środa, 30 stycznia 2019
środa, 19 grudnia 2018
,,Pan Perfekcyjny" J. E. Ann - ile bólu może wyrządzić nam miłość oraz sumienie?
Hej kochani. Dziś powiem wam trochę o świeżo przeczytanej książce, jaką jest pierwsza przetłumaczona i wydana w Polsce powieść Jewel E. Ann. Autorka lubuje się w w obyczajówkach z romansem w tle i nutą erotyku. Tak jest i w przypadku ,,Pana Perfekcyjnego". Jeśli kogoś interesuje opis to podrzucam:
Ta kobieta musi odejść! Niestety, jest jeden problem…
Ellen Rodgers wydawała się idealną kandydatką do zamieszkania nad biurem Flinta Hopkinsa. Miła, dobrze wyglądająca kobieta sprawiała przy tym wrażenie cichej i spokojnej. Tymczasem dziewczyna okazała się… bardzo energiczną muzykoterapeutką. Teraz Flint, zamiast skupić się na pracy, musi wysłuchiwać dźwięków bongosów, gitar i śpiewania.
Co gorsza, Ellen jest wkurzająco szczęśliwa i odczuwa ciągłą potrzebę naruszania przestrzeni osobistej Flinta – bez przerwy poprawia mu krawat, zapina guziki w koszuli i robi wiele innych rzeczy, wprowadzających w głowie mężczyzny niezły zamęt. Na dodatek kobieta trzyma w charakterze zwierzątek domowych… szczury. Tak, szczury!
Choć Flint marzy o wręczeniu Ellen wypowiedzenia najmu, jego autystyczny syn Harrison zdaje się przepadać za kobietą. Tych dwoje jest więc chwilowo na siebie skazanych, a z czasem ich miłosno-nienawistna relacja zaczyna się przeradzać w coś jednocześnie pięknego i tragicznego.
Tego typu książki są zazwyczaj do bólu schematyczne. Nie ukrywam, że tak jest i w tym przypadku. Mamy dwójkę bohaterów przeciwnej płci, których do siebie ciągnie, jednak są oni wobec siebie opryskliwi. Oboje kryją pod maską traumatyczną przeszłość, która nie pozwala im się otworzyć na drugą osobę. Wszyscy to znamy. Jednak myślę, że takie powieści są pisane według tych schematów, aby nie męczyć czytelnika i mógł całkowicie zrelaksować się nad lekturą. I to jest ok! Jak ktoś nie szuka nic ambitnego, to nikt nie broni czytać takich powieści. ALE sztuką jest przełamać ten schemat i dodać coś od siebie. W tej książce to otrzymamy, a jest nim autystyczny syn Flinta, który komplikuje wiele wątków. Dzięki niemu zakończenie nie wydaje się takie oczywiste. Jednak do rzeczy.
,,Nucę, by zapomnieć o pierwszym mężczyźnie, który mnie dotykał. Nucę, by zapomnieć o bólu płynącym z wiedzy, że już nigdy mnie nie dotknie."
,,- (...) Żyj lub umrzyj, Flint, ale nie siedź bezczynnie pośrodku... tylko egzystując."
Wrócę do naszej dwójki bohaterów. W opisie jest to genialnie ujęte, gdyż nasza Ellen jest z początku naprawdę wkurzająco szczęśliwa. W dodatku bez przerwy nuci, co irytowało mnie nawet jak tego nie słyszałam, bo przecież tylko o tym czytałam. A jednak. Jej reakcje na zwrócenie uwagi co do nucenia irytowały mnie jeszcze bardziej, bo Ellen zazwyczaj starała się nam wmówić, że robi to zupełnie nieświadomie. Nasz Flint "Perfekcyjny" też na początku taki perfekcyjny nie był według mnie, gdyż myślał jedno, a robił drugie, co także doprowadzało mnie do szału. W skrócie - nie miałam przyjemnego początku z tą pozycją.
,,Świat się czasami kończy i zapomina zabrać cię ze sobą."
,,Nigdy nie żałuj, że kogoś kochasz. Rób to dla siebie, nie dla innych."
Sytuacja co do bohaterów zmieniła się diametralnie, gdy poznałam ich przeszłość. Zaczęłam rozumieć ich dziwne zachowania i nawet nucenie Ellen zaczęło być urocze. Może się w nich zakochałam? Tego nie jestem pewna, ale z pewnością mogę wam powiedzieć, że autorka bardzo zgrabnie manipuluje emocjami czytelnika i naprawdę kibicowałam temu związkowi. Myślę, że wynika to też z tego, że wszystko to przebiega bardzo naturalnie i nie w tym sztuczności - tej mydlanej bajki, w której wszystko jest idealne i wszyscy są szczęśliwi. Powieść łamie także pewne kanony co jest naprawdę jej ogromną zaletą. Duży udział bierze w tym syn Flinta - Harrison.
Jego choroba stawia wiele przeszkód na drodze tego związku, przez co happy end wydaje się wręcz niemożliwy. A jaki będzie? O tym możecie przekonać się sami i pewnego wieczoru zasiąść z ,,Panem Perfekcyjnym" i herbatą na ulubionym fotelu, a następnie dać się pochłonąć tej historii.
,,Pragnę być jego największą siłą - i największą słabością. Pragnę, by ukrywał we mnie swoje kłamstwa i odnajdywał prawdę."
,,Ci, którzy cię kochają, powinni troszczyć się o to, o co ty się troszczysz. Pielęgnować sprawy, dzięki którym jesteś sobą."
Jak możecie już wiedzieć z mojego instastory, ja oceniłam tę pozycję na 7/10 i uważam, że jest ona świetnym wyborem dla miłośników pogmatwanych, a jednak schematycznych historii miłosnych. Jest to świetny odmóżdżacz, który całkowicie odgoni wasze zmartwienia z głów. Przy okazji jest to także poruszająca historia o stracie, żałobie i wybaczeniu. To już wszystko co chciałam powiedzieć o tej książce. Do zobaczenia niebawem!
,,Każdy nasz dzień naprawdę jest cudem. Milion razy unikamy czas na śmierć, dostając szansę na jedno życie. Liczby nie stoją po naszej stronie."
,,Emocje są tylko nasze. Są intymne, osobiste. Nie powinny być dobre czy złe. Nikt nie powinien mówić ci, co masz czuć, kogo kochać, jak żyć."Za możliwość zrecenzowania dziękuję Zuzie z Wydawnictwa Filia.
wtorek, 30 października 2018
środa, 24 października 2018
poniedziałek, 22 października 2018
,,Cuda za rogiem" K. Higashiny - Czy wierzysz w cuda?
Witam, was kochani. Dziś przekażę wam moją opinię na temat jednej z najnowszych książek od wydawnictwa Feeria, a mowa tu jak widzicie o ,,Cudach za rogiem” Kiego Higashiny. Jest to powieść, której akcja rozgrywa się w Chinach, co daje nam możliwość poznania lepiej kultury wschodu. Podrzucam opis:
,,Yuji Namiya wiele lat prowadził mały sklep osiedlowy. Ludzie przychodzili do niego nie tylko po to, żeby zrobić zakupy, ale też po radę w trudnych sytuacjach, życiowych. Odbywało się to w dość nietypowy sposób. Listy z pytaniami wrzucali do sklepu przez otwór w rolecie, a odpowiedzi odbierali ze skrzynki na mleko. Po śmieci właściciela budynek opustoszał, a o pani Namiyi zapomniano.
Kilkadziesiąt lat później troje złodziei – Shota, Atsuya i Kohei – trafia do dawnego sklepu, szukając kryjówki. Kiedy zmęczeni i głodni przeszukują stare półki sklepowe, wydarza się coś niespodziewanego: ktoś wrzuca do sklepu list. Okazuje się, że młoda kobieta prosi w nim o poradę. Kiedy zaskoczeni próbują zrozumieć sytuację, odkrywają, że list przyszedł do nich z przeszłości..."
Jeśli mam być szczera to byłam sceptycznie nastawiona do tej pozycji, ale zupełnie niepotrzebnie! Lekkie pióro autora sprawia, że cała historia nie zwalnia, ani na chwile, a zgrabnie nawiązujące do siebie wątki wręcz nie pozwalają oderwać się od lektury. Przy okazji, każdy z bohaterów jest na swój sposób zupełnie inny, a my możemy obserwować to jak uporali się ze swoimi problemami przechodząc wewnętrzną przemianę. Właśnie te przemiany doprowadzały do tego, że miałam łzy w oczach i byłam dumna z obrotu spraw.
Jest to bardzo mądra i poruszająca opowieść. Zawiera w sobie myśli i przesłania, które nie tracą na swojej aktualności. Nakłania nas do spojrzenia na własne wybory i życie, gdyż bohaterowie to takie osoby jak my i także miewają swoje rozterki na tle moralnym lub każdym innym. Gorąco polecam wam „Cuda za rogiem” i oceniłam ją w mojej skali jako 9/10. Może dzięki niej odzyskacie wiarę w cuda? A może je dostrzeżecie?
piątek, 5 października 2018
„Miłość i inne rośliny mięsożerne" F. Gonsalves - czy miłość oznacza autodestrukcję?
Witam was kochani ponownie. Tym razem opowiem wam co sądzę o książce otrzymanej od wydawnictwa Młody Book!. Jest to rodzaj młodzieżówki poruszającej problemy dotykające młodzież w XXI wieku, choć nie wykluczam ich wcześniejszego istnienia. Mowa oczywiście jak widzicie o ,,Miłości i innych roślinach mięsożernych" napisanej przez Florence Gonsalves, dla której ,,Miłość.." to debiutancka powieść. Oto opis książki:
,,Danny i Sara od zawsze snuły wspólnie plany na przyszłość. Jednego były pewne: jakkolwiek potoczą się ich losy, na zawsze pozostaną najlepszymi przyjaciółkami. Ale gdy Danny wyjeżdża na studia, przyjaciółki zaczynają się od siebie oddalać. Danny nie potrafi się przyznać Sarze, że zamiast błyszczeć na uczelni jako najlepsza studentka, trafiła do ośrodka leczenia zaburzeń odżywiania, ani że poznała tam kogoś, kto być może jest miłością jej życia. Kiedy niewyobrażalna tragedia rozdziela przyjaciółki na zawsze, Danny pogrąża się coraz głębiej w autodestruktywnym marazmie. Czy uda jej się otrząsnąć i odnaleźć w sobie siłę, by być nade wszystko sobą?"
Trzeba przyznać, że opis może wyglądać dość sztampowo na pierwszy rzut oka. Jest to jednak wina bardziej tego, że dzięki bogu opis nie zdradza nam ani jednego spoilera, a nie tego, że ta lektura taka jest. Teraz po przeczytaniu widzę w nim o wiele więcej ukrytych, a ciekawych wątków. Młodzieżówka ta nie dotyka tylko przyjaźni i zaburzeń odżywiania, lecz także relacji z rodzicami, odkrywania siebie i własnej seksualności, żałoby i problemów z alkoholem. Jest to cała masa problemów poruszonych na 361 stronach jakie posiada książka, ale autorka całkiem zręcznie sobie z tym radzi. Książkę czyta się szybko, przyjemnie, ale bawiąc również uczy, przejmuje i skłania do przemyśleń nad... samym sobą.
,,Problemem w kłamaniu jest to, że czasami już dłużej nie da się kłamać.Natomiast dobrą stroną kłamania jest to, że w końcu prowadzi ono do prawdy. Słowem kluczowym jest tutaj w końcu."Co do tempa akcji czy języka nie mam się do czego przyczepić, gdyż język zastosowany jest bardzo naturalny i niewymuszony, a akcja nie nudziła mnie ani przez chwilę. Może nie zostałam wbita w fotel, ale z przyjemnością do niej wracałam wieczorami. Przy okazji pani Gonsalves starała się rozrzedzić kłębiące się burzowe chmury nad głowami naszych bohaterów dawką humoru, który niekiedy nawet mimo tego, że bywał czarny odciągał mnie od popadnięcia nostalgię czy przygnębienie. Docenić tu trzeba bezpośredniość autorki w przekazywaniu uczuć z równoczesnym ich tłumieniem, co wspaniale oddaje genezę książki.
,,(...) w moim świecie wszystko jest rozjechane przez buldożer. Śmierdzi tam gumą i śmieciami, i nikt nie może spać przez hałasujące spychacze, ale na skraju tego świata, całkiem na uboczu, dwa malutkie kwiatki, które wyglądają jak chwasty, rosną nieśmiało i blisko siebie, kwitną pomimo panującego naokoło zamętu."Zapewne interesująca jest dla was również główna bohaterka, gdyż bywają one bardzo nijakie i często irytujące. W tym przypadku - nic podobnego! Bardzo trudno było rozgryźć mi to jaka naprawdę była Danny, a jej napiętrzające się problemy, z którymi przestawała dawać sobie radę, a musiała (z powodzeniem lub nie) starać się stawić im czoło, nie pomagały mi w mojej misji zrozumienia jaką osobą jest bohaterka. Jedno jest pewne - Danny to postać wyjątkowa w nietypowej sytuacji życiowej, która stara się w tym całym bałaganie odnaleźć siebie. Wydawać by się mogło, że w tej historii nie ma już czasu na miłość, ale powiedzmy sobie szczerze - nikt nie planuje miłości, tak więc i ona postanowiła stanąć na drodze naszej nietypowej bohaterce przysparzając jej kolejnych kłopotów. Co ciekawe autorka zostawiła na zakończenie notkę, aby nie naśladować Danny, ani nie zastanawiać się nad konsekwencją jej poglądów - po prostu taka była Danny - fikcyjna postać zmagająca się z wieloma poważnymi problemami.
,,Jak inaczej wytłumaczyć to, że właśnie zostałaś podzielona na najmniejsze kawałeczki, ale się nie rozpadłaś, wręcz przeciwnie - jesteś bardziej całością niż kiedykolwiek przedtem?"
Jest to powieść może nie tyle co wzruszająca, ale poruszająca. Dopiero po jej zakończeniu dotarło do mnie jak subtelnie wkradła mi się do serca, aby następnie zadać mi w nie cios od środka. Zarazem piękna, urocza, smutna i okrutna historia Danny odkrywającej siebie na nowo, może być pouczająca dla nas wszystkich, gdyż wszyscy utraciliśmy kiedyś coś ważnego, a potem musieliśmy sobie wszystko poukładać od początku. Ta mocna i mądra młodzieżówka zasługuje na 9/10 w mojej skali i serdecznie wam ją polecam. Do zobaczenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
