środa, 14 lutego 2018

,,Slammed" Colleen Hoover - o miłości, chorobie, życiu i śmierci


   Witajcie moi kochani! Wczoraj w nocy skończyłam czytać ,,Slammed" Colleen Hoover i było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, a wszystko dzięki uprzejmości wydawnictwa YA, które wysłało do mnie egzemplarz recenzencki. Nie przedłużając przejdę do przedstawienia wam opisu książki:

,,Layken skończyła właśnie osiemnaście at. Kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by móc rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na przyszłość. Zarówno Layken, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, ulubionych miejsc. Nie wiedzą, co ich czeka tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia, choć też się martwi, stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, chwilami przezabawnej historii rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów."

   Colleen Hoover to autorka wielu bestsellerów, ale zadebiutowała właśnie tą powieścią, którą sama wydała na e-booki. Sama nigdy nie miałam z nią styczności, ale była mi wielokrotnie polecana, więc i wiele o niej słyszałam - same pozytywne opinie. Jednak mimo wszystko zastanawiałam się nad tym czy podjąć się zrecenzowania tej książki - przecież to pewnie typowe romansidło - tak myślałam. Następnie uznałam, że raz kozie śmierć - przecież to może być piękna i wzruszająca historia, więc czemu by nie. Teraz wiem, że podjęłam dobrą decyzję.

,,Czy zawsze odnosi się do ciebie z szacunkiem? To pierwsze pytanie. Drugie pytanie brzmi: jeśli za dwadzieścia lat będzie dokładnie tą samą osobą, czy w dalszym ciągu chciałabyś za niego wyjść? I wreszcie: czy sprawia, że chcesz być lepsza? Jeśli spotkasz kogoś, przy kim na wszystkie pytania będziesz mogła odpowiedzieć twierdząco, to znaczy, że znalazłaś odpowiedniego mężczyznę."

   Porozmawiajmy o fabule. Otóż akcja tej książki dzieje się w tempie błyskawicznym i nowe wydarzenia następują na każdej kolejnej stronie. Ani trochę nie nudziłam się czytając tę książkę - fabuła wręcz galopuje! W dodatku w środku znajdziemy tyle plot twistów, że trudno przerwać czytanie powieści kiedy się ją już na dobre zacznie. Z różnych przyczyn ja nie miałam tego przywileju, ale z zaufanych źródeł wiem, że można ją przeczytać jednego dnia! Jeśli by wam się udało to tylko pozazdrościć przeżywania wszystkich emocji zawartych w książce w jeden dzień.

,,Fascynuje mnie sposób, w jaki ci poeci są w stanie zwabić cię do całkiem nowego świata, sprawić, że patrzysz na rzeczywistość z zupełnie nieznanej perspektywy. Czujesz się jak matka, która straciła dziecko, albo jak chłopak, który zabił ojca, a nawet jak mężczyzna, który pierwszy raz w życiu był na haju i zjadł pięć talerzy bekonu. Czuję, że jestem blisko tych poetów i ich historii."

   Moim kolejnym punktem tej recenzji są postacie. Uważam, że w tej książce zostali zupełnie dobrze wykreowani oraz przedstawieni. Główni bohaterowie są na tyle opisani, aby być głównymi bohaterami, a drugoplanowi na tyle by być drugoplanowymi. Każda postać ma osobowość i nie jest tylko zwykłym pachołkiem do bezcelowego przestawiania przez autorkę, a według mnie to cenne. Bardzo polubiłam postać nowej i mega pozytywnej przyjaciółki Layken, która to była adoptowana, a na jej osiemnastych urodzinach wylałam morze łez - a dlaczego? Musicie się dowiedzieć sami. Na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie, czyli mojego kolejnego książkowego męża Willa Coopera (ach, jak Will Herondale z Diabelskich Maszyn... to imię coś w sobie ma) o czarnych włosach (jak Will H.!), zielonych oczach i zamiłowaniu do poezji (również jak Will H.!)(marginesem mówiąc znajdziecie w tej książce piękne wiersze). Nad jego postacią, charyzmą, osobowością i dobrym sercem mogłabym rozpływać się do rana, ale chyba nie mamy tyle czasu... a szkoda. Po prostu jak na koncercie jazzowym klaśnijmy wszyscy raz w ręce dla autorki, za tak wspaniałą postać.

,,Jesteś dobrym człowiekiem. To, co według ciebie jest twoją wadą, jest powodem, dla którego się w tobie zakochuję."

   No dobrze. A o czym na dobrą sprawę jest ta książka? Jaka ona jest? Książka opowiada o nastolatkach starających się wejść w dorosłe życie. O tym jak ważne jest życie i jak bardzo wszechobecna i nieunikniona jest śmierć.Tłumaczy również czym jest miłość i jak ją rozpoznać. Oprócz tego jest przezabawna, lecz momentami smutna. Przy jej lekturze na zmianę śmiałam się i płakałam z przeważającym uczuciem wzruszenia na ostatnich stronach powieści. Myślę, że to idealna historia na miesiąc zakochanych, na co wskazuje nawet jej prześliczna nowa okładka.

,,Nie możemy tego robić co wieczór. Przyjdzie taki wieczór, kiedy będziemy musieli wreszcie przestać wycinać dynie"

,,Jedyna rzecz, w której wszyscy jesteśmy do siebie podobni, to to, co nieuniknione. Wszyscy kiedyś umrzemy."

   Mam nadzieję, że udało mi się przekonać was do tego tytułu i sięgniecie po niego przy najbliższej okazji - a dokładniej jutro, gdyż właśnie 15 lutego następuje premiera tej serii w nowej wersji okładkowej od wydawnictwa YA. Ja przyznałam książce 10/10 i mam nadzieję, że wy postąpicie tak samo! Buziaki! (w końcu to Walentynki💖)

Do zobaczenia, gdy wrócę z Izraela.
Czytaj więcej >

sobota, 10 lutego 2018

,,Tylko dobre wiadomości" A. Krawczyk - dlaczego zostawiamy za sobą ludzi, na których nam zależy?


   Witam was, kochani, przed chwilą skończyłam czytać ,,Tylko dobre wiadomości" Agnieszki Krawczyk, czyli polskiej autorki romansów, kryminałów i obyczajówek. Na wstępie chciałam podziękować wydawnictwu Filia za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki. Dziękuję tym bardziej, że nieczęsto sięgam po tego typu książki, ponieważ mowa tu o romansie łamanym na powieść obyczajową, jednak nie w charakterze typowych młodzieżówek. Czy książka przypadła mi do gustu? Zaraz dowiecie się mojej opinii na jej temat.

,,Kłamstwa. (...) Nawet nie zdajemy sobie sprawy, kiedy wchodzą nam w krew, stają się drugą naturą... W końcu nie potrafimy bez nich żyć. Ich wypowiadanie staje się łatwiejsze niż mówienie prawdy."

   Premiera tej książki miała miejsce stosunkowo niedawno, ponieważ 31 stycznia, a ja otrzymałam ją dzień przed premierą. W dniu publikacji, zaraz po powierzchownych oględzinach okładki i opisu zaczęłam ją czytać. A oto czego dowiedziałam się na początku: Poznajemy dwie dorosłe przyjaciółki - znaną i żywiołową dziennikarkę telewizyjną Zulę Oster oraz spokojną i subtelną tłumaczkę powieści kryminalno-sensacyjnych Kamilę Rudnicką-Clement.  W ich życiu pojawia się całe pasmo zmian doprowadzających kobiety do zmiany otoczenia, podejmowania dobrych lub złych życiowych decyzji, romansów oraz podróży po słonecznej Wenecji czy krakowskiej starówce. A wszystko to jest ze sobą ściśle powiązane jakimś poplątanym sznurem wydarzeń i zbiegów okoliczności. Książka zaprasza nas do swojego świata.

,,Właśnie dlatego twoje życie wygląda tak, jak wygląda. Bo zostawiasz za sobą ludzi, którzy coś stracili z powodu twojej lekkomyślności. I twoich dobrych chęci."

   Jak na ,,romantyczną opowieść" co głosi napis na okładce książki, zostałam bardzo zdziwiona pierwszymi stu pięćdziesięcioma stronami, na których poznawałam tylko główne bohaterki i ich tymczasowe problemy. Nie mówię, żebym narzekała, ponieważ w książce od samego początku się coś dzieje i  wcale nie nudziłam się czytając - jedna bohaterka zrezygnowała z pracy, druga otrzymała w spadku gazetę i razem przeprowadziły się do Krakowa, aby wspólnie stworzyć pismo od podstaw. Po prostu  cały czas czekałam na zapowiedziany tak głośno wątek miłosny. Gdy w końcu zaczynają się dziać wydarzenia natury romantycznej, na jaw wychodzą tajemnice i kłamstwa bardzo wpływające na późniejszą fabułę powieści. Od tego momentu książka nabiera ogromnego rozpędu.

,,Od dawna była zwolenniczkę teorii o efekcie domina: czasem pozornie nic nie znaczące działanie, banalna sytuacja wywołuje katastrofę. Tylko że bardzo trudno przewidzieć, które z naszych działań wprawi w ruch tę fatalną kostkę, wywracającą w efekcie misterną konstrukcję."

   Co do postaci tej powieści to nie mam większych zastrzeżeń. Nawet je polubiłam. Może pani Oster momentami mnie irytowała, a pani Rudnicka-Clement była nieco mdła, ale myślę, że wynika to z ich charakterów, a nie z nieumiejętnego napisania postaci przez autorkę. Poza tym dobrze mieć świadomość, że mamy w Polsce autorkę umiejącą przedstawiać w swoich książkach zwykłych ludzi radzących sobie z zawirowaniami codziennego życia, a nie stuprocentowych bohaterów ratujących całą ludzkość, nie posiadając przy tym, żadnych oporów czy lęków.

- Ściąłeś mu wszystkie róże? Wariat…
- Zwariowałem przez ciebie
    Jeśli miałabym zagłębić się w wątek romansu w tej książce to uważam, że został on dobrze poprowadzony, aczkolwiek oczekiwałam czegoś więcej. Chyba więcej tego co nazywamy dziś ,,chemią''. Wybronić książkę może jej fenomenalna końcówka oraz ciekawe poprowadzenie i opisanie wszystkich zaistniałych w niej związków. To jest jej zdecydowana zaleta.

,,Nie mówił ci nikt, że wszyscy jesteśmy porąbani? Zasadniczo żaden człowiek nie mieści się w normie, bo coś takiego jak norma nie istnieje."

   Dodatkową rzeczą, którą mogę powiedzieć o tej książce, są jej przepiękne opisy miast i krajobrazów, które nadawały powieści niepowtarzalny klimat. Czytając o słonecznej Wenecji, promiennym Krakowie czy zatłoczonej Warszawie cała się odprężałam i wyobrażałam sobie, że jestem tam i widzę oraz odczuwam to co nasze główne bohaterki. Z tym ułatwieniem, że fizycznie byłam już w każdym z tych  malowniczych miast. To trzeba przyznać autorce - potrafi przenosić czytelnika do innych miejsc za pomocą pięknych opisów.

   Podsumowując moją wypowiedź chcę wam powiedzieć tylko, że jest to miła i przyjemna lektura na lutowe, marcowe wieczory kiedy mróz już nam się znudził i z wytęsknieniem oczekujemy pierwszych promieni wiosny czy ciepła lata. Gwarantuję również, że podczas czytania tej powieści się nie zanudzicie. Książka otrzymuje ode mnie 7/10. Mam nadzieję, że podoba wam się moja opinia i zostawicie po sobie komentarz. Do zobaczenia!
Czytaj więcej >

czwartek, 1 lutego 2018

,,Głębia Challengera" N. Shustermana - o głębi naszych umysłów.


,,Najstraszniejsze ze wszystkiego jest to, że nigdy nie wiesz, w co nagle zaczniesz wierzyć."

   Witam was moi drodzy tego zimowego wieczoru. Dziś dowiecie się jaką mam opinię na temat książki, którą czytałam przez miesiąc - tylko i wyłącznie z mojej winy, a nie książki - a otrzymałam ją dzięki życzliwości wydawnictwa YA. Mowa tu jak widać po zdjęciu i tytule postu o ,,Głębi Challengera" Neala Shustermana. Warto dodać, że Neal Shusterman jest autorem wielu bestsellerów, w tym ,,Kosiarzy", których bardzo chciałabym przeczytać w przyszłości, a ,,Głębia Challengera" tylko mnie w tym utwierdziła... ups... właśnie wydałam wam, że polecam tę pozycję... W sumie i tak nie miałam zamiar długo trzymać was w niepewności, ponieważ od dawna dawałam wam znaki na bookstagramie, że to książka godna uwagi. Teraz tylko to potwierdzam. O reszcie opowiem wam później, a tymczasem daję wam opis zamieszczony na lubimyczytac.pl


Niepokojąca podróż przez głębię ludzkiego umysłu. Opowieść o chłopcu, który powoli pogrąża się w chorobie psychicznej. 

Caden Bosch jest rozdarty między tym co widzi, a tym, co wie, że jest prawdziwe. Ma paranoje i halucynacje. Jest zdolnym uczniem liceum obdarzonym artystyczną wrażliwością, jednak coraz częściej wydaje mu się, że bierze udział w misji badającej Głębię Challengera, najgłębiej położonego punktu Rowu Mariańskiego (10 994 metrów pod poziomem morza). Jest świadomy, że jego świat się rozpada i coraz bardziej przerażony, że powoli przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co ułudą. Rodzina i przyjaciele dostrzegają zmiany w jego zachowaniu i zaczynają się poważnie niepokoić. Zostaje przyjęty do szpitala psychiatrycznego i poddany leczeniu. Teraz to personel medyczny staje się załogą statku ku zdrowieniu.

Wnikliwa i niezwykle realistyczna, poruszająca i nie dająca spokoju powieść powstała na podstawie osobistych przeżyć autora, którego syn Brendan cierpi na chorobę umysłową.


   Zapewne domyślacie się co tak bardzo ujęło mnie w opisie tej książki. Mam hopla na punkcie chorób psychicznych oraz psychologii. Dlatego też miałam ogromne wymagania co do książki tego typu. Bardzo ucieszyło mnie więc ostatnie zdanie tego opisu. Może to straszne, ale dzięki temu wiem, że autor książki nie wyssał sobie wszystkiego z palca, a jej bohater umrze na końcu bez jakiegokolwiek sensu. Jednak żeby było jasne nikomu nie życzę choroby psychicznej. Cieszę się, ponieważ wiem, że dzięki temu autor miał doświadczenie oraz pełen zakres wiedzy do napisania tej powieści. Mógł wspierać się również na opiniach i radach specjalistów, którzy zajmowali się jego synem podczas choroby i są wymienieni w podziękowaniach na pierwszych stronach książki. Mając taką bazę zabrałam się za czytanie tej lektury.

,,Czyż to nie wspaniale, że trawniki w sąsiedztwie będą miały zdrowe zęby?''

,,Powiadam ci, wszystko, co okropne, ma też piękną stronę."

   Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas czytania tej książki to zupełne rozdwojenie jaźni bohatera. Nie wiedziałam nawet co jest tekstem głównym, a co schizofrenicznymi jawami bohatera. Autor rzucił nas na głęboką wodę, ale to celowy zabieg. Dopiero gdy Caden trafia do szpitala psychiatrycznego zaczynamy dostrzegać lekkie podobieństwa świata realnego do świata wytworzonego przez umysł chłopka. Powoli kojarzymy ludzi z ,,pokładu" z ludźmi w realnym świecie co jest zrobione tak dobrze, że nie mam słów by to opisać. O tożsamości kolejnych osób dowiadujemy się bardzo powoli - do tego stopnia, że o tym kim jest Kapitan statku dowiedziałam się dopiero na parę rozdziałów przed zakończeniem książki.

,,Ból to znak, że słabość opuszcza ciało."

,,Skaczę z urwiska i odkrywam, że umiem latać... A potem dociera do mnie, że nie mam gdzie wylądować. Nigdy. Oto, co się dzieje."

,,Są takie chwile, gdy czuję się jak dzieciak wydzierający się na dnie studni, a mój pies, zamiast sprowadzić pomoc, idzie obsikać drzewa."

   Bardzo cieszyły mnie momenty, w których nasz główny bohater zaczynał odróżniać świat realny od tego wykreowanego przez jego mózg. Niestety zawsze, był on krok za nami. Odkrywał coś, gdy dla nas było to wręcz oczywiste już od dłuższego czasu, a co smutniejsze - w następnym momencie potrafił zapomnieć o swoim odkryciu, z którego byliśmy dumni.I w tym momencie chciałabym złożyć ogromne brawa autorowi książki, za to w jaki sposób potrafił przedstawić wszystkie uczucia towarzyszące Cadenowi (pośrednio jego synowi o czym wspomina na końcu książki) i jego rodzinie. Są to niezwykle inteligentne, ale zarazem wrażliwe opisy tego jak czuły się wszystkie postacie w różnym stadium choroby chłopca. Co ciekawe, każdy rozdział tej książki (a jest ich 161) zawiera pewien morał i wskazówkę dla czytelnika. Dzięki temu czułam, że czytam coś naprawdę wyjątkowego i wartościowego. I stąd tak wiele cytatów w tej recenzji.

,,Martwe dzieci stawia się na piedestale, a te chore psychicznie zamiata się pod dywan."

,,Bo my dajemy radę, wiesz? Odnaleźć się. Chociaż z za każdym razem jest trochę trudniej. Mijają dni. Tygodnie. Potem znowu wbijamy się w skórę tej osoby, którą byliśmy, zanim to się zaczęło. Składamy z powrotem wszystkie kawałki i żyjemy dalej."

,,Wydaje mi się, że światy, o które się ocieramy, bywają tak mroczne, że jeśli możemy zrobić cokolwiek, żeby je rozjaśnić, to na pewno dobrze, nie?"

    Myślę, że napisałam już tyle ile mogłam. Reszty po prostu nie da się ubrać w słowa. Mam ogromną nadzieję, że zachęciłam was do przeczytania tej książki, ponieważ naprawdę warto. Jest to niezwykle poruszająca powieść, skierowana do czytelnika w każdym wieku, ale i niezwykle piękna zabierająca nas w głębiny ludzkiego umysłu. Na marginesie dopowiem tylko, że książkę uzupełniają i uatrakcyjniają rysunki syna autora, z czasów kiedy chorował. Z tym was pozostawiam i myślę, że moja ocena 10/10 dla tej książki nie jest dla was niczym zaskakującym. Pozdrawiam i do zobaczenia!

,,Proszę, Callie, pozostań popsuta - modlę się. - Pozostań popsuta tak długo jak ja,"

,,Życie polega na cierpieniu. Przyzwyczaj się."

,,Przychodzi mi do głowy, że ciemność musi kochać się w jasności. A jednak zawsze jedno z nich musi zabić to drugie."

,,Wciąż nie umiem stwierdzić, czy odebranie sobie życia to przejaw odwagi, czy tchórzostwa. Nie umiem stwierdzić, czy to egoizm, czy jego zupełny brak. Skrajny akt rozstania się ze sobą czy tani sposób zapanowania nad sobą? Ludzie mówią, że nieudana próba samobójcza to wołanie o pomoc. Możliwe, pod warunkiem że ktoś faktycznie chciał, żeby mu nie wyszło. Ale w takim razie większość nieudanych prób chyba nie jest do końca szczera, bo powiedzmy sobie uczciwie: jeśli chcesz ze sobą skończyć, istnieje wiele sposobów, żeby mieć pewność, że ci się uda."
Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia