czwartek, 19 kwietnia 2018

,,Mój przyjaciel kot" B. Collins - o wielkiej przyjaźni kota z człowiekiem


   Witam was, moi drodzy w kolejnej recenzji na moim blogu. Dziś opowiem wam o ,,Moim  przyjacielu kocie", czyli książce, która niesamowicie mnie - jako miłośniczkę kotów, bardzo poruszyła. Autorką tej powieści opartej na prawdziwej historii jest Britt Collins czyli brytyjska dziennikarka, którą urzekł artykuł o pewnym bezdomnym podróżującym z kotem na plecaku. Przedstawię  wam teraz opis książki.

,,Historia niesamowitej przyjaźni, która wydarzyła się naprawdę.

Michael King to bezdomny, zagubiony i smutny człowiek, który od wielu lat żyje na ulicach Portland. Pewnej deszczowej nocy znajduje zaniedbaną i ranną kotkę, którą postanawia przygarnąć. Michael wydaje ostatnie pieniądze na karmę i leki dla futrzaka, któremu nadaje imię Tabor.

Od tej chwili jego życie zaczyna zmieniać się na lepsze – wreszcie staje się zauważalny dla innych ludzi, którzy widząc ten nietypowy duet, chętniej dzielą się jedzeniem i pieniędzmi. Kiedy do Portland zbliża się zima, Michael postanawia zabrać Tabor w stronę ciepłej Kalifornii. Tak zaczyna się ich niesamowita podróż.

Na swojej drodze spotykają wiele życzliwych osób, ale także mnóstwo trudności do pokonania. W chwilach zwątpienia Tabor obdarza Michaela radością i nadaje jego życiu sens. Mężczyzna wreszcie ma kogoś, o kogo się troszczy i inspiruje go do bycia lepszym człowiekiem oraz uporania się z traumami przeszłości.

W trakcie podróży para staje się nierozłączna, ale kiedy Michael zabiera Tabor do weterynarza, okazuje się, że kotka ma chip identyfikacyjny i właściciela, który bardzo za nią tęskni. Michael stanie w obliczu trudnej decyzji. Czy zdobędzie się na to, aby rozstać się z Tabor i znaleźć nowy cel w życiu?

Ciepła i wzruszająca opowieść o uzdrawiającej więzi między człowiekiem i zwierzakiem, która może odmienić życie na lepsze."

   Zacznijmy od tego, że powieść oparta jest na faktach, a autorka dobrze poznała wszystkich opisanych przez nią bohaterów. Dzięki temu możemy mieć pewność, że są autentyczni.Bardzo polubiłam postać Michela, który był w stanie zadbać o życie innej istoty nie mając tak naprawdę nic.Większość rozdziałów lektury przydzielona jest właśnie jemu i jego wędrówce z Tabor. Jest też jednak druga opisywania postać, a mianowicie Ron, czyli właściciel kotki. O tej postaci trudno mi się wypowiedzieć, ponieważ mając tę wiedzę, że osoba ta istnieje naprawdę, nie chcę jej obrażać. Jednak myślę, że w tym przypadku to jednak autorka podkoloryzowała istną depresję właściciela, w tęsknocie za kotem. Ron płacze po kątach, uważa, że jego drugi kot także, wdaje się w bójkę z sąsiadem oraz chodzi do wróżki, aby dowiedzieć się czegoś o swojej kotce. Według mnie to już lekka przesada. Ale dobra... może tak było...
,,Po raz pierwszy od bardzo dawna chciał wydać ostatnie pieniądze na coś innego niż alkohol”

   W powieści doszukałam się jeszcze jednego dziwnego aspektu. Jak zapewne wiecie, jestem bardzo tolerancyjna i nie mam nic do środowiska LGBTQ, a nawet je wspieram. Jednak tutaj czytając książkę zdziwiłam się, jak wiele jest w niej osób orientacji homoseksualnej. Nie mnie sądzić czy tak było naprawdę, ale myślę, że przeprowadzony tu został zabieg pokroju serialu Shadowhunters - tam wytnij, tu dodaj, a najbardziej to podkoloryzuj. Na szczęście w tym przypadku nie przeszkadzało mi to w odbiorze książki, jak na przykład depresja Rona.
 ,,Nie możesz mieć kota”, przeorował w duchu Michael, ,,zwłaszcza jeśli nie masz nic”. Ale tylko się na to uśmiechnął.
   Mimo wszystko książka napisana jest sprawnym językiem, a historia w niej przedstawiona porusza do tego stopnia, że wiele razy czytając o Michaelu miałam krokodyle łzy w oczach. To piękna historia i naprawdę warta opisania w czymś więcej niż artykule w gazecie, za co jestem wdzięczna autorce. W dodatku jej lektora może uświadomić wielu ludzi o tym jak wspaniałymi zwierzętami są koty, ponieważ często przyklejana im jet łatka jako zdradliwych i egoistycznych. Spodobało mi się również stwierdzenie w przedmowie mówiące o tym, że aby zaprzyjaźnić się z kotem nie można zmuszać go do wejścia w nasz świat, tylko samemu wejść w jego, a wtedy on uchyli nam rąbka swoich tajemnic. Może ciut ckliwe, ale prawdziwe.

 ,, - Wszyscy jesteśmy tułaczami - odparł ze śmiechem Ray. - Zbiegami uciekającymi przed tym czy tamtym (...)”

   Podsumowując polecam tę książkę wszystkim miłośnikom futrzaków, ponieważ moja skromna ocena tej książki brzmi: 8,5/10. Dajcie się zabrać w podróż po pustyniach, lasach i górach Stanów Zjednoczonych, a potem być może wspomóżcie pobliskie schronisko? Do tego zachęca autorka książki, i ja was do tego zachęcam. Myślę, że nasze drobne dobre uczynki mogą dużo zdziałać. A teraz do zobaczenia!
 ,,Znalezienie kogoś, kto pomaga nam przez wszystko przejść, nadaje sens ciężkim próbom.”
 ,,Tabor uchyliła przed nim drzwi do innego świata i nauczyła go dostrzegać piękno w najmniejszych rzeczach.”

4 komentarze:

  1. Recenzja jak zawsze świetna, i mam nadzieję że w najbliższym czasie uda mi się przeczytać tą, ponieważ ciekawie się zapowiada. ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie po nią sięgnę, uwielbiam koty <3 Sama mam cztery :D Więc historia która powinna mi się spodobać ^^

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia