czwartek, 14 grudnia 2017

,,Miłość, która przełamała świat" E. Henry - czyli co przeraża, rani i uzdrawia

 
   Witam was wszystkich na nowej recenzji na blogu. Dziś zaprezentuję wam moje odczucia co do ,,Miłości, która przełamała świat" autorki Emily Henry, którą otrzymałam od wydawnictwa YA!.

,,To prawda, że nic nie ma takiej mocy ranienia jak miłość, ale nic też nie potrafi tak uzdrowić."
,,Czasami najpiękniejsze chwile naszego życia to te, które najbardziej bolą w danym momencie. Dopiero u samego końca, kiedy spoglądamy w przeszłość, widzimy, czym naprawdę były."

   Zacznę od tego, że jak to ja, nie przeczytałam opisu z tyłu okładki więc po samej okładce (na którą nie da się nie spojrzeć, bo jest śliczna) wywnioskowałam, że będzie to jakaś zwykła młodzieżówka o dwójce zakochanych nastolatków. Nie wymagałam więc od niej niczego nadzwyczajnego. Okazało się jednak, że tytuł trzeba brać na poważnie, ponieważ ta miłość dosłownie przełamuje świat. I tutaj zaczyna się moment, w którym nie wiem jak mam wam przekazać tę historię lub zachęcić do jej lektury, gdyż nie wiem, w którym momencie zostanę posądzona o spoilerowanie. Wkleję wam więc opis fabuły i potem gładko postaram się opisać książkę tak, aby nie sprzedać wam połowy ważnych wątków.


Natalie spędza lato w swoim rodzinnym miasteczku w Kentucky. To ostatnie tak leniwe wakacje przed rozpoczęciem studiów. Dzień za dniem toczy się bez żadnych ciekawych wydarzeń, dopóki dziewczyna nie zacznie obserwować dziwnych rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Wtedy odwiedzą ją sympatyczna, ale tajemnicza postać, która ostrzega: "masz tylko trzy miesiące, aby go uratować". Następnej nocy Natalie spotyka na boisku szkolnym pięknego chłopca imieniem Beau, a czas i przestrzeń przestają dla niej istnieć. Istnieją tylko Natalie i Beau…


Przepiękna opowieść o słodko-gorzkim końcu dzieciństwa, gdy marzymy nie tylko o naszej przyszłości, lecz także o tysiącach dróg, którymi nie odważyliśmy się podążyć.

   Zacznijmy od fabuły. Powiem wam, że z przeczytaniem tego opisu i bez, pojęcia pojawiające się na początku książki bardzo dezorientują, ale również ciekawią czytelnika. Z początku kompletnie nie wiedziałam o co chodzi i zastanawiałam się czy dziewczyna, o której czytam, ma sny na jawie, urojenia, chorobę psychiczną czy może też widzi duchy. Być może przez to czasami musiałam czytać stronę po parę razy, by bardziej się skupić i rozgryźć co dzieje się w książce, którą czytam. Ale to tylko na początku i mimo tego, że był on trudny choć napisany prostym, przyjemnym językiem, dalsza część książki bardzo mnie wciągnęła. Po przeczytaniu miło ją wspominam i rozumiem wszystko co się w niej wydarzyło. Nawet niejasną i niebezpośrednią, ale kreatywną końcówkę zdołałam zinterpretować po jakimś czasie. Dodać mogę również, że fabuła nie dłuży się niepotrzebnie, więc książkę połknąć można w dwa dni.

   
,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż płacz ukochanej osoby, a im cichszy, tym bardziej wbija się w serce." (...) ,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż płacz ukochanej osoby, z wyjątkiem myśli o świecie, w którym ten płacz ucichnie na zawsze."
,,Nie ma nic bardziej przerażającego niż miłość."

A co z bohaterami? Główną bohaterką jest Natalie, której postaram się wam opowiedzieć w kilku zdaniach. Zacznę może od tego, że wszystkie postacie wykreowane w przez autorkę w tej powieści mają jakąś swoją historię - mniejszą lub większą - dzięki czemu nikt nie jest nudny. W dodatku o dziwo nikt mnie nie irytował co jest dużą zaletą dla tej książki. Nasza główna bohaterka jest w centrum tego wszystkiego, a świat przedstawiony jest z jej perspektywy. Natalie jest przekonana, że albo męczy ją jakaś niewytłumaczalna i dziwnie rzeczywista choroba psychiczna, albo naprawdę odwiedza ją Bóg w postaci jej nigdy niepoznanej indiańskiej Babci. Warto dodać, że dziewczyna jest adoptowana. Natalie jest zdezorientowana i sama nie wie czy może ufać swojej wyimaginowanej Babci, która twierdzi, że ma trzy miesiące na ocalenie czyjegoś życia. Dzięki temu wszystkiemu książka porywa nas w świat psychologii i indiańskich historii przekazywanych sobie z pokolenia na pokolenie. Tworzy to niepowtarzalny klimat tej powieści.

,,Babcia nauczyła mnie, że miłość ostatecznie łamie człowiekowi serce - czy to przez tysiąc drobnych pęknięć, czy też jednym szybkim uderzeniem. Moje serce właśnie pęka."

   Poza psychologią i indiańskim folklorem, historia ta mówi o miłości i odkrywaniu własnego ,,ja". Tytułowa miłość przejawia się w tej książce na każdym kroku. W miłości do przyjaciół, matki, byłego chłopaka i chłopaka z boiska, którego nigdy wcześniej nie widziała (a on jej mimo, że chodzą do tej samej szkoły). Z tym, że ta ostatnia naprawdę przełamuje świat i otwiera furtki na poznanie innej rzeczywistości. Tutaj się zatrzymam, aby nie zaspoilerować, a teraz taka mała dygresja -> poniższy cytat bardzo przypomina mi mój ulubiony z serii Dary Anioła. Domyślacie się, który?

,,(...) chodzi też o cenę miłości. Dorosnąć oznacza kochać. A kochać oznacza umrzeć."

    Podsumowując ,,Miłość która przełamała świat" to przyjemna i piękna historia o odkrywaniu i rozumieniu samych siebie. Może nie uroniłam nad nią żadnej łzy, ale bywały momenty wzruszenia, w których doświadczałam tej opowieści całą moją duszą i jestem jej za to wdzięczna. Książka otrzymuje ode mnie bardzo mocne 8/10 i mogę ją wam polecić z czystym jak pryzmat z okładki książki sercem❤

4 komentarze:

  1. U mnie było wręcz przeciwnie :/ Początek bardzo mi się podobał i niesamowicie mnie zaintrygował, za to reszta książki niesamowicie mi się dłużyła :( Za to okładka jest przepiękna (ja również nie czytałam opisu wybierając tę książkę :'D)

    Pozdrawiam
    adventureinthelibrary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha śmiesznie, że tak na odwrót. Również pozdrawiam 💖

      Usuń
  2. Ha! Ja też nie przeczytałam opisu, tylko tę myśl przewodnią, która bardzo mnie zachęciła do poznania powieści ("Przepiękna opowieść o..."). ^^
    Bardzo podoba mi się Twój wpis i jak najbardziej się zgadzam, że to piękna historia o poznawaniu siebie, no i o miłości przełamującej świat. Pomimo tego, że wyczułam w niej trochę zgrzytów fabularnych, to będę ją miło wspominać. ♥

    Pozdrawiam ciepło,
    Wilcza Dama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo🙈💕 Ta książka jest świetna. Pozdrawiam💖

      Usuń

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia