czwartek, 1 lutego 2018

,,Głębia Challengera" N. Shustermana - o głębi naszych umysłów.


,,Najstraszniejsze ze wszystkiego jest to, że nigdy nie wiesz, w co nagle zaczniesz wierzyć."

   Witam was moi drodzy tego zimowego wieczoru. Dziś dowiecie się jaką mam opinię na temat książki, którą czytałam przez miesiąc - tylko i wyłącznie z mojej winy, a nie książki - a otrzymałam ją dzięki życzliwości wydawnictwa YA. Mowa tu jak widać po zdjęciu i tytule postu o ,,Głębi Challengera" Neala Shustermana. Warto dodać, że Neal Shusterman jest autorem wielu bestsellerów, w tym ,,Kosiarzy", których bardzo chciałabym przeczytać w przyszłości, a ,,Głębia Challengera" tylko mnie w tym utwierdziła... ups... właśnie wydałam wam, że polecam tę pozycję... W sumie i tak nie miałam zamiar długo trzymać was w niepewności, ponieważ od dawna dawałam wam znaki na bookstagramie, że to książka godna uwagi. Teraz tylko to potwierdzam. O reszcie opowiem wam później, a tymczasem daję wam opis zamieszczony na lubimyczytac.pl


Niepokojąca podróż przez głębię ludzkiego umysłu. Opowieść o chłopcu, który powoli pogrąża się w chorobie psychicznej. 

Caden Bosch jest rozdarty między tym co widzi, a tym, co wie, że jest prawdziwe. Ma paranoje i halucynacje. Jest zdolnym uczniem liceum obdarzonym artystyczną wrażliwością, jednak coraz częściej wydaje mu się, że bierze udział w misji badającej Głębię Challengera, najgłębiej położonego punktu Rowu Mariańskiego (10 994 metrów pod poziomem morza). Jest świadomy, że jego świat się rozpada i coraz bardziej przerażony, że powoli przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co ułudą. Rodzina i przyjaciele dostrzegają zmiany w jego zachowaniu i zaczynają się poważnie niepokoić. Zostaje przyjęty do szpitala psychiatrycznego i poddany leczeniu. Teraz to personel medyczny staje się załogą statku ku zdrowieniu.

Wnikliwa i niezwykle realistyczna, poruszająca i nie dająca spokoju powieść powstała na podstawie osobistych przeżyć autora, którego syn Brendan cierpi na chorobę umysłową.


   Zapewne domyślacie się co tak bardzo ujęło mnie w opisie tej książki. Mam hopla na punkcie chorób psychicznych oraz psychologii. Dlatego też miałam ogromne wymagania co do książki tego typu. Bardzo ucieszyło mnie więc ostatnie zdanie tego opisu. Może to straszne, ale dzięki temu wiem, że autor książki nie wyssał sobie wszystkiego z palca, a jej bohater umrze na końcu bez jakiegokolwiek sensu. Jednak żeby było jasne nikomu nie życzę choroby psychicznej. Cieszę się, ponieważ wiem, że dzięki temu autor miał doświadczenie oraz pełen zakres wiedzy do napisania tej powieści. Mógł wspierać się również na opiniach i radach specjalistów, którzy zajmowali się jego synem podczas choroby i są wymienieni w podziękowaniach na pierwszych stronach książki. Mając taką bazę zabrałam się za czytanie tej lektury.

,,Czyż to nie wspaniale, że trawniki w sąsiedztwie będą miały zdrowe zęby?''

,,Powiadam ci, wszystko, co okropne, ma też piękną stronę."

   Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas czytania tej książki to zupełne rozdwojenie jaźni bohatera. Nie wiedziałam nawet co jest tekstem głównym, a co schizofrenicznymi jawami bohatera. Autor rzucił nas na głęboką wodę, ale to celowy zabieg. Dopiero gdy Caden trafia do szpitala psychiatrycznego zaczynamy dostrzegać lekkie podobieństwa świata realnego do świata wytworzonego przez umysł chłopka. Powoli kojarzymy ludzi z ,,pokładu" z ludźmi w realnym świecie co jest zrobione tak dobrze, że nie mam słów by to opisać. O tożsamości kolejnych osób dowiadujemy się bardzo powoli - do tego stopnia, że o tym kim jest Kapitan statku dowiedziałam się dopiero na parę rozdziałów przed zakończeniem książki.

,,Ból to znak, że słabość opuszcza ciało."

,,Skaczę z urwiska i odkrywam, że umiem latać... A potem dociera do mnie, że nie mam gdzie wylądować. Nigdy. Oto, co się dzieje."

,,Są takie chwile, gdy czuję się jak dzieciak wydzierający się na dnie studni, a mój pies, zamiast sprowadzić pomoc, idzie obsikać drzewa."

   Bardzo cieszyły mnie momenty, w których nasz główny bohater zaczynał odróżniać świat realny od tego wykreowanego przez jego mózg. Niestety zawsze, był on krok za nami. Odkrywał coś, gdy dla nas było to wręcz oczywiste już od dłuższego czasu, a co smutniejsze - w następnym momencie potrafił zapomnieć o swoim odkryciu, z którego byliśmy dumni.I w tym momencie chciałabym złożyć ogromne brawa autorowi książki, za to w jaki sposób potrafił przedstawić wszystkie uczucia towarzyszące Cadenowi (pośrednio jego synowi o czym wspomina na końcu książki) i jego rodzinie. Są to niezwykle inteligentne, ale zarazem wrażliwe opisy tego jak czuły się wszystkie postacie w różnym stadium choroby chłopca. Co ciekawe, każdy rozdział tej książki (a jest ich 161) zawiera pewien morał i wskazówkę dla czytelnika. Dzięki temu czułam, że czytam coś naprawdę wyjątkowego i wartościowego. I stąd tak wiele cytatów w tej recenzji.

,,Martwe dzieci stawia się na piedestale, a te chore psychicznie zamiata się pod dywan."

,,Bo my dajemy radę, wiesz? Odnaleźć się. Chociaż z za każdym razem jest trochę trudniej. Mijają dni. Tygodnie. Potem znowu wbijamy się w skórę tej osoby, którą byliśmy, zanim to się zaczęło. Składamy z powrotem wszystkie kawałki i żyjemy dalej."

,,Wydaje mi się, że światy, o które się ocieramy, bywają tak mroczne, że jeśli możemy zrobić cokolwiek, żeby je rozjaśnić, to na pewno dobrze, nie?"

    Myślę, że napisałam już tyle ile mogłam. Reszty po prostu nie da się ubrać w słowa. Mam ogromną nadzieję, że zachęciłam was do przeczytania tej książki, ponieważ naprawdę warto. Jest to niezwykle poruszająca powieść, skierowana do czytelnika w każdym wieku, ale i niezwykle piękna zabierająca nas w głębiny ludzkiego umysłu. Na marginesie dopowiem tylko, że książkę uzupełniają i uatrakcyjniają rysunki syna autora, z czasów kiedy chorował. Z tym was pozostawiam i myślę, że moja ocena 10/10 dla tej książki nie jest dla was niczym zaskakującym. Pozdrawiam i do zobaczenia!

,,Proszę, Callie, pozostań popsuta - modlę się. - Pozostań popsuta tak długo jak ja,"

,,Życie polega na cierpieniu. Przyzwyczaj się."

,,Przychodzi mi do głowy, że ciemność musi kochać się w jasności. A jednak zawsze jedno z nich musi zabić to drugie."

,,Wciąż nie umiem stwierdzić, czy odebranie sobie życia to przejaw odwagi, czy tchórzostwa. Nie umiem stwierdzić, czy to egoizm, czy jego zupełny brak. Skrajny akt rozstania się ze sobą czy tani sposób zapanowania nad sobą? Ludzie mówią, że nieudana próba samobójcza to wołanie o pomoc. Możliwe, pod warunkiem że ktoś faktycznie chciał, żeby mu nie wyszło. Ale w takim razie większość nieudanych prób chyba nie jest do końca szczera, bo powiedzmy sobie uczciwie: jeśli chcesz ze sobą skończyć, istnieje wiele sposobów, żeby mieć pewność, że ci się uda."

2 komentarze:

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia