyzwań jest 6. Może to nie wielka tragedia jednak liczyłam na podołaniu wszystkim wyzwaniom. No i w dodatku nie dobrnęłam nawet do 7 cm z wersji light, gdyż mój wynik to 5,5 cm.
Książki, które przeczytałam to: ,,Kordian cz.1" (2 wyzwania), ,,Cienie" (2 wyzwania) oraz połowę ,,Call me by your name" (1 wyzwanie, chociaż myślę, że przeczytałabym całą, gdybym nie czytała po angielsku).
Oczywiście podbiłam sobie wynik zachęceniem kogoś do czytania co daje mi kolejne wypełnione zadanie.

   A jak poszło wam w tym roku? Lepiej? Gorzej? Może podobnie? Podzielcie się w komentarzach!

     Ja natomiast postaram się bardziej przyłożyć do tego w przyszłym roku, chociaż myślę, że łatwiej mi nie będzie, gdyż maraton 24h jest dla mnie praktyczniejszy niż 7 dni czytania. Po prostu, gdy myślę o 24 godzinach to już układam sobie plan zarwania nocki, krótkiej drzemki i wydaje mi się to po prostu bardziej realnie, niż gdy myślę o całych siedmiu dniach. Mam wtedy nastawienie, że: ,,Hej, przecież nie będziesz nie spać cały tydzień, a już z pewnością nie dasz rady odciąć się od świata i znajomych. " - nie wiem czy ktoś z was też miał takie odczucia. I oczywiście nie neguję tutaj całego tego wydarzenia, jednak stwierdzam, że chyba się do tego nie nadaję 😂 Ale spokojnie, ze sobą trzeba walczyć i za rok też wezmę w tym wydarzeniu udział❤ Oprócz tego chciałam pozdrowić i podziękować Wybrednej Marudzie za zorganizowanie tego maratonu! Mam nadzieję, że poszło wam lepiej.

Do zobaczenie niebawem w recenzji ,,Cieni"!

niedziela, 1 lipca 2018

,,Dwór Mgieł i Furii" S. J. Mass - miłość jest lekiem czy trucizną?




   Witam wszystkich w recenzji drugiego tomu wspaniałej serii Sary J. Mass. Mowa tu oczywiście o ,,Dworze Mgieł i Furii", który to słuchając waszych opinii miał powalić mnie na łopatki i być milion razy lepszy od pierwszego tomu. Czy tak się stało? Niektórzy z was już pewnie wiedzą. Załączam opis:

,,Między światłem a ciemnością
Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii Dwór cierni i róż
Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie.
Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeńtwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina - Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że... to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić?
Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie.
Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii Dwór cierni i róż! Nie zaśniesz, nim nie odkryjesz wszystkich sekretów!"


    Oj, tak. Ten opis jest szczery do bólu. Nowa - gdyż odeszliśmy już od nawiązania do baśni o Pięknej i Bestii - teraz autorka kreuje dalsze losy bohaterów zupełnie sama. Jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa - owszem i to jak. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że z każdą stroną ciemność otula mnie jeszcze bardziej, a co do zmysłowości to absolutnie nie będę zaprzeczać. Przy scenach, które znajdują się w tej powieści wszystkie sceny erotyczne Cassandry Clare (nawet próba gwałtu) to subtelne softy! Pojawia się też tutaj niestety jedno ,,ale", gdyż mimo, że sceny bardzo mi się podobały to ,,rozpadanie się na milion kawałeczków" rodem z Greya wyszło przy tych pięknych uczuciowych i namiętnych opisach bardzo słabo :/
Co do barku snu podczas czytania to absolutna prawda!  Od książki wręcz niemożliwe jest się oderwać, gdyż cały świat jaki znaliśmy z ,,Dworu Cierni i Róż" został odwrócony o 180 stopni i postacie czy Dwory, które tam kochaliśmy teraz nagle trafiają na czarną listę i na odwrót. Cały ten świat skrywa wiele sekretów i dopiero w drugim tomie zauważamy, że całe nasze otoczenie z pierwszego tomu tej historii było bezczelną iluzją, gdyż znaliśmy wszystko tylko z jednej perspektywy - ba! A może w drugim tomie też jesteśmy oszukiwani? Dążenie do odkrycia prawdy naprawdę może spędzić nam sen z powiek.

,,Byłem torturowany, bity i rżnięty tak długo, aż tylko ciągłe przypominanie sobie, kim jestem, co muszę chronić, powstrzymywało mnie bod znalezienia sposobu  zakończenia tego wszystkiego. Proszę... pomóż mi zapobiec powtórzenia tej historii. Pomóż Prythianowi."

    Oczywiście i w tej części Dworów nie zabrakło nam wspaniałych postaci do pokochania, a numerem jeden tej książki jest... uwaga, uwaga... RHYSAND! Ogromne zaskoczenie, nieprawdaż? To postać tak złożona, tajemnicza, wytrwała, honorowa, czuła, piękna, wspaniała, zabawna (uwaga, bo mogę tak do wieczora), wrażliwa, odważna, silna, ironiczna i zmysłowa, że nie sposób go chociaż nie polubić! Trafia na jedno z pierwszych miejsc na liście moich książkowych mężów. Nie zabrakło również dwóch innych tajemniczych ciasteczek do wyboru - Kasjan i Azriel - są wręcz uroczy w tej swojej mroczności. Co do nowych postaci żeńskich to wręcz ubóstwiam Mor - gdyby Bóg obdarzył mnie choć ciut większym talentem rysowniczym to pewnie już narysowałabym ją w jej czerwonej sukni ze złotymi klamrami. Tak więc postacie są wspaniałe!

,,Złość, szyderstwo... To lepsze niż nieodczuwanie niczego."

    W tej części dowiadujemy się również dużo więcej o polityce i zasadach panujących w Dworach fae. Wszystkie intrygi i komplikacje, jak można się domyśleć są dużo bardziej zawiłe niż jakby sprawa miała się u śmiertelników, przez co magiczny świat wręcz porywa nas w swoje odmęty.

,,Myślę, że byłam samotna, pozbawiona nadziei i mogłam się zakocha w pierwszej istocie, która okazała mi choć trochę dobroci i zapewniła choć trochę bezpieczeństwa. Myślę też, że on zdawał sobie z tego sprawę... doskonale, ale może chciał być taką osobą dla kogoś. I może to wystarczyło tej. którą byłam przedtem. Może nie starcza tej, którą... kim jestem teraz."

   W tej części podoba mi się to, że nie zauważam tyle podobieństw to innych serii jak było to w przypadku pierwszej części, co świadczy o tym, że tak jak mówiłam, autorka postawiła na kreowanie własnego świata i własnych pomysłów. Jak najbardziej jest to zaleta tego tomu.

,,Są różne rodzaje ciemności. Jest ciemność, która przeraża; ciemność, która koi; ciemność, która daje odpoczynek. Jest ciemność kochanków i ciemność skrytobójców. Staje się tym, czym jej nosiciel chce, żeby się stała; czym potrzebuje, żeby się stała. Sama z siebie nie jest ani zła, ani dobra."

   Oprócz poznania bliżej Rhysanda, poznajemy też jego Dwór - Dwór Nocy, a w tym również serce tej krainy - Velaris. Nie mogłam go nie wspomnieć, gdyż jest to miejsce, które nadaje całej powieści ten niezwykle magiczny klimat. Po prostu gdybym mogła, to chciałabym tam zamieszkać i każdego dnia kochać je jeszcze bardziej."

,,Za gwiazdy, które słuchają. I marzenia, które się spełniają."


      Słowem zakończenia chciałabym tylko powiedzieć, że ,,Dwór mgieł i Furii" tylko utwierdził mnie w uczuciach do tej serii, którą po prostu kocham. Mam wielką nadzieję, że trzeci tom mnie nie zawiedzie, gdyż to co wydarzyło się na koniec drugiego tomu doprowadziło mnie do palpitacji - to była kompletna miazga!
Tę część również oceniam jako 10/10 + dodaję dodatkowy milion za Rhysanda i Dwór Nocy.

,,Prawda jest niebezpieczna, Prawda jest wolnością. Prawda potrafi łamać, naprawiać i spajać."

,,Miłość - miłość mogła być zarówno lekiem, jak i trucizną."

Dziękuję za przeczytanie i zapraszam do dzielenia się odczuciami w komentarzach. Do zobaczenia!

sobota, 30 czerwca 2018

,,Dwór Cierni i Róż" S. J. Mass - ile jesteś w stanie poświęcić w imię miłości?





   Witam wszystkich w nowej recenzji na moim blogu. Dziś na tapetę idzie książka, która niestety dość długo czekała na półce. Niestety, gdyż od razu wam powiem to, co nie jest już dla was tajemnicą (przynajmniej dla tych, którzy obserwują mój bookstagram) - kompletnie zakochałam się w tej serii! Odwrotu nie ma i bardzo żałuję, że zwlekałam tyle miesięcy z przeczytaniem tej książki. Zacznę jednak od początku.

,,Tutaj nawet własne zmysły mogą próbować cię oszukać"


    Książką, o której mówię jest - jak nie sposób nie zauważyć po tytule i zdjęciach - ,,Dwór Cierni i Róż” Sary J. Mass. Wokół tej książki, ba - całej tej serii - bookstagram huczy od samego początku i nie przestaje. Ma ona całe rzesze fanów, przez co moje zaciekawienie tą pozycją tylko rosło, jednak bałam się, że mi się nie spodoba. I co wtedy? Musiałabym chyba odwrócić się plecami do całej książkowej społeczności - oczywiście mówię to w żartach. Tak więc zaintrygowana całym tym szumem wokół nowej serii Mass wzięłam się w końcu za czytanie. Podrzucam opis jeśli jeszcze ktoś go nie zna:


,,Co może powstać z połączenia baśni o Pięknej i Bestii oraz legend o czarodziejskich istotach?

Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.

Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.

Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?

Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya…"



    Co można wywnioskować z opisu? Mamy mroczną i poszerzoną o politykę oraz świat przedstawiony wersję baśni o Pięknej i Bestii. Mamy też mur rodem z ,,Gry o Tron” oraz znany nam powszechnie rasizm. Od siebie dodam, że intrygi jak u Cassandry Clare komplikują to wszystko jeszcze bardziej. Ta mieszanka może przyciągnąć lub przerazić. Mnie dotknęły obie te rzeczy na raz jednak po przeczytaniu wiem, że wszystko to zostało zrobione z wielkim smakiem i nic nie mogłabym nazwać bezczelną kopią czy nudnym schematem. ,,Dwór Cierni i Róż” to według mnie obowiązkowa pozycja dla miłośników fantasy. Powieść ta wciągnęła mnie tak mocno, że nie miałam ochoty na nic innego niż chłonięcie kolejnych rozdziałów tego cudeńka. Z ciężkim sercem przerywałam ją, aby wyspać się na kolejny dzień szkoły czy też zakończenie roku, więc domyślacie się pewnie, jak ciekawa jest ta książka.

,,W lesie piękno nie ma żadnego znaczenia."
    Dla mnie świat przedstawiony w tej powieści to rozbudowana o ilość dworów i obyczajowość kraina prawdomównych fearies C. Clare przed powstaniem Nocnych Łowców. Kraina ta jest równie tajemnicza, intrygująca, magiczna i nieprzewidywalna jednak jej wyjątkowość warunkuje kreatywne rozwinięcie baśni, którą zna każdy od dziecka. W dodatku postacie stworzone przez autorkę są wspaniałe, realistyczne, na swój sposób ludzkie i naturalne. Znajdziemy zarówno postacie okrutne, chciwe i ociekające ironią jak i te miłe, pomocne i wytrwałe, jednak nie wszyscy są tacy czarno-biali. Większość jest raczej czarna niż biała lub raczej biała niż czarna. Sarah J. Mass sprawiła, że potrafimy znaleźć zrozumienie zarówno dla postaci  złych jak i dobrych co jest według mnie wielkim sukcesem, gdyż nawet nie potrafię zliczyć ile razy w jakiejś randomowej książce postać była zła BO TAK. Tutaj znamy motywy i potrafimy choć w części zrozumieć dlaczego ktoś stał się takim jakim jest.

,,Magia... W s z y s t k o  wokoło było magią i wprost raniło mi serce."

    Poza ogólnym uwielbieniem co do świata stworzonego prze Sarę J. Mass to chciałabym również wyrazić to, że pokochałam główną bohaterkę(CUD!) i Bestię. Nawet kiedy Feyra mogłaby mnie zirytować swoim zachowaniem to myślałam sobie wtedy - hej, może zrobiła głupio, ale ja też chyba postąpiłabym podobnie w tej sytuacji. Tak więc wybaczam jej te nieliczne momenty. Co do Bestii... piszę tę recenzję po przeczytaniu już drugiego tomu i wiem, że bardzo kochałam go po pierwszym tomie, ale TERAZ wiem, że był to OLBRZYMI błąd, a to boli. 


   Przyszedł czas, aby podsumować tę powieść jednak rozpisywać się nie będę, a powtórzę to co wcześniej. Po prostu - jeśli jesteście gotowi na mroczne, klimatyczne i kreatywne rozszerzenie baśni o Pięknej i Bestii podszyte mnogością intryg, zwrotów akcji i tajemnic to historia idealnie dla was! Ja oceniłam ją na 10/10❤ i myślę, że trudno będzie jakiejkolwiek innej książce przebić ją w tym roku. W dodatku obawiam się, że Cassandra Clare ma konkurencję na mojej półce chwały. Do zobaczenia w kolejnej recenzji!

niedziela, 17 czerwca 2018

,,Niedźwiedź i słowik" K. Arden - daj się pochłonąć baśniowej historii


    Witam! Dzisiaj zrecenzuję dla was książkę, o której wcale nie tak dawno było bardzo głośno, a ja sama wstawiłam z jej udziałem mnóstwo zdjęć (okładka jest wprost obłędna!). Jak po tytule widzicie mowa tu o ,,Niedźwiedziu i słowiku" Katherine Arden. Jednak okładka i tytuł powieści mogą wprowadzać nas w błąd każąc nam sądzić, że jest to historyjka dla dzieci. Nic bardziej mylnego! Jeśli czytałbyś tę książkę swojemu dziecku do poduszki to nocą śniłyby mu się koszmary i sam
nastraszyłbyś swoją pociechę nie gorzej niż opiekunka młodego Starka w pierwszym sezonie ,,Gry o tron". Teraz przejdźmy do opisu tej powieści:

,,Na dalekiej Rusi, na skraju pustkowia, zima trwa przez większą część roku. Podczas długich wieczorów Wasilisa i jej rodzeństwo słuchają bajek, które opowiada im niania. Wasia uwielbia zwłaszcza historię o Mrozie, błękitnookim demonie zimy. Mądrzy Rosjanie boją się go, gdyż zabiera zbłąkane dusze, wierzą także w istnienie duchów chroniących ich domostwa przed złem.

Pewnego dnia osowiały ojciec Wasi przywozi z Moskwy nową żonę. Fanatycznie nabożna macocha zakazuje rodzinie składania ofiar domowym duchom. Na wioskę zaczynają spadać kolejne nieszczęścia, a zło z lasu podkrada się coraz bliżej. By obronić rodzinę przed niebezpieczeństwem, Wasilisa przywołuje swoją skrywaną dotąd magiczną moc...

Przepiękna mroczna baśń dla dorosłych, nie tylko tych, którzy lubią magię."


   Standardowo zacznę od fabuły tejże baśnio-powieści. Chcę, aby moje recenzje były jak najbardziej wiarygodne, a więc będę mówiła szczerze. Początkowo klimat tajemniczości i magii porwał mnie w swoje objęcia tak, że nie byłam prawie w stanie przestać czytać, ale musiałam to robić - oceny na koniec roku same się nie poprawią. Potem musiałam na termin przeczytać inną książkę przez co kompletnie wybiłam się z rytmu. Dodatkowo wątek na który trafiłam po powrocie do lektury był dla mnie nieciekawy i nudny, a cała powieść wydawała mi się przereklamowana. Mimo to czytałam dalej i dzięki temu przełamałam lody - historia znów nabrała tempa, a to co działo się w świecie przedstawionym było dla mnie sprawą życia lub śmierci. Książka do samego końca trzymała mnie przy sobie tym bardziej, że atmosfera magii i baśniowości nie pozwalała się wypuścić z rąk! Jestem ciekawa czy gdyby nie ta przerwa w czytaniu nie połknęłabym całej tej książki na kilku posiedzeniach.

,,Pomagałam, jak mogłam, i zyskałam tylko ludzką nienawiść.'

   Główna bohaterka tej książki - Wasilisa, chociaż wolę wersję Wasia, gdyż nie wiedzieć czemu cały czas przekręcałam jej pełne imię na Wasillę - to ten charakter, który osobiście bardzo lubię. Odważna, mądra, wytrwała i w pewnym sensie dzika. Dzięki takiej gamie cech postać w ogóle nie była nudna czy irytująca, a jak działała to zawsze wiedziała co robi. Polubiłam także z całego serca jej nianię Dunię i brata Aloszę. Nie mogę tego powiedzieć niestety o jej macosze Annie Iwanownie i o popie Konstantym, w których irytował mnie każdy cal ich istnienia, ale to miały być takie postacie. Poza ludźmi warte wspomnienia są również baśniowe istoty, które bardzo przypadły mi do gustu, a w szczególności czarty domowe. Autorka w świetny sposób uchwyciła ich charaktery i związane z nimi baśnie co na przykład w przypadku opowieści o Mrozie mogłam dostrzec - niektóre z tych baśni znałam z dzieciństwa. Kreowanie i łączenie postaci to mocna strona Pani Arden.

,,Lepiej wierzyć, że wszystko jest prawdziwe."

  Uważam, że ostanie zdanie opisu należące do Library Journal świetnie opisuje całą powieść. Klimat Rosji, jej folklor i obyczajowość ukazana jest za pomocą ich baśni, czyli historii przekazywanych sobie z dziada pradziada kolejnym pokoleniom. Sama mam zamiar podstępem przemycić tę książkę pięć lat młodszej siostrze. Może jakimś cudem się uda? Bardzo chciałabym ją przekonać do tej pozycji tak samo jak chciałabym przekonać was do przeżycia tej niezwykłej przygody w skutej lodem Rosji. A może przekona was stwierdzenie, że książka w sam raz nada się dla ochłody w letnie upały? (udało mi się?😂) Ja to baśniowe cudeńko oceniłam na 9/10 i mam nadzieję, że spodoba wam się równie mocno jak mi!

niedziela, 27 maja 2018

,,Spętani przeznaczeniem"V. Roth - a czy ty wierzysz w los?


   Witam, dziś przekażę wam moją opinię na temat najnowszej książki Veroniki Roth, czyli drugiego tomu jej nowej serii (nie czytałam pierwszego, ale zostałam przekonana, że nie trzeba - rada dla was - lepiej przeczytać także pierwszy). Polska premiera książki miała miejsce 23 maja, więc jest już dostępna w księgarniach, a ja powiem wam czy warto szykować portfel na jej zakup. Zacznijmy standardowo od opisu:

Akos – syn narodu miłującego pokój i Cyra – zabijająca dotykiem, siostra bezwzględnego tyrana, który zmusza ją do zadawania bólu a nawet śmierci swoim politycznym przeciwnikom.  Życiem tych dwojga od narodzin rządzi przeznaczenie, a raz wypowiedziane przez wyrocznie losy stają się nieodwracalne. Ludy, do których należą, rywalizują i walczą o władzę na planecie Thuhve, w odległej galaktyce. Pewnego dnia  Akos zostaje brutalnie porwany. Od tej pory ma służyć Cyrze. Między dwojgiem, których więcej zdaje się dzielić niż łączyć, rodzi się uczucie, wymagające przebaczenia. W odzyskujący spokój świat wkraczają jednak demony przeszłości. Tyran – ojciec dziewczyny uważany za martwego – powraca z kosmicznej wędrówki, by zniszczyć życie mieszkańców planety.

   Szczerze powiedziawszy opis skraca nam tylko pierwszy tom, a nie spoileruje nic z drugiego, co można zapisać naprawdę na plus. Poza tym myślę, że sam opis bardzo zachęca do przeczytania całej serii, gdyż nie wygląda nudno czy też szablonowo. I rzeczywiście tak nie jest. Gdy tylko otworzyłam pierwsze strony książki, zostałam wręcz wrzucona w wir wartkiej akcji, której niestety w ogóle nie pojmowałam poprzez brak znajomości pierwszego tomu. Jednak do takich luk przydają się zaprzyjaźnieni książkoholicy, którzy chęcią przyjdą z pomocą. Kiedy już zostały objaśnione mi podstawowe fakty, książka stała się dla mnie jeszcze ciekawsza. Zaczęłam chłonąć ją strona po stronie nie mogąc przestać myśleć o dalszym biegu wydarzeń - może w samym chłonięciu przeszkadzały mi tylko dwa czynniki, ale o tym później - ponieważ jeśliby je pominąć to jaki czytelnik szukający przygód mógłby oprzeć się zgłębieniu intryg odległej galaktyki? Jednak, gdy starałam się rozwiązać na własną rękę jedną z nich, nastąpił ogromny plot twist, godny intryg niczym spod pióra Cassandry Clare. Innymi słowy - nudzić się nie można.

,,Tak jak każdy może kogoś kochać i nienawidzić, tak my kochamy i nienawidzimy naszych losów, Wierzymy w nie i jednocześnie nie wierzymy."
   Nawiązując do cytatu powrócę do losów. Nie czytałam jeszcze ,,Niezgodnej" mimo tego, że stoi u mnie na półce już chyba z rok, ale w nowej serii na pewno podoba mi się to, że autorka postawiła na wykreowanie nowego świata i zasad nim rządzących. W tym przypadku niektóre rodziny zostały obdarzone losami poprzez wyrocznie, a rodziny te są zazwyczaj wpływowymi rodzinami z różnych planet. I tutaj pojawia się właśnie jedno z pytań przewodnich powieści, a zarazem uniwersalne dla nas wszystkich - ,,Jesteśmy kowalami własnego losu, czy marionetkami siły wyższej? Jaki mamy wpływ na własne życie i czy można wierzyć w przeznaczenie?" Powieść ta stawia nam niemal filozoficzne pytania i skłania do zastanowienia nad nimi, a nie robi tego bezpośrednio co bardzo cenię w każdej książce.

,,Śmierć nie jest jedyną karą, jaką można wymierzyć ludziom. Można też zafundować im koszmary.

   Chciałam teraz opowiedzieć wam o postaciach, ale skoro jesteśmy już przy koszmarach to powiem wam co przeszkadzało mi w odbiorze tej książki. Jest to niestety niepotrzebny zabieg autorki polegający na zmianie osoby przy zmianie perspektywy. Już tłumaczę. V. Roth postanowiła przedstawić nam historię za pomocą czterech różnych perspektyw - jedna jest podwójna, ale to nieistotne - z czego perspektywa Cyry i Cisi napisana jest pierwszoosobowo, a Akosa trzecioosobowo. Nie rozumiem tego zabiegu, gdyż nie wniósł on nic poza trudnością przestawienia się na inna narrację w kolejnych rozdziałach. Jednak to chyba tylko tyle z tego co mogę wytknąć tej książce.

,,Ten kto poszukuje bólu zawsze go znajdzie."

   To o postaciach opowiem wam teraz w skrócie. Nie będę ich nawet rozdrabniać. Każda z postaci ma swój charakter i pewną dozę tajemniczości. Nie sposób wrzucić ich do jednego worka nawet jeśli przedstawiają tę samą grupę społeczną, rodzinę czy planetę, ponieważ mimo, że łączą ich pewne cechy to każda postać jest inna i na swój sposób wyjątkowa. Poza tym raczej nikt mnie nie irytował, a to jest duży sukces.

   Kończąc mój wywód chciałam wam polecić tę książkę i jednak skłonić wasze portfele do jej kupna. Ja oceniam ją jako 8,7/10❤ i mam nadzieję, że udało mi się was do niej zachęcić, albo chociażby zainteresować nią miłośników fantasy. Do zobaczenia!


wtorek, 22 maja 2018

WTK 2018 - wrażenia z pobytu





   Witam! Dziś podzielę się z wami moimi wrażeniami z WTK, na których byłam dwa dni - w piątek i sobotę 18/19.05.


   Były to moje drugie targi książki w życiu jednak pierwsze w Warszawie, przez co byłam równie podekscytowana jak za pierwszym razem. Na pierwszy dzień jechałam prosto z domu pociągiem o 7:40 razem z Martą z profilu @martuubooks. Zobaczyłyśmy się dopiero, gdy wysiadłyśmy z pociągu i stamtąd pojechałyśmy prosto na Targi.

   Targi Książki to dla mnie wielkie wydarzenie, które tym razem - w przeciwieństwie do poprzedniego <link> - planowałam już kilka miesięcy przed, zaczynając oczywiście od noclegu.

   Tym razem spokojnie wysłałam maila z zapytaniem o blogerską wejściówkę, ale jak to ja - oczywiście zapomniałam jej wydrukować i znów musiałam pozostać z prowizoryczną  etykietką napisaną od ręki na kawałku papieru. Może na kolejne się bardziej postaram 😂 Przynajmniej dla większej rozpoznawalności ubrałam się jak na zdjęciu profilowym, haha.



   To teraz spróbuje w skrócie opisać piątek. Na targach nie byłam od samego początku, ponieważ dopiero około 12, więc kolejek do wejścia już nie napotkałam. Razem z Martą weszłyśmy zadowolone na piętro z najbliższymi stoiskami i jakże wielkie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że to nie to piętro gdzie chodzi się dookoła stadionu.Sytuację opanowałyśmy poprzez przejście trybunami na górę (teraz wiem,że była przecież winda i ruchome schody...). Jako, że pokój wynajmowałyśmy w czwórkę razem z Mają @may.lostinlibrary i Magdą @magotterin to ich pierwszych szukałyśmy, ale po drodze spotkałyśmy się również z moim kochanym Kubusiem @poeta_introwertyk, jego chłopakiem i dziewczynami z bookstagramów: kochana Ania za którą już tęsknię z @notalwaysbooks, Patrycja ze @smallbigshelter@storiadelibro i wspaniała Alicja z którą razem kochamy Jamily @polecamgoodbook. A! I jakże mogłabym zapomnieć o mojej najlepszej (samotnej, żeby bestselerów nie obrazić haha) youtuberce KulturalnaSzafa ❤





   Potem przy stoisku Czwartej Strony spotkałam takie gwiazdy jak: @booksunset@kredziaczyta@brakpomyslu_ i @magical_reading i Okoń w sieci.



Oceniając pierwszy dzień mam do powiedzenia tyle, że atmosfera na targach była cudowna, a tłumy niezbyt wielkie, więc przyjemnie chodziło się wokół stadionu.


   Wieczorem zaczęłyśmy się zbierać z dziewczynami i dzięki nawigacji dotarłyśmy jakoś do hostelu. Mimo zmęczenia długo rozmawiałyśmy jeszcze zanim poszłyśmy spać.


   Kolejnego dnia wstałyśmy dosyć wcześnie jak na to, że targi rozpoczynały się o godzinie 11, gdyż dziewczyny śpieszyły się do autorek po podpisy. Ja tych książek nie czytałam, więc nie musiałam się stresować, ale jak już wychodziłyśmy to wszystkie.


   Gdy dotarłyśmy na Targi w środku były już takie dzikie tłumy, że ciężko było się poruszać i oczywiście nie obyło się bez kłótni w kolejkach ,,bo przecież pan A nie wpuści do kolejki pani B, bo on stoi 30 minut, a ona 20". Na samych targach lepiej nie było, ponieważ praktycznie cały dzień było tyle samo ludzi. W sobotę nie bardzo zadziałała również organizacja Targów, gdyż najważniejsi autorzy tego wydarzenia byli praktycznie w tych samych godzinach jednego dnia, gdzie w piątek czy niedziele praktycznie nie było co robić poza wydawaniem całego dorobku na książki. Kolejki do autorów często ustawiały się również w miejscach największego zwężenia korytarza przez co czasami praktycznie niemożliwe było przeciśnięcie się dalej.

   Tego dnia spotkałam również: @bookspacepl z którą nareszcie mamy wspólne zdjęcie, @_olgcia_, @bookytale i @agata_readsz którymi w sumie mogłam dłużej porozmawiać, Papierową Embers która zdradziła mi niezłego lifehacka na recenzje, kochaną @natbooks, twórczyni pięknego bookstagrama @bookshunterx@xalun czyli moje mango, cudowną Emilkę z @weznieczytaj i Martę z @luellexx, również przemiłą i chyba kojarzącą mnie Maję K, Pawła42 i moje najlepsze na świecie Bestselerki!


















   Wiem, że się o was rozpisałam, ale to własnie wy jesteście dla mnie najważniejszym punktem na targach i to nie są wcale autorzy czy książki. Te spotkania są niezwykle ekscytujące i naprawdę miło mi jeśli ktoś z was mnie rozpozna i podejdzie porozmawiać czy zrobić zdjęcie. Daje mi to ogromną motywację i przypominam sobie o tym w chwilach słabości, czyli na przykład wtedy, gdy instagram ucina mi zasięgi. Niestety nie udało mi się spotkać z wami wszystkimi,ale myślę, że jeszcze na pewno będziemy mieli okazję.



   Teraz pokażę wam moje targowe łupy, przez które wróciłam do domu jako bankrut, ale po prostu nie mogłam się oprzeć!
Ps; Tutaj chciałam zwrócić uwagę na to, że mimo promocji na Targach nie jest wcale tak tanio i mimo wszystko lepiej kupować w księgarniach internetowych. Sama o tym dobrze o tym wiedziałam, ale chęć zakuou była silniejsza ode mnie😂


   Podpisaną książkę mam tylko jedną w tym roku, a jest to autograf Sylwii Winnik w ,,Dziewczynach z Auschwitz".


   Na koniec porównam dla was KTK z WTK, gdyż ktoś zapytał mnie o to na bookstagramie i uznałam, że to jest dość ciekawy temat. Jeśli ktoś pamięta to na KTK byłam w sobotę, więc porównam KTK z sobotnim WTK. Żeby już na wstępie rozwiać wasze wątpliwości powiem, że oceniam je równo. Oba wydarzenia mają swoje wady i zalety. Na przykład według mnie na KTK była zdecydowanie lepsza organizacja co do autorów i ich miejsc spotkań, ale ludzie zachowywali się naprawdę okropnie przepychając się wąskimi alejkami. WTK natomiast w sobotę kompletnie nawaliło organizacyjnie jeśli chodzi o czas i miejsce spotkań, ale ogółem miejsce Targów było o wiele lepsze i przestronniejsze.


   Chyba już wypowiedziałam się o wszystkim związanym z Targami na co chciałam zwrócić uwagę i wam przekazać. W weekend postaram się zmontować dla was targowo-pyrkonowego vloga na kanał i wtedy będziecie mieć okazję zobaczyć ciut więcej. Do zobaczenia!

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia